Twórcy zjednoczonej Europy

Wkrótce Unia Europejska będzie obchodzić 60-rocznicę podpisania tzw. traktatów rzymskich, które stanowią nadal fundament integracji kontynentu. To dobra okazja do przypomnienia polskiego udziału w tym procesie i związanych z nim debatach.

Wprawdzie do upadku komunizmu integracja ograniczała się do Zachodu, ale dołączenie do niej stało się głównym celem polityki zagranicznej Polski zaraz po odzyskaniu suwerenności. Panował wokół niego szeroki konsensus polityczny i społeczny, nie brakowało także szczerego euroentuzjazmu. Uzyskanie statusu członka europejskiej wspólnoty postrzegano jako szansę awansu cywilizacyjnego i zapewnienia Polsce bezpieczeństwa. Wiązano z nim korzyści dla państwa, społeczeństwa i rzesz obywateli.

Poparcie dla polskiego udziału w projekcie „zjednoczona Europa” ciągle trwa na bardzo wysokim poziomie. Potwierdzają to choćby wyniki badań ankietowych. Nie oznacza to, że nie dostrzegamy problemów, z jakimi musi sobie poradzić Europa, że się ich nie obawiamy. Dominuje jednak chyba przede wszystkim trzeźwy osąd, bazujący na obserwacji zmian wskutek napływu unijnych pieniędzy, czy możliwości korzystania z braku barier w podróżowaniu, pracy czy nauce.

Podwójna przynależność do UE i NATO jest podstawą pozycji Polski stabilności porządku międzynarodowego. Skargi na Brukselę, ataki na nią lub choćby kpiny z jej regulacyjnych zapałów są jednak także częścią naszego stosunku do UE. Postawy te stają się nie tyle powszechniejsze, co głośniejsze, częściej dopuszczane do tzw. publicznych mediów. Czy wywrze to wpływ na na ogół proeuropejskie poglądy Kowalskiego i Malinowskiej? Polityka anachronicznego w obecnym świecie izolacjonizmu, niebezpiecznego zresztą dla państw naszej wielkości i potencjału, staje się jednak coraz wyraźniej widoczna. Kryje się pod maską haseł o odzyskiwaniu niezależności i rzekomo lepszym zabezpieczeniu interesów Polski poza Unią. Posiłkuje się sloganami o kulturowej katastrofie Zachodu i rzekomej wyższości Polski na tym tle, ba! nawet jej dziejowej misji.

Gdzieś znika kontakt z rzeczywistością, wysiłek formowania realnych na nią odpowiedzi. Mnożą się rojenia o sojuszach, których nie ma, o „wielkiej grze”, do której brak partnerów lub są mocno niepewni albo podejrzani. Pojawiły się już nawet wielkie moralne zwycięstwa, choć był tylko pokaz nieudolności i niezrozumiałego z zewnątrz zacietrzewienia. Z czym zatem do Rzymu w 60. rocznicę wspomnianych traktatów? Z garstką sto razy już wygłoszonych komunałów i tzw. tęgą miną? A może, by wyrwać się z coraz bardziej jałowego zaplątywania się w teraźniejsze nasze połajanki, warto byłoby przypomnieć sobie, czego chcieli i co zrobili ci Polacy, którzy byli orędownikami europejskiej integracji i udziału w nich Polski?

W drugiej połowie lat 90. prowadziłem zajęcia dla uczniów szkół wrocławskich na temat dziejów integracji europejskiej. Zainteresowania nie brakowało, zwykle było też dużo pytań i żywych dyskusji. Największą bolączką był brak jakichkolwiek materiałów dydaktycznych. Postanowiłem przygotować zbiór najważniejszych dokumentów, potem opracowałem biogramy twórców zjednoczonej Europy. Wykorzystywałem je w swojej pracy dydaktycznej, ale też zacząłem publikować, m. in. na łamach, niestety już nieistniejącego, czasopisma „Unia&Polska“ i w formie publikacji książkowych. Wydawnictwa te dobrze się rozchodziły, trafiały do mnie opinie i komentarze czytelników. Potraktowałem to jako zachętę do dalszych prac i po jakimś czasie napisałem podręcznik do integracji europejskiej. Przeznaczony był dla nauczycieli i uczniów realizujących ścieżkę międzyprzedmiotową „Integracja europejska“.

W pierwszych latach nowego tysiąclecia wielokrotnie brałem jeszcze udział w zajęciach z integracji europejskiej. Miałem wrażenie, że jest to potrzebne i konieczne, że odpowiada na zainteresowanie Polaków stojących przed historyczną decyzją. Podjęliśmy ją zgodnie w 2003 r. w referendum. Kartkę z moim głosem na „TAK” wrzucił do urny nasz wtedy trzyletni syn, Janek. Ta decyzja miała być bowiem podjęta przede wszystkim dla niego, dla niego i kolejnych pokoleń. Akcesja w 2004 r. była naturalnym zwieńczeniem naszej „długiej drogi na Zachód”.

