Walecznych 500

Deszczowy dzień zniechęcał do wychodzenia z domu. Postanowiłem więc nadrobić trochę zaległości. Odsłuchałem przebieg posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Mniejszości Polskiej w Niemczech z 3 kwietnia b.r.  Dwa tematy zdominowały to posiedzenie: używanie w mediach niemieckich określenia „polskie obozy koncentracyjne“ oraz sprawy Polaków w Niemczech. W przypadku pierwszego tematu zaskoczyło mnie to, że nikt z uczestników nie zwrócił uwagi (a może nie chciał zwrócić uwagi) na jednoznaczne wystąpienia historyków niemieckich i polskich, w których potępiono używanie tego terminu. Pisałem o tym przy innej okazji. O Polakach w Niemczech wypowiadano się także obficie i z zaangażowaniem. Zanim ustosunkuję się do tych głosów w następnych wpisach, także do obecnie podnoszonych roszczeń materialnych, wpierw trzeba pokazać, kto właściwie reprezentuje społeczność polską, jej interesy, potrzeby i opinie w kraju naszego zachodniego sąsiada. A nie jest to takie oczywiste. W tym celu przygotowałem dwa wykresy.

Foto: Zapis przebiegu sejmowej dyskusji. Źródło: Sejm.

Nie zamierzam przybliżać tu dziejów Polaków w Niemczech. Czyniłem to w pewnych fragmentach już przy różnych innych okazjach. Dziś interesuje mnie liczba organizacji i członków, pomysły na koordynację działań tych różnych gremiów. Punktem wyjścia  są ustalenia tzw. „okrągłego stołu“ z 2011 r. Partnerem rozmów polsko-niemieckich było wtedy pięć organizacji dachowych, które tworzyły Konwent Organizacji Polskich w Niemczech

 

© Krzysztof Ruchniewicz

Niestety, nie dysponuję aktualnymi danymi liczbowymi. Znalezienie jakichkolwiek tego typu informacji na stronach internetowych organizacji graniczy z cudem. Strony albo ich nie zawierają, albo też nie są zbyt często aktualizowane,  albo też są po prostu… nieczynne. Napisałem do prezesów tych organizacji, nie uzyskałem jeszcze odpowiedzi. Posłużę się więc danymi z 2007 r. W „Sprawozdaniu poświęconym polityce państwa polskiego wobec Polonii i Polaków zagranicą za lata 1989-2005“ podano, że w Niemczech jest zarejestrowanych ok. 100 organizacji polonijnych. Organizacje te skupiają ok. 25 tys. członków, z których jedynie … 2% można określić jako aktywnych. Biorąc pod uwagę szacunkową liczbę Polaków lub osób pochodzenia polskiego w Niemczech, która wynosi ok. 1,7 mln osób, nie jest to wiele. Aktywnie udziela się w organizacjach jedynie ok. 500 osób. Nawet jeśli są to dane sprzed lat, nie wydaje mi się, by sytuacja ta znacznie się zmieniła na lepsze.

W czasie rozmów „okrągłego stołu“ z 2011 r., które odbyły się w ramach przygotowań do obchodów 20 rocznicy podpisania polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, podjęto w sprawie Polaków w Niemczech kilka ważnych decyzji. Były to: utworzenie biura koordynacyjnego dla organizacji polskich, uruchomienie portalu internetowego o charakterze informacyjnym, wypracowanie strategii nauczania języka polskiego oraz powstanie Centrum Dokumentacji Historia i Kultura Polaków w Niemczech. Władze niemieckie zobowiązały się finansować te przedsięwzięcia.  Poza wymienionym Centrum, które rozpoczęło pracę w ubiegłym roku, pozostałe projekty budzą kontrowersje, są przedmiotem krytyki ze strony polskiej i niemieckiej. Pisała o tym w ubiegłym roku dziennikarka „Deutsche Welle“, Róża Romaniec, w artykule: „Kłopoty Polonii. Niemieckie MSW nie płaci. Nie wdając się w istotę  sporu między stroną niemiecką a polską, warto jedynie zauważyć, że strona internetowa organizacji polskich niewiele informuje o bogactwie i różnorodności życia polskiego i jego form organizacyjnych. Historia jest tam – co mnie szczególnie zainteresowało – traktowana po macoszemu, a podejmowane w jej ramach tematy mają charakter okazjonalny. Dodatkowym utrudnieniem jest tworzenie stron tylko po polsku. Informacje nie dość zatem, że skąpe, przeznaczone są tylko dla polskojęzycznych korzystających.

