Relacje polsko-niemieckie na rozdrożu

Na początku tego roku zadałem moim koleżankom i kolegom pytanie, jak – w ich ocenie – będą się rozwijać relacje polsko-niemieckie. Odpowiedzi otrzymałem niewiele, w większości były zresztą zdawkowe. Ta powściągliwość była odbiciem przekonania, że relacje polsko-niemieckie dawno przestały być problemem, a Polska i Niemcy stoją przed ogromnymi wyzwaniami związanymi z sytuacją nie tyle bilateralną, co międzynarodową. Czy możemy dziś uznać, że było to błędne przeświadczenie? Relacje polsko-niemieckie znów stanęły na agendzie. Ostatnie tygodnie przekonują, że wszczęcie dyskusji o ich stanie jest jak najbardziej potrzebne.

Pobieżny rzut oka na niemiecką prasę przekonuje, że z punktu widzenia zachodniego sąsiada na obrazie relacji dwustronnych pojawiły się znaczące i niepokojące rysy. Zapowiadać mają one zerwanie harmonijnej współpracy i być może głęboki kryzys. Niemieckie gazety krytycznie analizują skład, zapowiedzi i pierwsze posunięcia nowego polskiego rządu. W centrum uwagi jest kwestia uchodźców. Ton ocen jest wyraźnie negatywny. Można mieć wrażenie, że w Polsce rychło zapanują rządy autorytarne, a proeuropejskie, demokratyczne państwo nieuchronnie przekształca się w strukturę ksenofobiczną, egoistyczną, odwracającą się od UE. W prasie pojawiają się nieobecne już od dłuższego czasu określenia, jak „Europa Wschodnia“, do której zalicza się Polskę i jej najbliższych sąsiadów.

W niemieckiej prasie zaczęły pojawiać się nawet karykatury na temat Polski, czego nie było już od lat. Z pewnością niektóre z opinii i zastrzeżeń podnoszonych w Niemczech można uznać za trafne. Czy jednak nie powinno się podchodzić do sytuacji w Polsce z większą wstrzemięźliwością? Pojawienie się kolejnego krytycznego artykułu w niemieckiej prasie jest szeroko komentowane w polskich mediach. Zwykle prowadzi to do nowej fali krytyki, ożywia urazy, odgrzebuje już zdawałoby się przebrzmiałe konflikty. To swoiste „bicie piany“ po obu stronach nie służy jednak relacjom polsko-niemieckim. Pokazuje za to, jak bardzo brak jest obecnie konstruktywnej dyskusji nad ich stanem w zmieniającej się konstelacji politycznej.

Relacje polsko-niemieckie przestały być rozpatrywane jedynie przez pryzmat problemów bilateralnych. W ostatnich 25 latach oba kraje miały wystarczającą ilość okazji, by wyjaśnić sprawy budzące kontrowersje, znaleźć wspólny język, podjąć współpracę na wielu polach. Odbyły się liczne konsultacje na różnych szczeblach. Politycy obu krajów mieli wiele możliwości do wymiany doświadczeń. Także społeczeństwa obu państw profitowały z tego pozytywnego rozwoju. Dodatkowym wzmocnieniem kontaktów było stworzenie biura pełnomocnika ds dialogu międzynarodowego. Podkreślało to tylko wagę i znaczenie relacji polsko-niemieckich, swoistą wspólnotę odpowiedzialności nie tylko za ich dwustronną postać, lecz także wymiar europejski.

Sytuacja w dzisiejszej Europie stawia przed obu państwami nowe wyzwania. Z racji ich potencjału i znaczenia w tej części Europy mają przed sobą szczególne zadania, wymagające współdziałania. Czy jednak potrafią mówić jednym językiem? Czy konsultacje różnego szczebla, przeprowadzane również w celu takiego zbliżenia, będą kontynuowane? Czy polscy politycy odpowiedzialni obecnie za sprawy europejskie znają swoich niemieckich odpowiedników? Czy chcą z nimi konstruktywnie rozmawiać? Wydaje się, że nic nie da wzajemne oskarżanie się, zasłanianie się bilansami otwarcia i audytami. Na to nie ma czasu. Od Europejczyków dzisiaj, od Polski i Niemiec w szczególności, oczekuje się jedności, wspólnoty. Ilość spraw spiętrzyła się, do dobrych rozwiązań ciągle niezmiernie daleko.

