Punkt ciężkości?

We wrześniu CSNE im. W. Brandta organizuje międzynarodową konferencję: „Koniunktury pamięci. Praca przymusowa w Europie w czasie II wojny światowej“. Ma ona mieć charakter interdyscyplinarny. Wsród uczestników będzie wielu młodych badaczy, a także multiplikatorów kształcenia historyczno-politycznego oraz przedstawicieli instytucji zajmujących się podtrzymywaniem pamięci o doświadczeniu pracy przymusowej w III Rzeszy. Otworzymy także wystawę plenerową, która będzie prezentować wybrane projekty edukacyjne na ten temat. Dla uczestników konferencji przewidzieliśmy dwie podróże studyjne (odbędą się równolegle), jedna wrocławskimi śladami pracy przymusowej, druga do Sztolni walimskich – Kompleks Rzeczka. Przed ostatecznym wyborem odwiedziłem ten zakątek Sudetów. W trakcie zwiedzania poczyniłem kilka obserwacji.

Przed wyjazdem sięgnąłem do niedawno opublikowanej monografii Walimia (pod redakcją mojego instytutowego kolegi, prof. Jana Kęsika). Jest dostępna w internecie, można więc zapoznać się z nią komfortowo na ekranie komputera domowego czy tabletu. O projekcie „Riese“ (Olbrzym) pisał dr hab. Tomasz Przerwa, zainteresowanych odsyłam więc do tego tekstu. W drodze do Walimia zatrzymaliśmy się w największym kompleksie udostępnionych sztolni o nazwie „Włodarz“. Co oferuje się tu zwiedzającym? Od bramy sztolni towarzyszyła nam muzyka marszowa. Wzdłuż dojazdu do parkingu stały różne wojskowe wozy bojowe. Nie bardzo potrafiłem zrozumieć ich związek z tym miejscem. Obelisk poświęcony ofiarom pracy przymusowej stoi wciśnięty między dwa takie pojazdy. Przed nim kilka dawno wypalonych zniczy. Daremnie rozglądaliśmy się za materiałami informującymi o historii miejsca.

Zajrzeliśmy też na stronę internetową. Zapewniano na niej, że:

Działalność Stowarzyszenia/Muzeum Riese nie propaguje idei nazistowskich, faszystowskich, komunistycznych i totalitarnych ani jakichkolwiek innych, jakimikolwiek by nie były. Ukierunkowana jest jedynie na przedstawienie odbiorcom prawdy historycznej z podkreśleniem udziału osób zmuszanych do niewolniczej pracy – naukowców pracujących przy tajnych projektach nazistów, więźniów obozów oddelegowanych do pracy przy projekcie Riese i produkcji broni Nobel Dynamit AG.

Jak „przedstawianie prawdy“ jest realizowane? Na stronie nie znaleźliśmy żadnej oferty dydaktycznej. Tzw. targetem, by użyć tego modnego zwrotu, okazują się nie uczniowie, osoby zainteresowane historią miejsca, a przede wszystkim firmy, szukające miejsca na „iwenty“. Weekend z historią „z dreszczykiem i sensacją“? Możliwość „komercyjnego strzelania“? Z pewnością ma to swoich zwolenników, ale przyjazd tu z uczestnikami naukowej konferencji nie wchodzi raczej w rachubę.

Inny charakter ma sąsiedni kompleks: Sztolnie walimskie – Kompleks Rzeczka. Przed wejściem do podziemi znajduje się wielojęzyczna wystawa o projekcie, którą przygotowała Gmina Walim we współpracy z Muzeum w KL Gross Rosen. Na wystawie przybliżono też historię konkretnych osób, w latach wojny zmuszanych tu do pracy. Na stronie internetowej zwiedzający znajdzie dodatkowe materiały na ten temat.

W podziemiach można obejrzeć wybrane korytarze, w których zaaranżowano ekspozycje związane z funkcjonowaniem tego miejsca podczas wojny. Ostatnia instalacja służy przypomnieniu znanych historykom nazwisk robotników przymusowych i więźniów, którzy zmarli z wycieńczenia lub zginęli przy realizacji projektu „Riese“. Na leżącym w pobliżu cmentarzu komunalnym znajduje się zbiorowa mogiła, w której ich pogrzebano.

W drodze powrotnej zastanawialiśmy się nad prezentowaniem miejsc, w których podczas II wojny światowej ginęły tysiące ludzi. Jak znaleźć kompromis między powagą miejsca a jego popularyzacją? Czy komercjalizowanie takich historycznych pozostałości powinno mieć wyznaczone jakieś granice? Jak ma rozwijać się współczesna miejscowość, zlokalizowana niejako w cieniu miejsca przemocy, wyzysku, kaźni? W Polsce dyskusja ta rozwija się od czasu do czasu, gdy pojawia się kwestia Oświęcimia. Czy w Walimiu fakt śmierci tysięcy osób przy budowie tuneli nie powinien powstrzymywać zarządzających obiektami przed wykorzystywaniem ich do celów właściwie rozrywkowych?

Oferta internetowa „Włodarza“ podsuwa właściwie tylko takie możliwości. Poczuj się choć raz jak Wołoszański. Podkreśla to jeszcze wybór zdjęć z organizowanych tu imprez. Wielokrotnie domagamy się, by z szacunkiem podchodzono zagranicą do naszej przeszłości, polskich ofiar okresu II wojny światowej, jednak sami często o nich zapominamy. To nie jest tylko sprawa punktu ciężkości, lecz chyba przede wszystkim tak ostatnio deficytowej wrażliwości.

Zob.

Walim. Dzieje i krajobraz kulturowy sudeckiej osady włókienniczej, pod red. Jana Kęsika, Wrocław 2015 (Historia obok. Studia z dziejów lokalnych, t. 3, pod red. Przemysława Wiszewskiego)

Krzysztof Ruchniewicz, Oblicza miasta, „blogifotografia”, 30.05.2017.

Projekt Riese

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Na „tajemniczym Dolnym Śląsku” od jakiegoś czasu buduje się marketing regionu. Jednym z elementów tajemnicy jest m.in. kompleks Reise i jak sądzę podobne obiekty. Rzeczywiście w większości przypadków dla odbiorców wspomnianych atrakcji turystycznych ofiary pozostają anonimowe. Pytanie czy dzierżawcy/właściciele obiektów chcą opowiadać o ofiarach? Pytając potocznie – czy ten wątek historii zrobi im pieniądz?

    Osobiście miałem okazje zwiedzać kompleks w Walimiu i odniosłem wrażenie, że można byłoby pewne zagadnienia bardziej uwypuklić. Dla odmiany dodam, że podczas zwiedzania byłej kopalni uranu w Kowarach dowiemy się więcej o ofiarach i wpływie, jaki miała ona na lokalną społeczność, chociaż to inne realia i tło historyczne, niż we wspomnianym Walimiu. Do „Włodarza”, niestety, nie dotarłem. Wiem natomiast, że administratorzy tego obiektu angażują się w eksploracje miejsc związanych z kompleksem Riese. W tym przypadku historia jest tylko przedmiotem, który służy do zainteresowania/zwabienia turysty. Może warto byłoby zrobić ankietę dla tych, którzy odwiedzają np. kompleks Riese!? Pytanie jest również do włodarzy, jak widzą ten element w polityce historycznej regionu? To w głównej mierze im powinno zależeć na tym, aby pokazywać w całości przeszłość.

    Współcześnie Dolny Śląsk „kipi” od legend związanych ze „skarbami” i „złotymi pociągami”. Atrakcji w regionie przybywa. Od lat powielane legendy bazują na historii i sprzedają się doskonale. Po zeszłorocznej gorączce złota należy odnieść wrażenie, że historia zatrzymała się na 65 km. Tymczasem 30 minut autem od Walimia, w Jedlinie-Zdrój odbędzie się kolejny festiwal nawiązujący do historii III Rzeszy. Kilku pasjonatów zamierza wskrzesić wagon kolejowy z pociągu Adolfa Hitlera: (http://www.tvn24.pl/wroclaw,44/jedlina-zdroj-buduja-pociag-adolfa-hitlera-to-bedzie-idealna-kopia,730772.html). Wychodzi więc na to, że wydobywamy z Dolnego Śląska jedynie te elementy historii, które są w turystyce nośnikiem pieniądza.

  2. Lidia Zasępa

    Komercjalizacji i trywializacji. Być może na obecną sytuacje w szkolnictwie, a w efekcie również w społeczeństwie wpłynęło spychanie nauk humanistycznych na boczny tor i preferowanie bezrefleksyjnej technologii?

    Dla mnie jest ciekawe, ze wśród trzech moich córek, choć w domu stale zajmujemy się literaturą / historią / kulturą widać wyraźny wpływ mody na studia / szkoły techniczne. Dziewczyny przez wszystkie lata szkoły nie odwiedziły ani razu miejsca pamięci. Ten temat w wielu szkołach prawdopodobnie nie istnieje.

  3. Katarzyna Uczkiewicz

    Odwrotną stroną popularyzacji historii jest zmiana miejsc pamięci w parki rozrywki i niebanalne tło do sesji fotograficznych. Mamy z tym w Polsce coraz większy problem.

  4. Należy się bać takiego rozwoju sytuacji, tj. że fascynacja sztuką wojenną odsunie w cień osąd moralny i emocjonalny. Mówiąc prościej, że przyjdzie „moda na Hitlera”. Ale niestety atmosfera krajowa temu sprzyja, najgorzej, jak zaczną temu sprzyjać także programy szkolne.

    Boję się, że dla nowego pokolenia to prehistoria, że niedawną przeszłość traktują tak samo, jak bajkę o dinozaurach.

Skomentuj