© Krzysztof Ruchniewicz

W 2013 r. doszło do dużych zmian w centralnej reprezentacji Polaków w Niemczech. Z Konwentu wystąpił Kongres, a Związek Polaków „Zgoda“ zawiesił działalność. Obecnie Konwent reprezentuje tylko dwie organizacje: Chrześcijańskie Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego oraz Zrzeszenie Federalne Polska Rada w Niemczech. Równolegle działają Kongres Polonii Niemieckiej i jego organizacje oraz Związek Polaków w Niemczech „Rodło“. Komplikuje to znacznie i tak już złożoną sytuację wśród organizacji przedstawicielskich Polaków w Niemczech.

Powstaje uzasadnione pytanie, kto zasiądzie w czasie następnych rozmów przy „okrągłym stole“? Na początku września ubiegłego roku odbyło się w Gladbeck posiedzenie z udziałem kandydatów do Bundestagu. Organizatorem był Kongres Polonii Niemieckiej. Wzięły w nim udział także organizacje niezrzeszone w Kongresie. Omówiono m.in. sprawy polonijne. Wskazywano na „nowy charakter“ środowiska polonijnego i konieczności mówienia o „Polonii i Polakach w Niemczech“. Krytycznie wypowiadano się o reprezentantach polskiej społeczności do rozmów przy „okrągłym stole“, którym zarzucono „bycie etatowymi działaczami polonijnymi“.

Wystąpiono też z ciekawą propozycją, która w przyszłości mogłaby wzmocnić znaczenie polskie organizacje i zachęcić Polaków do większego zaangażowania w pracach organizacyjnych. Tą propozycją jest utworzenie Parlamentu Organizacji Polonijnych, a więc gremium, które skupiałoby aktywne, zarejestrowane organizacje, a nie tylko „martwe dusze“, które aktywizuje się w celu pozyskania pieniędzy na działalność z różnych funduszy. „Umożliwiłoby tymże organizacjom – jak relacjonowała posiedzenie dziennikarka ‚Deutsche Welle‘, Barbara Coellen – sprawiedliwy dostęp do środków niemieckich przeznaczonych na ich działalność oraz na inicjatywy polskie i polonijne“. Tak utworzony parlament miałby funkcje opiniotwórczą i kontrolną. Uczestnicy spotkania w Gladbeck wyrażali swe niezadowolenie z braku zaangażowania „nowych liderów“ w strukturach polonijnych: ludzi młodych i kobiet. Propozycje te poddano pod głosowanie. Zostały przyjęte przy trzech głosach wstrzymujących.

Do idei utworzenia Parlamentu Organizacji Polonijnych można dodać jeszcze kilka innych propozycji, które nasuwają się po uważnej lekturze różnych wypowiedzi Polaków w Niemczech. W szybkim czasie winno się utworzyć drugie biuro Polonii i Polaków na Zachodzie Niemiec (Bonn?), stworzyć mapę organizacji i inicjatyw polonijnych i polskich. Ponieważ biuro znajduje się w Berlinie, cała praca koncentruje się na tym mieście, co stanowi znaczne ograniczenie. Stworzenie mapy organizacji i inicjatyw pozwoliłoby na przekonanie się, jak silne jest polskie środowisko, jakie działania należy podjąć do jego aktywizacji. Organizacja Parlamentu Organizacji Polonijnych winna odbyć się z pomocą finansową z Niemiec i Polski. Nie wszystkie organizacje stać po prostu na udział w tym gremium. Byłby to też namacalny dowód współpracy między obu państwami w tej jakże ważne kwestii.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

  1. Sława Ratajczak

    Miły Panie Sikora! Na smutki łyczek wódki! Tyle, że Pan ma zapewne i inne jeszcze problemy… też możemy pomóc, bo to może wynikać ze zbytniej pewności siebie (?) Krytykę przyjmuję z pokorą, jak należy, a Panu życzę poprawy nastroju!

    • Krystyna Koziewicz

      Przeczytałam odkrywcze rewelacje i cóż mogę na nie sensownie odpowiedzieć? Na pewno źle widać Berlin z Wrocławia. Łatwo jest oceniać nas na podstawie bliżej nieokreślonych kryteriów. Nie podoba się Polonia zorganizowana, podzielona i martwe dusze? Ma prawo, a gdzie jest dzisiaj idealnie? Jest jak jest, od nas zależy jak będzie wyglądał wizerunek Polaków na emigracji. Nie jest zły. Sporo organizacji w Niemczech działa przy otwartej przyłbicy, wspierając a to Konwent, Kongres, a to Polską Radę, czy inne stowarzyszenie. Wybór jest duży i nie ma przymusu.Nic na siłę… Posłużę się przykładem z mojego doświadczenia. Otóż, trzykrotnie uczestniczyłam w zakładaniu stowarzyszenia. Na początku zapaleńców było co niemiara, piękne plany, ambitne cele tylko potem okazuje się , że nie o to nam chodziło, nie ta droga, nie ten lider i już mało co pasowało do pierwotnego wzoru. Zaczyna się jazda w znanym nam stylu. Prawdą jest, że są organizacje składające się zaledwie z prezesa i paru członków oraz „martwych dusz”. Lista gra, po 20-30 osób, ale ile z nich działa? Nieważne, niech sobie radzą, jak potrafią, ich sprawa i nikomu nic do tego. Nie chcą się zrzeszać – nie muszą, a skoro nie należą do dachowej organizacji to nie mają na nią wpływu. Żadnego! Nie chcą się jednoczyć, nie mogą stawiać zarzutu, że są źle reprezentowani.

      Kto reprezentuje Polonie, karierowicze etatowi? Jeśli tak będziemy ich określać to jest ich wszędzie na pęczki. Czy to nie jest obraźliwe sformułowanie? Czy o to Panu chodziło? Zamiast się obrażać, trzeba było latami z uporem maniaka pracować nad tymi zmianami, inicjować, negocjować, by z ogromnym wysiłkiem zdobyć przywileje dla Polonii. Osłabiać aktualne władze, protestować, zaprzeczać, wypisywać się z układu to kto komu robi dobrze? Zamiast wpływać na zmiany dotychczasowej sytuacji, prowadzi się podjazdową walkę zniszczenia dotychczasowego układu sił. Komu na tym zależy? Jak się nie należy do Konwentu to można tylko pomachać szabelką, bo nic więcej innego nie można zrobić. A można było powalczyć o zmiany, reformować, wewnątrz przewrócić wszystko do góry nogami, a na zewnątrz pokazać, jaki mamy potencjał. Pisze Pan o trudnościach ze znalezieniem listy stowarzyszeń, oj, słabo Pan szukał, zarówno ifa (Zwischen zwei Welten ) jak i Konwent wydały opracowania, gdzie takie listy się znajdują. A propos sprawiedliwego podziału funduszy, też bym chciała sprawiedliwości. Ale czy sugeruje Pan, że rząd federalny poprzez Urząd Pełnomocnika Rządu Federalnego ds. Kultury i Mediów czy polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych rozdziela te środki niesprawiedliwie? Nie wiem, ich zapytać o kryteria. Na pewno dla wszystkich chetnych nie starcza. A czy czasami nie jest tak, że powtarza Pan za osobami które nigdy nie zrealizowały żadnego projektu, nie stanęły do żadnego konkursu, tylko skarżą się na tych którzy mają odwagę i projekty takie realizują, że im się dzieje krzywda? Wie Pan co, niech ludzie korzystają z wolności wyboru i należą tam, gdzie czują się dobrze. Niech się realizują, a jeśli się da wspierajmy ich działania. Potrzebują pomocy – pomagajmy! A statystyki? Czy to takie ważne, nie działamt dla statystyk tylko dla konkretnego środowiska

      • Elik Plichta / Radio Darmstadt

        Dokładnie się tego spodziewałem.