To był ważny dzień, drugim był mój pierwszy przejazd przez polsko-niemiecką granicę bez granicznego szlabanu. Cel polityczny został spełniony. I uznano, że sprawa załatwiona. Jednym z tego efektów było zaniechanie edukacji europejskiej, tak jakby wszystko już było znane, nie było potrzeby tłumaczenia, jak UE działa, czym jest, jak w niej funkcjonujemy, co otrzymujemy, a czego się od nas w zamian wymaga. Ze szkół zniknęły wspomniane ścieżki edukacyjne. Przyczyną była reforma nauczania. Być może uznano, że skoro już jesteśmy pełnoprawnym członkiem, to kształcenie europejskie kolejnych pokoleń Polaków nie jest już konieczne. Jeśli tak rzeczywiście ktoś myślał, to był w głębokim i szkodliwym błędzie.

Dotyczy to zresztą również innych krajów. Jakie to ma skutki, możemy przekonać się dzisiaj. Wystarczy sięgnąć po nową podstawę programową do historii. Na próżno szukać tam informacji o udziale Polaków w procesie jednoczenia kontynentu, w intelektualnej debacie z tym związanej. Temat ten przestał być ważny, zepchnięto go na daleki plan. I nie chodzi mi o to, by odrzucić historię narodową, w żadnym wypadku. Ale co z niej rozumiemy, jeśli nie widzimy powiązań, kontekstu, wpływu? Jeśli nie pokazujemy tych naszych rodaków, których myśl i działanie są dorobkiem całej Europy?

Postanowiłem raz jeszcze sięgnąć do mojej publikacji z 2000 roku o twórcach zjednoczonej Europy. W czasie kartkowania doszedłem do wniosku (może dość zarozumiałego), że – po koniecznych poprawkach i uzupełnieniach – takie wydawnictwo mogłoby się przydać czytelnikom w dzisiejszych czasach. Mam zamiar w najbliższych tygodniach przepracować stare szkice i napisać kilka nowych. Pierwszym forum ich prezentacji będzie rzecz jasna mój blog. Do każdego szkicu dołączę fragment źródła. Może sięgnie po nie jakiś nauczyciel i wykorzysta w pracy z uczniami. O Europie trzeba dyskutować, o integrację trzeba się spierać, ale przede wszystkim trzeba wiedzieć, o czym się mówi, umieć krytycznie i rozważnie bilansować. Chciałbym udostępnić trochę materiałów przydatnych w takich refleksjach.

By książka była łatwo dostępna, opublikuję ją w formie ebuka. Testuję jeszcze narzędzia, które są w tym pomocne. Załatwiam też formalności związane z wyjaśnieniem praw autorskich do ilustracji. Ponieważ od pierwszego wydania minęło już prawie 20 lat, możliwości techniczne są całkiem inne. Dzisiaj w internecie można bez problemu znaleźć fragmenty kronik, także tych z okresu międzywojennego. W tekście będę dawać do nich odsyłacze. Mam nadzieję, że uatrakcyjni to publikację, zachęci do zajrzenia do niej młodych ludzi. Jeśli przyjdzie im dokonywać kiedyś wyboru, to dobrze, by byli do niego przygotowani jak najlepiej. Nie chcę powtarzać znanej frazy, że „byliśmy głupi”, trąci ona trochę jednak żenującą i jakąś płaczliwą samokrytyką. Niewątpliwie jednak zbyt częste „odpuszczanie” wychowania obywatelskiego, odnoszącego się do kraju, demokracji, praw i obowiązków, ale i „szerszej ojczyzny”, którą jest Europa, było głupotą.

Zob.

Od podziału do jedności. Inicjatywy integracyjne w Europie w XX w. Wybór źródeł dla szkół ponadpodstawowych, opr. Krzysztof Ruchniewicz, Wrocław 1996, ss. 147 (Zeszyty Informacyjne Centrum Integracji Europejskiej im. Konrada Adenauera przy Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego). Wydanie drugie poprawione i zmienione ukazało się w 2000 r.

Krzysztof Ruchniewicz, Twórcy zjednoczonej Europy. Z dziejów integracji europejskiej w XX wieku, Kłodzko: Kłodzkie Towarzystwo Oświatowej, 2000 (Od Europy do Europy przez Europę. Część pierwsza materiałów dydaktycznych pomocnych w prowadzeniu lekcji o Europie).

Tenże, Edukacja europejska. Europa daleka czy bliska? Program nauczania dla gimnazjum. Ścieżka edukacyjna, Warszawa-Wrocław: PPWK 2002, ss. 16 (Program nauczania dopuszczony do użytku szkolnego przez MENiS, wpisany do wykazu programów nauczania pod numerem DKOS–4014–15/02). Przedrukowano w: „Kreator. Pismo Oświatowo-Kulturalne Ziemi Kłodzkiej, 8 (3) maj-lipiec 2002, s. 28–34.

Tenże, Europa – daleka czy bliska? Przewodnik dla nauczyciela do programu ścieżki edukacyjnej dla gimnazjum, Warszawa-Wrocław 2002.

Tenże, Edukacja europejska. Europa daleka czy bliska?, Warszawa-Wroclaw: PPWK, 2002.

 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj