Rządy dyletantów

Żyjemy w świecie skomplikowanym i złożonym. Odpowiedzi czarno-białe nie wystarczają do opisu rzeczywistości, ale tęsknota za złudą klarowności ma się coraz lepiej. Współczesność trudno wpisać w taki schemat, bo zbyt wiele podmiotów rwie się do głosu ze swym punktem widzenia i racjami. Ale może choć „martwą“ przeszłość uda się „uporządkować“? W końcu my wiemy, jak było… albo przynajmniej wiemy, jak powinno być. Zamiast pogłębionej i chłodnej analizy sytuacji, rozważenia różnych scenariuszy, szerzy się coraz większy dyletantyzm, brak zrozumienia dla wyzwań, działania obliczone na emocje. Odpowiedzią na wszystkie wątpliwości ma być patriotyczne zaklęcie.

Reparacje i nowelizacja ustawy

Przykładów dyletantyzmu nie trzeba głęboko szukać. Wystarczy wspomnieć o podniesieniu sprawy reparacji od Niemiec1, czy obecne działania w sprawie nowelizacji ustawy o IPN2. W pierwszym przypadku wystąpienia publicznego nie poprzedziły żądne konsultacje, zwłaszcza z historykami czy prawnikami. Temat nie jest nowy, był wielokrotnie podejmowany. Większość historyków i prawników jest zdania, że problem ten nie jest aktualny, możliwość dochodzenia roszczeń równa jest zero.

Podobnie stało się w drugim przypadku. Po zgłoszeniu inicjatywy w Sejmie wiele osób i instytucji krytycznie wypowiadało się przeciw tym zmianom. Zwracano uwagę, że nowelizacja ustawy w takim kształcie w sposób znaczący – wbrew szumnym zapowiedziom – będzie bezpośrednio wpływać na badania historyczne, publiczną debatę o historii i tym samym ograniczać ich dotychczasową wolność i oddolność3.

Rozmowa z głuchym

I w pierwszym, i w drugim przypadku strona inicjująca te wydarzenia – co trzeba z naciskiem podkreślić – nie poprzedziła swych wystąpień konsultacjami. Wypowiedzi polityków zaangażowanych w te projekty nie przekonują, wręcz można odnieść wrażenie, że są zaskoczeni prostymi pytaniami na temat problemu, którym się rzekomo zajmują bardzo głęboko. Są za to przekonani o swych racjach, wręcz nieomylności. Jednocześnie w argumentacji posługują się uogólnieniami, półprawdami4. Ich wiedza historyczna jest na ogół wybiórcza lub żadna. Szermują kilkoma prostymi hasłami o historii Polski, przetykając je odniesieniami do narodowej godności i dumy.

Jednak skutki tych nierozważnych i dyletanckich działań coraz bardziej przerażają. Wygląda to na typową sytuację wypuszczania dżina z butelki przez jakiegoś naiwnego jej znalazcę5. Dobre, może nawet szlachetne intencje, a przynajmniej deklaracje w tym duchu, kończą się kompromitacjami i demaskacją dość obrzydliwych zjawisk, kryjących się w cieniu nacjonalizmu, ksenofobii, pogardy dla inaczej myślących czy po prostu innych.

Pogorszenie relacji

Pogorszenie relacji z naszym zachodnim sąsiadem jest faktem. Ich naprawa, bardzo ważna dla perspektywicznych naszych interesów, będzie długa i kosztowna. W polityce liczą się nie tylko realia, ale także gesty. Warszawa dzisiaj nie jest zainteresowana wysyłaniem jakiś pojednawczych sygnałów. Do dzisiaj nie wybrano pełnomocnika ds dialogu polsko-niemieckiego, który w przeszłości był pośrednikiem między jednym i drugim państwem. O roli ambasadora RP w Berlinie jako pośrednika nie będę się wypowiadać. Zainteresowanego czytelnika pozwolę sobie odesłać do ostatniego wywiadu opublikowanego w Magazynie Polsko-Niemieckim „Dialog“6. Na horyzoncie nie widać nawet jednego euro z reparacyjnych mrzonek posła Mularczyka i jego kolegów, rosną natomiast inne koszty tego i innych świetnych pomysłów w polityce zagranicznej. Jak najbardziej realne.

Teraz jesteśmy świadkami wzrostu napięcia z Izraelem7. Można się nie zgadzać z wypowiadanymi tam słowami krytyki, nie można ich jednak ignorować, a co gorsza publicznie kwitować antysemickimi uwagami. Reakcja w Polsce na słowa izraelskiej krytyki obudziła demony z przeszłości8. Ilość wpisów i komentarzy o paskudnym wydźwięku pokazuje, że do dzisiaj nie udało się – wbrew licznym próbom i zabiegom – krytycznie uporać z problemem polsko-żydowskich relacji, przepracować go.

Zezwolenie władz na działalność i wystąpienia różnego rodzaju nacjonalistycznych ugrupowań i osób przeraża. Jest dla nich zachętą do coraz bardziej spektakularnych i radykalnych działań. Zagonienie dżina do butelki, o ile by się ktoś tym z władz na serio zajął, łatwe nie będzie. Czy to na pewno chodzi o margines polskiego społeczeństwa? A może różne marginesy łączą się i stają na naszych oczach znaczącym tworem?

Wizerunek

I niech nikt mnie nie przekonuje, że wszystkie te dyletanckie, lekkomyślne działania służą poprawie wizerunku Polski w świecie. Może naiwni tak uważają. Naiwność w polityce jest jednak ciężkim błędem. Ten festiwal pomysłów i fala patriotycznej retoryki jest przede wszystkim skierowana do wewnętrznego elektoratu. Reakcje zagranicy są w tym kontekście dla liderów tych działań drugorzędne, nie odgrywają większej roli w ich bilansie.

Jednak świat nie ogranicza się jedynie do Polski, lecz stanowi system naczyń połączonych. Zagranicy nie musi o wszystkim informować opozycja czy osławiona ulica. Zagranica z pomocą mediów nas po prostu widzi on-line. I wyciąga własne wnioski. Cóż że może subiektywne czy w części niesprawiedliwe. Konkretów do formowania zarzutów przecież i tak nie brak. W dodatku pochodzą z wielu dziedzin, od praworządności przez ochronę środowiska do polityki historycznej. Wszystkie one nie są dziełem zewnętrznym, zdarzeniem nieprzewidywalnym, reakcją na czyjeś postępowanie. Pojawiły się w stosunkowo krótkim okresie, bo tak chciały nasze władze.

Dalsza eskalacja konfliktu z krajami europejskimi czy Izraelem (do nich dołączają powoli USA9) będzie pogłębiać izolację Warszawy, czynić z nas straszno-śmieszny kraj niszczący własny ciężko osiągnięty dorobek. Miliony wydawane na tzw. wizerunek Polski zagranicą już dziś można spisać na straty.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Sławomir Tryc

    Zdarza mi się od czasu do czasu powiedzieć do studentów: Avanti Dilletanti! Nie bez powodu zresztą. I nagle hasło to świetnie zaczęło konweniować z wydarzeniami na naszej scenie politycznej. Sposób poruszania się przywódców partii i narodu po międzynarodowych salonach cechuje daleko posunięta bezradność, niekompetencja, brak wyczucia, taktu a przede wszystkim brak wrażliwości na sprawy ważne dla partnerów. Konsekwencją jest coraz powszechniejszy brak akceptacji, a to z kolei powoduje agresję, a nawet arogancję. Klasyczne zagadnienia z zakresu patologii społecznej. Wyznam, że to dla mnie pewien rodzaj odkrycia, iż schemat ten może być tak bardzo widoczny także w wielkiej polityce.

    Wydarzenia i procesy wspomniane przez Pana pokazują m.in., że zarządzanie państwem wymaga olbrzymiej wiedzy i doświadczenia. I dobrej organizacji. W tym sensie rzuca się w oczy nie tylko mała sprawność intelektualna i skromna wiedza członków naszego rządu, ale także olbrzymi bałagan, powiem więcej, totalny bajzel panujący na wszystkich poziomach organizacji państwa. Szczególnie rzuca się to w oczy w obszarach leżących na przecięciu kompetencji kilku urzędów, tak jak sprawy zagraniczne. W obliczu poważnego kryzysu z Izraelem mamy do czynienia z prawdziwym festiwalem, nierzadko sprzecznych, wręcz wykluczajacych się oświadczeń, raz brzmiących pojednawczo a raz butnie, agresywnie. MSZ swoje, MS swoje, Sejm, Senat, prezydent .. kto się jeszcze nie wypowiadał? Nie widać żadnego podziału kompetencji, a nawet gorzej, w spornych kwestiach wypowiadają się, czyli w jakiś sposób kreują politykę państwa, urzędnicy wzgl. politycy, którzy z tematyką tą nie mają nic absolutnie wspólnego.

    Sądzę podobnie jak Pan, że nad wizerunkiem Polski pracuje się obecnie wyłącznie na rynek wewnętrzny, naiwna retoryka, jakiej używa PiS nie miałaby zresztą żadnego przebicia za granicami kraju. A nowelizacja ustawy o IPN? Być może, jak sądzą niektórzy, szybkie jej przyjęcie przez Senat to klasyczna ucieczka do przodu. Prezydent zawetuje ustawę i i postara się na drodze dyplomatycznej wyciszyć emocje. Może nawet zaprosi dziennikarzy nie tylko do Markowej, ale także do Jedwabnego, Goniądza czy Wąsosza. Jak jednak patrzę na absolwenta naszej wrocławskiej politologii min. Jakiego i wsłuchuję się w jego argumentację zastanawiam się, czy jest bardziej cynikiem, czy ignorantem. Stawiam na to drugie. On jeszcze o tym nie wie, ale z prostoty ducha załatwił nam, bez względu na następne działana wizerunkowe, na następne dwa pokolenia opinię narodu współodpowiedzialnego za holocaust.

  2. Ryszard Matura

    W tym przypadku „naiwność” jest zbrodnią. A wystarczyło dopisać tę frazę, o którą podobno chodzi: „będą ścigani ci, którzy używają ‚polskie obozy śmierci'”.

  3. Tomasz Antoni von Piechowski

    Bardzo dobry tekst. Połknąłem jednym tchem. Dyplomatycznie opisał Pan to wszystko, co z dyplomacją nie ma nic wspólnego. Zauważyłem też zmianę tonu. Wprawdzie to jest nadal Pańskie „róbmy swoje”, ale oprócz troski o jutro, przebija gdzieś w tle brak nadziei, brak realnych alternatyw.

    Stwierdzenie o łączących się marginesach bardzo celne. Obawiam się, że za chwilę szambo wybije tak wysoko, że wleje się nam nie tylko do piwnicy, ale i pozatyka nozdrza. Mamy powoli rekonstrukcję roku 1968…

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.