        Na wyniki badań prowadzonych przez pracowników instytucji naukowych Polacy mieszkający w Niemczech nie są w stanie (a może nie chcą) odnieść się merytorycznie. Emocjonalne zwroty o „odkrywczych rewelacjach” czy o”złym widzeniu Berlina z Wrocławia” to typowy przejaw ignorancji i jakiegoś, raczej niskich lotów, ataku.

        Gdyby tekst profesora Ruchniewicza napisał ktoś z działaczy polonijnych zostałby wspólnym chórem klakierów okrzyknięty „siejącym niezgodę”, „oszołomem”, „człowiekiem skonfliktowanym i nie umiejącym współpracować”.

        Szkoda, że ten artykuł nie zostaje odczytany ze zrozumieniem. Zastanawiam się, w którym fragmencie profesor Ruchniewicz kogokolwiek ocenia? Więc o jakich kryteriach ma być tutaj mowa? Być może bolą fakty:

        „Niestety, nie dysponuję aktualnymi danymi liczbowymi. Znalezienie jakichkolwiek tego typu informacji na stronach internetowych organizacji graniczy z cudem. Strony albo ich nie zawierają, albo też nie są zbyt często aktualizowane, albo też są po prostu… nieczynne. Napisałem do prezesów tych organizacji, nie uzyskałem jeszcze odpowiedzi.”

        Być może faktyczne dane ukazałyby prawdę o tym kogo ( a raczej jaką grupę Polonii w Niemczech) reprezentują organizacje dachowe. Może taka wiedza byłaby niewygodna, stąd to milczenie? Każde zarejestrowane stowarzyszenie musi dysponować aktualną liczbą członków płacących składki. Dlaczego więc prezesi milczą?
        Profesor Ruchniewicz stwierdza fakty! Nie komentuje i nie ocenia.

        Określenie „ jazda w znanym nam stylu” jest jak najbardziej trafne do działań polegających na skupianiu wokół liderów swoistego rodzaju świty. Ludzi, którzy pod płaszczykiem działalności społecznej oczekują ekwiwalentów w postaci zaproszeń na seminaria, konferencje ( oczywiście projekty finansowane z naszych pieniędzy, pieniędzy podatników), koncerty z noclegami w hotelach, gale z rautami. „Nie możemy Wam płacić pensji” więc tylko tak Wam się możemy odwdzięczyć. Kiedyś sam usłyszałem urocze zaproszenie na pewną uroczystość: „ a niezależni dziennikarze niech sobie niezależnie przyjadą”. Prezes ukarał dziennikarzy. Nie zapłacił 78€ za nocleg. Uświadomienie sobie, że jest się wycenionym na 78€ jest żenująco bolesne.

        Tworzy się kolejne organizacje organizacji skupiające np. artystów, którzy dostają płatne zlecenia, dziennikarzy, którzy piszą za obiecane 200€ na rok. Za to się bywa na przyjęciach, poznaje wybitne osobistości, można skosztować dobrego wina czy zjeść kanapkę lub pierogi. Taka jest rzeczywistość. Jedna z artystek kontestująca ten stan rzeczy wyraziła się mało dyplomatycznie mówiąc, że chce jej się „żygać na to całe towarzystwo kolesiów”. Artyści mogą więcej, dlatego przytoczyłem ten dość często pojawiający się pogląd wśród przedstawicieli pokolenia 30-40 latków. To jest jedyna i prawdziwa odpowiedź na to, dlaczego ich organizacje nie chcą być skupione wokół tych ludzi. Oni potrafią pisać wnioski na projekty, doskonale sobie radzą, nie mają kompleksów, dysponują środkami na swoje utrzymanie. Nie zależy im na załatwieniu sobie etatu: „zawód emigrant”.

        Na koniec muszę się odnieść do fragmentu:
        „Nie chcą się zrzeszać – nie muszą, a skoro nie należą do dachowej organizacji to nie mają na nią wpływu. Żadnego! Nie chcą się jednoczyć, nie mogą stawiać zarzutu, że są źle reprezentowani.”

        Na szczęście żyjemy w kraju, w którym demokracja jest wysoko rozwinięta. Tak długo jak organizacje dachowe nie określą jaką ilość Polaków skupiają tak długo będę mógł i będę mówić o tym, że nie reprezentują Polonii w Niemczech.
        Bo tylko to jest prawidłową wykładnią i tylko tyle chcą ustalić naukowcy, w tym atakowany profesor Ruchniewicz.

        Parlament Organizacji Polonijnych to chyba obecnie jedyna dobra droga do wyjścia ze swoistego rodzaju patu.

  2. @Sława Ratajczak – szanowna Pani, przejrzałem sobie portal Polonia-Viva i przyznam, że zrobiło mi się smutno. Bo z jednej strony widzę spore Państwa zaangażowanie, z drugiej z profesjonalnego punktu widzenia – jestem od kilkunastu lat dziennikarzem zajmującym się tematyką polsko-niemiecką – widzę, że trafiacie Państwo kulą w płot. Nie bardzo rozumiejąc na czym współczesne dziennikarstwo/publicystyka polega, uprawiacie Państwo coś w rodzaju wpisów a’la „drogi pamiętniczku”. Problem w tym, że odbiorców interesuje codzienne życie, o którym u Was nie przeczytają.

    Prosty przykład: mecz Niemcy-Polska. Jesteście na miejscu – w Niemczech – opowiedzcie o tym, czy Polonia kibicuje Polakom czy Niemcom, napiszcie dlaczego „Arena auf Schalke” nazywa się tak „niegramatycznie”. Zapytajcie Peszkę o porównanie polskiej i niemieckiej ligi, warunków gry, treningów, ale przede wszystkim życia. Takie artykuły o szansach reprezentacji na wygraną czytelnik znajdzie w polskich mediach na znacznie wyższym poziomie. Wykorzystujcie swoją siłę bycia na miejscu!

    Podobne zastrzeżenia dotyczą działu Historia. To zbędna praca prezentowana w dodatku w sposób chaotyczny sprawia, że staje się niepotrzebną – wszyscy te informacje znajdą sobie wcześniej i kompetentniej w polskiej lub niemieckiej Wikipedii.

    Inny przykład na to samo: artykuł o Wielkanocy, naprawdę dużo więcej, wręcz wyczerpująco znajdzie sobie Wasz czytelnik w Wikipedii, po co w sposób nieporadny pisać jeszcze raz to samo?

    Ale jeśli opowiecie o polskiej lekarce, która dosłownie biega po kościele w zachodnich Niemczech w ślad za kropidłem, bo Niemcy święcenia pokarmów nie znają (to przykład autentyczny) to Wasz portal miałby sens. Zwłaszcza, że to zachowanie, na początku dziwaczne sprawiło, ze niemiecki ksiądz wprowadził zwyczaj święcenia w obrzędowość Wielkanocy. Takie historie maja sens z dziennikarskiego punktu widzenia. Proszę wybaczyć ale głodne pustosłowne kawałki są tylko stratą Waszego czasu. Bo czytelnicy ich nie potrzebują.

    I dalej: kogo obchodzi, jak przebiegały wybory do poszczególnych ciał władczych organizacji polonijnych? Naprawdę uważacie że kogokolwiek? To jak sprawozdanie z nasiadówek partyjnych ze słusznie minionych czasów. Dla odmiany zobaczcie, która polska książka sprzedawała się ostatnio najlepiej w Niemczech? Uenter deutschen Betten Justyny Polańskiej. Bo mówi o życiu, a nie figurach z kartonu – jak w redakcjach mawia się o takich sprawozdaniach pseudopolitycznych, jakich sporo macie na stronie. Tak szczerze i proszę nie zrozumieć tego kąśliwie – zachęcam Państwa do kontaktu z jakimś doświadczonym dziennikarzem, redaktorem, który opowie Wam, jak się robi dziś media. Bo na razie, mimo dużych pieniędzy zainwestowanych, psa z kulawą nogą nie zainteresujecie.