I jest jeszcze inny problem, który nie jest powszechnie dostrzegany. Postępująca destrukcja idei europejskiej wykorzystywana jest przez Moskwę. Dzisiaj już nikt nie zastanawia się, co legło u podstaw jednoczenia się naszego kontynentu. Przez wiele dziesięcioleci integracja traktowana była jako skuteczna i właściwa odpowiedź na konflikty zbrojne oraz zapędy antydemokratyczne. W XX w. z wojen Europa wychodziła coraz bardziej osłabiona, po II wojnie światowej została podzielona i spadła na pozycję przedmiotu gry pozaeuropejskich mocarstwa. Czy idea europejska dzisiaj coś jeszcze znaczy? Zdezaktualizowała się, czy też o niej zapomnieliśmy? Jak zachęcić Europejczyków do powrotu do przesłania wolności, partnerstwa, otwartości i współpracy? Myślę, że Polska i Niemcy, z racji historycznego doświadczenia, ale i dorobku ostatniego ćwierćwiecza, mogłyby odegrać w takich wysiłkach znaczącą rolę.

Niewątpliwie znaleźliśmy się na rozdrożu. Wizyta polskiego ministra spraw zagranicznych w Berlinie niczego nie wyjaśniła. Potwierdziła raczej obawy różnych obserwatorów, że może nastąpić powrót do kwestii już zamkniętych, które mogą przesłonić współpracę w rozwiązywaniu bieżących wyzwań. Będzie ogromną i obopólną stratą, jeśli rzeczywiście sytuacja rozwinie się w tym kierunku. Na przyszły rok zaplanowano obchody jubileuszu podpisania traktatu polsko-niemieckiego o dobrym sąsiedztwie. Niezależnie od tego, co dzisiaj sądzimy o tym dokumencie i czy widzimy jego niedoskonałości (ileż dokumentów historycznych ich nie posiada?), wypada podkreślić, że stworzył on – wraz z wcześniej podpisanym układem granicznym polsko-niemieckim – ramy dla bardzo żywego i wielopłaszczyznowego rozwoju dwustronnych relacji. Przyniosło to korzyści obu społeczeństwom.

Jeden z artykułów traktatu jest przytaczany przez stronę polską częściej niż inne. Chodzi o równe traktowanie Polaków w Niemczech i Niemców w Polsce. Myślę, że w tej pierwszej sprawie powinniśmy wykazać się większym realizmem i nie instrumentalizować tego problemu. O problemach Polaków w Niemczech wypowiadałem się już wielokrotnie. Możemy na chwilę puścić wodze fantazji. Przyjmijmy, że strona niemiecka pod wpływem polskich argumentów, przyzna Polakom status mniejszości. Co zmieni to w położeniu tej grupy? Czy jak za dotknięciem różdżki jej członkowie zmobilizują się, stworzą jedną reprezentację? Czy konstruktywnie wykorzystają tą szansę? Skłócenie w tym środowisku nie jest żadną tajemnicą. Jaki jest pomysł tej grupy na bycie mniejszością? Kilka lat temu strona niemiecka zrobiła kilka gestów w kierunku tej grupy. Jak się do nich ustosunkowano i czy je dostatecznie wykorzystano?

Bez wątpienia sprawa Polaków Niemczech jest ważna. Moim zdaniem, trzeba zrezygnować z kursu konfrontacyjnego i roszczeniowego (dotąd do niczego to nie doprowadziło) i zastanowić się nad innymi formami dotarcia do niemieckiego partnera. Może warto zastanowić się nad ufundowaniem na uniwersytecie w Bochum katedry zajmującej się kulturą i historią Polaków w Niemczech? Wokół takiej placówki mogłoby z biegiem czasu powstać całe środowisko. O Polakach w końcu stałoby się głośno i nie byłoby to skutkiem powielania starych stereotypów. Absolwenci kierunków studiów, w których tworzeniu i prowadzeniu mogłaby uczestniczyć przyszła katedra, staliby się ambasadorami spraw polskich w Niemczech. Skoro mogły powstać takie katedry w USA i Wielkiej Brytanii, nic nie stoi na przeszkodzie, by uczynić to też w kraju naszego bliskiego sąsiada.

I na koniec chciałbym przypomnieć, że istnieje paląca konieczność wskazania polskiego pełnomocnika do spraw relacji polsko-niemieckich. Im więcej kanałów informacyjnych, także tych nieoficjalnych, tym łatwiej jest informować, szukać akceptacji i wsparcia lub chociaż uniknąć niepotrzebnych zadrażnień. Wzajemne dobre informowanie się o celach i oczekiwaniach jest bardzo potrzebne. Inaczej wymiana stanowisk będzie w jakiejś części tylko reakcją na różne fakty medialne.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj