Szlachetna odmiana konsumpcji

Jak zawsze o tej porze roku do Lipska podążają tłumy miłośników książki. Mimo iż bilet wstępu jest coraz droższy (w tym roku to 17,00 Euro), zwiedzających nie ubywa. W kilku wielkich halach wystawowych zgromadzono ofertę nowości wszystkich liczących się niemieckich wydawców. Niemal bez przerwy odbywają się jakieś imprezy towarzyszące: spotkania z autorami i krytykami, dyskusje o przyszłości książki, warsztaty dla czytelników. Wczoraj byłem jednym z tysięcy osób pielgrzymujących od stoiska do stoiska. Kartkowałem nowości, zagadywałem wydawców, spotkałem także kilku autorów. Różne katalogi, darmowe książki, specjalne wydania gazet, a także kilka ołówków i mnóstwo zakładek stanowiło pod koniec dnia dodatkowy „łup”. Podobnie dzień spędzały całe tłumy mieszkańców Lipska i gości. Obserwowanie tego zainteresowania książką literacką, naukową, albumami, ofertą dla dzieci i młodzieży po prostu cieszyło serce. Zwłaszcza że wśród zwiedzających nie brakowało młodych ludzi i dzieci.

targi-7

Statystyki o stanie czytelnictwa, które co jakiś czas się publikuje, są dla nas od lat powodem do zawstydzenia. Według Eurobarometru w 2007 i 2013 r. 90% respondentów w Szwecji, a 86% w Holandii zadeklarowało, że w ciągu roku przeczytało co najmniej jedną książkę (w Rumunii czy Grecji było to tylko 50%). Pięć i więcej książek rocznie miał na swym koncie czytelnik w Europie Północnej (w Szwecji 65%, Holandii 52%, Danii 51 %, Wielkiej Brytanii 52%). Polacy czytają poniżej średniej europejskiej i przyznają się do tego – jak się wydaje – z ochotą. 44% respondentów nie czytało żadnej książki (to większa liczba niż w  2007 r.). Tylko 27 % zadeklarowało, że przeczytało pięć i więcej książek (także tendencja spadkowa w porównaniu z 2007 r.).

targi-3

W numerze marcowym znalazł się obszerny materiał o problemach niemieckiego księgarstwa również odnotowano minimalny spadek w porównaniu z 2007 r. (2 pkt. procentowe) 79% naszych sąsiadów przeczytało w ciągu roku jedną książkę. W tym przypadku nie ma jednak mowy o sytuacji alarmującej. Wydawcy, księgarze i bibliotekarze mogą spać w miarę spokojnie.

targi-14

Pamiętajmy, że nie mają łatwo. Księgarnie stopniowo znikają z miejskiego pejzażu. Wiąże się to ze spadkiem zainteresowania tradycyjną książką, jak i rozwojem internetu. Właściwie dzisiaj nie stanowi żadnego problemu zamówienie książki do domu, nawet jeśli mieszkamy „daleko do szosy” firma kurierska i tak do nas dotrze. Sytuacja w tym zakresie nie różni się niczym w Polsce i Niemczech. W czasie jazdy pociągiem z Berlina do Bonn sięgnąłem po czasopismo niemieckich kolei „Mobil“ rozkładane w przedziałach dla pasażerów. W historię freiburskiej księgarni „Zum Wetzstei“. Zainteresował mnie opis działalności księgarni, które w różny sposób walczą o uwagę (i portfel) czytelnika. W artykule przedstawiono Hamburska księgarnia Stories!, w której można się podobno poczuć jak w prywatnej bibliotece. Prenzlauer-Berg działa księgarnia Uslar&Rai reklamuje się jako miejsce do „wywoływania zdziwienia i odkrywania“. W dzielnicy Berlina Tajne komplety, która poprzez niezliczoną ilość imprez chce ściągnąć czytelników (i oczywiście potencjalnych nabywców). Szkoda, że autor artykułu nie wspomniał o polskiej księgarni w Berlinie, „buchIbund“, w której imprezach uczestniczy spora ilość osób i stanowi ona ważne miejsce kultury polskiej w stolicy Niemiec. Podobny trend możemy spotkać także u nas. We Wrocławiu znajdują się dwa takie miejsca, choć tylko jedno proponuje sprzedaż książek (Duże stoisko firmował Instytut Książki).

targi-11

Inną formą promocji książki i czytelnictwa są międzynarodowe targi. W Niemczech organizuje się dwie takie imprezy: są to targi we Frankfurcie, i nieco mniejsze, w Lipsku. Lipskie targi zwiedziło przez kilka dni trwania ok. 200 tys. osób. W kilku halach wystawienniczych przygotowano stoiska dla wielu wydawców, każda z hal miała wygodne, nagłaśniane miejsca do dyskusji z twórcami i wydawcami. Program spotkań pełen był ciekawych propozycji. Swoje stoiska miały także różne instytucje, które w swej ofercie mają również działalność wydawniczą. Były to uczelnie wyższe, instytuty badawcze, czy centrale kształcenia politycznego. Wykaz wszystkich stoik wypełnił stosunkowo gruby katalog.