    • Zgadzam się z Panem. Strona internetowa, która w założeniu miała być swoistego rodzaju platformą dla Polaków mieszkających w Niemczech w chwili obecnej jest najzwyklejszą tablicą ogłoszeń. Dodać należy, że strona niemiecka deklaruje finansowanie roczne Polonii-Vivy w wysokości 30.000€. W impressum znajduje się adres redakcji, jednak nie znajdziemy tam nazwiska osoby odpowiedzialnej, nie wspominając o członkach redakcji. Najprawdopodobniej taka nie istnieje, ale to temat na osobny artykuł. Propozycja stworzenia redakcji skupiającej przedstawicieli środowisk dziennikarskich i polonijnych nie spotkała się z odzewem twórcy, czy twórców tej strony. Nie mamy w impressum nazwiska redaktora naczelnego, ale mamy adres: Sigmund Str.8, 52070 Aachen
      Z tym adresem kojarzy się postać Wiesława Lewickiego. Wyszukałem w internecie funkcje, które pełni w chwili obecnej Pan Lewicki:
      Jako dziennikarz:
      -redaktor „Polonii Viva” Wiesław Lewicki.
      Ze strony Konsulatu RP w Kolonii informacja ( z września 2012 – stanowisko chyba już nie jest aktualne):
      „Wiesław Lewicki pełni obecnie funkcję prezesa Kongresu i prezydenta Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech”.
      Kolejna działalność społeczna na rzecz Polonii:
      „Prezes Krajowego Związku Organizacji Polskich w NRW – Wiesław Lewicki”.
      Dowiadujemy się także o lokalnej działalności:
      Kulturverein Klub Polregio e.V.
      Anschrift: Polregio e.V., Sigmundstr. 8 , 52070 Aachen
      Vorsitzender – Dipl.-Ing. Wiesław Lewicki
      Ostatnie dwie pozycje są dosyć niejasne.
      Czytamy, że Wiesław Lewicki jest „prezydentem Europejskiego Instytutu kultury i Mediów Polonicus VOG
      Institut POLONICUS
      Sigmundstr. 8
      52070 Aachen
      oraz działa jako „Direktor Europäisches Institut Kultur & Medien POLONICUS VOG”.
      Być może jest to ta sama pozycja, a VoG to belgijski ( spotykany także w Holandii i Luksemburgu) skrót stowarzyszenia użyteczności publicznej. Instytut został założony w Belgii, ale siedzibę posiada w Akwizgranie. Nie wiadomo także, czy to jest instytut naukowy, czy placówka o charakterze kulturalnym.

      Pańskie uwagi są jak najbardziej uzasadnione. Polonia-Viva nie ma koncepcji, nie są mi wiadome jakiekolwiek konsultacje ze środowiskiem polonijnym, strona niemiecka nie rozpisała konkursu na koncept i prowadzenie tej strony. Zresztą bardzo podobnie się stało z Biurem Polonii. Chciałbym, żeby było inaczej, ale mam nieodparte wrażenie, że działalność społeczna sprowadziła się do zorganizowania sobie dwóch posad opłacanych z naszych podatków. Zresztą to nie moje zdanie, tylko jednego z niemieckich urzędników, który kategorycznie krytykował „projekty” promujące nie Polskę czy Polonię, ale ich twórców.

      Elizeusz Plichta
      Radio Darmstadt
      Internationale Redaktion
      Redaktionssprecher

  3. Sława Ratajczak

    Szanowny Panie, z uwagą przeczytałam te interesujące spostrzeżenia. Uważam, że nie jest jednak aż tak źle. Portal, czy też witryna internetowa Polonia Viva informuje dostatecznie o polonijnych inicjatywach, spotkaniach, organizacjach. Daje obraz życia Polaków w Niemczech, wskazuje na liczne powiązania kulturowe obu państw, kształci, wyzwala pożyteczne inicjatywy, a co najważniejsze ; buduje przyjazne wzajemne, polsko-niemieckie relacje. Nie zadowoli się wszystkich, bo nie wszyscy mają takie same oczekiwania i zainteresowania. Ważne, by tworzyć wiarygodny wizerunek polonijnej społeczności i to nie koniecznie tej „zrzeszonej”, czy też zarejestrowanej w urządach. Mówmy o tym jak wiele tu Polacy mają osiągnięć, ileż przykładów wspaniałych postaw, działań i zachowań. O tym piszmy, by przełamywać stereotypy, przyciągać nas ku wspólnym inicjatywom, zachęcić do lepszego wzajemnego poznania. Same relacje ze spotkań, posiedzeń i dyskusji to trochę mało. Na Polonia Viva jest sporo na ten temat, ale są też ciekawostki, które spełniają funkcję kształcącą, zaspokajają, albo rozbudzają zainteresowanie tematyką polsko- niemieckią. Portal jest żywy i barwny, oparty na faktach , nie na statystykach, które nie zawsze są prawdziwe.Sądzę, że to kwestia czasu, a będzie on swoistą „trybuną” polskich spraw w Niemczech. Daje przecież wiarygodny obraz zarówno Polaków jak i Niemców, pozwala na ocenę wydarzeń, dystansuje się od niezdrowych sporów i ułatwia w jakiś sposób wcale nie tak łatwą w tym kraju egzystencję. A co do polonijnych działaczy, to przecież komuś zaufać należy, dać szansę, sprawdzić, przeczekać… Nie jest najgorzej i nie opłakujmy tego , co jeszcze wcale nie dokończone, a ledwie zaczęte. Lepiej szukajmy pomysłów na promowanie Polski i uczmy młodych pracy dla dobra wspólnego, bo takie będą Rzeczypospolite jakie młodych chowanie.Ufam, że Polonia Viva odnajdzie z powodzeniem młodych liderów i bez głosowań zyskają oni akceptację polnijnych środowisk. Tak więc śledźmy to co portal ten niesie i czerpmy z niego najlepsze!

  4. Należałoby przede wszystkim rozróżnić między Polonią i Polską. Środowiska polonijne są zdominowne obecnie rodakami przebywającymi czasowo w Niemczech. Dla tej części społeczności polskiej Niemcy są tymczasową , ekonomiczną koniecznością i to według mnie są Polki i Polacy, a nie Polonia. Dla Polonii Niemcy są ich Heimatem ze wszystkimi przywilejami i obowiązkami.

  5. lidia krüger

    Kiedy nagralam, piosenke ” Dwa kraje”, z refrenem …bo dwa kraje sa moja ojczyzna…, moje serce bije na dwa…, przelam mysl, ktora jest dla wielu emigrantow z roznych krajow – podobnym tematem. ! Pracuja w innym kraju, wracaja w rodzinne strony !–Poczucie przyslowiowego stolka wladzy, jest choroba ludzi PRL-u. Jest wiele przykladow ludzi czynu, ktorzy obojetnie na narodowosc- pracuja i „osiagaja sukcesy” ! Nie zmieniam paszportu, jestem Polka w kraju, ktory pokochalam pomimo okrutnej historii. Pokazmy swoja tozsamosc nie przez noszenie krawatow i wyprasowanych przez zony koszul…!

  6. Łukasz Wolak

    Historia Polaków w Niemczech po II wojnie światowej przypomina mi nie tylko obszerne dzieje tej emigracji ale przede wszystkim nie dający się pojąć rozdźwięk w przejawach życia społecznego tego środowiska. Ileż prób utworzenia centralnych struktur Polaków w Niemczech już było? Ileż środowisk chciało lub porywało się na reprezentowanie wspólnych interesów przed niemieckimi władzami…?! Było już tworzenie dachowych organizacji, parlamentu reprezentacji różnych środowisk, secesje i rozłamy..! Nie pomogły wzorce z Kongresu Polonii Amerykańskiej ani inne, które powstały w polskiej diasporze na świecie. Trzeba więc zadać sobie pytanie: po co na siłę tworzyć kolejny organizm, który i tak nie przetrwa? Polonia niemiecka i organizacje polskie w Niemczech muszą same odpowiedzieć na to pytanie. Kiedy dostrzegą już odpowiedź zrozumieją dlaczego nikt nie liczy się z Polakami w Niemczech.

Odpowiedz na Andrzej Dudzinski Anuluj odpowiedź