Przydatny pomocnik

Przez przypadek trafiłem na ciekawe narzędzie do tłumaczenia tekstów. Od lat używam już internetowych słowników, natomiast bardzo rzadko tradycyjnych, papierowych (choć stoją dumnie na półce!). Mam natomiast bardzo sceptyczny stosunek do automatycznych tłumaczy. Tym razem musiałem nieco zmienić zdanie. Po wklejeniu fragmentu tekstu prasowego, program DeepL sprawnie poradził sobie z jego tłumaczeniem, pozwolił także na sprawdzenie podanego słownictwa. Nadchodzi nowa epoka w tłumaczeniach?

Mechaniczne tłumaczenie?

Któż nie chciałby mieć własnego C-3PO? Albo przynajmniej sprawnego automatycznego tłumacza w formie aplikacji w telefonie? Jak dotąd – mimo wyraźnych postępów – można było mieć do wyników przekładu duże zastrzeżenia. Wszyscy, którzy daremnie szukali ratunku w instrukcji obsługi jakiegoś sprzętu opatrzonej symbolem „PL“, wiedzą o czym mówię. Ten gatunek „twórczośći“ obrósł już mitem. W końcu rezygnowało się z tej wątpliwej pomocy i sięgało po oryginał.

Wraz z upowszechnieniem internetu, do lamusa odeszły tradycyjne słowniki papierowe. Z pewną nostalgią wspominam długie kolejki, w których się stało, by zakupić Wielkie Słowniki PWN. Do dzisiaj stoją na mojej półce, choć zaglądam do nich coraz rzadziej. Ich miejsce zastąpiły słowniki internetowe. Można spotkać różne typy, od językowych po branżowe. To duża i wygodna pomoc, dostępna w każdej sytuacji.

Internetowe rozwiązania

W ostatnich latach pojawiło się też kilka programów do tłumaczeń. Czasami korzystałem z nich, choć przyznaję, że jakość nigdy mnie nie zadowalała. Im bardziej skomplikowany, abstrakcyjny tekst, tym gorzej. Tłumaczenia były więc na ogół złe, nie zgadzała się składnia, słownictwo. Pojawiały się liczne błędy stylistyczne. Można się było tylko ogólnie domyśleć treści (słynne „co autor miał na myśli”).

Wydaje się jednak, że znaleziono rozwiązanie i – jeśli nie jest to perfekcyjna pomoc – to może stanowić alternatywę do już istniejących. Jest to program o nazwie deePL. Projekt odpowiada dzisiejszym standardom. Interfejs strony jest przejrzysty. Dostępny jest jeden z siedmiu języków (polski, angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, włoski i niderlandzki). Tłumaczyć można pojedyncze zdania, ale też wklejać teksty. Niestety, program nie tłumaczy bezpośrednio stron internetowych, ale to nie jest w końcu wielki problem.

Wykonałem pierwsze tłumaczenia, wynik jest zadowalający. Ciekaw jestem Waszych / Państwa wrażeń. Autorzy chwalą się dobrymi wynikami i pozytywnymi ocenami, warto więc sprawdzić ich program.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...