targi-9

Nie sposób oczywiście w krótkim wpisie omówić szczegółowo wszystkie wrażenia. Napiszę jedynie o niektórych. Obecność polskiej książki wymaga szczególnego podkreślenia. Bardzo ciekawe wydania zostały zgłoszone na wystawę propagującą wysokiej klasy edytorstwo. Z przyjemnością oglądałem nasze książki, zachwycające pięknym opracowaniem graficznym, artystycznymi ilustracjami, pomysłowymi rozwiązaniami. Publikacja „Lokomotywy“ może wręcz zachwycać. Nie brakowało wśród nich nazwisk znanych w Niemczech autorów, jak choćby Olga Tokarczuk. Przychodziło do niego wiele osób, a na półkach stały nasze czołowe nowości ostatniego roku. zaproszenie blogerów.

targi-12

Duże wrażenie zrobiło na mnie stoisko koreańskie, piękne i emanujące jakby wewnętrznym spokojem, do którego dostosowywali się odwiedzający. Zaplanowano je z dużym wyczuciem estetycznym (czy można się było czegoś innego spodziewać!). Na ścianach wisiały tradycyjne stroje, w gablotach zgromadzono różne materiały piśmienne. Można było sięgnąć po starannie wydane książki, odznaczające się wysokim kunsztem edytorskim i introligatorskim. Wspaniałe ilustracje i kaligrafia, dla nas niezrozumiała, ale może przez to odbierana jako obiekt sztuki, pozostały w pamięci. Niestety, nie mogłem już uczestniczyć w warsztatach, które tu zapowiadano o sztuce druku w Korei.

targi-8

Natomiast nieco zawiedziony byłem stoiskami z książką naukową. Wprawdzie były reprezentowane główne wydawnictwa, jednak powierzchnia, jaką zajmowały, nie była duża. Zmieściło się kilka nowości i trochę materiałów informacyjnych. Być może jest to też znak czasu. Udział w targach słono kosztuje, a są przecież inne formy promocji i dotarcia do czytelnika, przede wszystkim internet (strony własne wydawnictw, newslettery itp.). Jednak nic nie zastąpi możliwości bezpośrednich rozmów z wydawcami, autorami,  zwłaszcza ze znajomymi, którzy podobnie jak ja uczestniczyli w tym czytelniczym obchodzie. To chyba najmocniejsza strona tych targów.

Tegoroczną nowością było Philippa Thera, profesora Uniwersytetu Wiedeńskiego, na temat historii neoliberalnej Europy. Sam szef targów, Oliver Zilly, zapraszał ich (szkoda, że nie wiedziałem o tym wcześniej!). Oto dowód, iż wpływ tej grupy na czytelników stał się zauważalny także dla wydawców i organizatorów targów. Liczba osób zaglądających na różnego rodzaju blogi stale wzrasta. Ich autorzy wpływają na czytelnicze gusta coraz silniej. Blogi sprzyjają wymianie informacji o nowych książkach. Ciekaw jestem, czy ten trend i otwartość utrzyma się wśród zarządzających targami również w przyszłości. Muszę także zauważyć, że e-booki i służące korzystaniu z nich czytniki były niemal niewidoczne. Książka do słuchania miała za to wcale spory pawilon. Było to jednak przede wszystkim święto zadrukowanego papieru! Dodam, że targi nie służą sprzedaży detalicznej po promocyjnej cenie, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, a są przede wszystkim imprezą wystawienniczą i promocyjną.

targi-13

Z niemieckich książek, które moim zdaniem nie powinny przejść bez echa także u nas, wybrałem cztery. Pierwsza, poświęconej czystkom etnicznym w w Europie XX wieku, otrzymała tegoroczną nagrodę w kategorii książka naukowa / eseistyka. Czytelnikowi polskiemu Ther znany jest z książki Heinricha-Augusta Winklera o historii Zachodu. Trzy pozostałe są premierami. Pierwsza to czwarty, ostatni tom, obszernego dzieła (prawdziwy opus magnum) historia kultury Polski po 1945 r. Jej autorem jest Markus Krzoska. Druga książka to pierwsza na rynku niemieckim Pierre-Frederic Weber. Napisał książkę o strachu przed Niemcami po 1945 r., niemiecki historyk, autor biografii Zygmunta Wojciechowskiego twórcy Instytutu Zachodniego, znany również jako wieloletni administrator listy mailingowej o dziejach Polski i relacjach polsko-niemiekich „pol-hist“. Autorem ostatniej z pozycji jest Francuz, pracownik naukowy Uniwersytetu Szczecińskiego Pierre-Frederic Weber. Napisał książkę o strachu przed Niemcami po 1945 r. W następnych wpisach każdej z tych pozycji poświęcę więcej miejsca.

Dzień w Lipsku był jak zawsze udany. Wprawdzie przedzierając się ku wybranym stoiskom czułem się jak w naszej galerii handlowej tuż przed Bożym Narodzeniem, jednak narzekanie nie było mi w głowie. Cieszył mnie ten tłum, bo był skutkiem bardzo szlachetnej odmiany konsumpcji…

targi-5

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Wydawcy polskich książek naukowych, to zwykle wydawcy akademiccy. Nie stać ich na takie coroczne wyjazdy i wykupienie stoiska po to, aby się pokazać – bo zasadniczo ich książek nikt nie kupi i wyjazd raczej się nie zwróci. Promocja książki naukowej wobec innych potrzeb promocyjnych (np. dotyczących kierunków studiów) jest bardzo niedoinwestowana. A szkoda, bo promocja polskiej książki naukowej to też promocja polskiej nauki.

Skomentuj