Poselskie gadanie

Rzekomy zakaz pokazywania za Odrą filmu o Związku Polaków w Niemczech (ZPwN) wywołał nową burzę w szklance wody. TVP Info wyemitowała szereg wypowiedzi na ten temat. Odnoszono się w nich również do położenia Polaków w Niemczech. O filmie napiszę przy innej okazji (usunięto z YouTube kopię!). Dziś odniosę się do wypowiedzi posłanki PiS, przewodniczącej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, Anny Schmidt-Rodziewicz. Szkoda, że posłanka wcześniej nie poradziła się choćby Biura Analiz Sejmowych. Miała bowiem okazję do znaczącego poszerzenia swej wiedzy, z której niesłusznie nie skorzystała.

Kilka dni temu jeden z moich byłych doktorantów zamieścił na Facebooku link do filmu o Związku Polaków w Niemczech, co wywołało szereg niemiłych dla niego reakcji. W efekcie wpis skasował. Co stało się przyczyną tych ataków? Szukając więcej informacji o owym filmie i zamieszaniu wokół niego, natknąłem się na wypowiedź w TVP Info posłanki PiS, Anny Schmidt-Rodziewicz, stojącej na czele sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Powiedziała ona m. in.:

Jeśli chodzi o status polskiej mniejszości w Niemczech, to obowiązuje jeszcze dekret III Rzeszy z 1940 r., który odebrał nam prawa mniejszości. To jest sprawa kuriozalna i szokująca.

Posłanka, niestety, nie zna historii powojennego niemieckiego prawa i wprowadza dziennikarzy oraz widzów w błąd. O tym problemie przed laty pisał już prof. Stanisław Żerko. Wypada w tym miejscu zacytować fragment jego artykułu w „Rzeczpospolitej” z 2010 r. pt. „Polacy w Niemczech – wątpliwa mniejszość“:

Dużo uwagi poświęcono ostatnio sprawie hitlerowskiego „rozporządzenia z mocą ustawy” (zwanego niekiedy dekretem Göringa) wydanego 27 lutego 1940 r. Unieważnienia tego aktu przez władze niemieckie domagał się kilka miesięcy temu z upoważnienia polskich organizacji berliński adwokat Stefan Hambura. Trzeba jednak zauważyć, że akurat w tej kwestii opinia publiczna i władze polskie są wprowadzane w błąd. Nieporozumieniem jest zwłaszcza doszukiwanie się związku między hitlerowskim dekretem a brakiem statusu mniejszości narodowej dla ludności polskiej w Niemczech współczesnych. Rozporządzenie z 1940 r. zakazywało działalności polskich organizacji i zakładało ich rychłe rozwiązanie, lecz nie było w nim w ogóle mowy o pozbawieniu Polaków statusu mniejszości narodowej. Kryteria, jakimi zaś się kierują władze RFN w polityce wobec mniejszości narodowych i grup etnicznych, nie mają nic wspólnego z hitlerowskim rozporządzeniem. Nawiasem mówiąc, zarówno rząd federalny, jak i polskie MSZ słusznie stoją na stanowisku, że wspomniane rozporządzenie nie obowiązuje najpóźniej od chwili utworzenia Republiki Federalnej w 1949 r., gdyż art. 123 ustawy zasadniczej (tj. konstytucji RFN) automatycznie uznaje za nieobowiązujące wszystkie akty prawne, które stoją w sprzeczności z zapisami ustawy zasadniczej – a w tym przypadku zachodzi sprzeczność choćby z prawem do tworzenia stowarzyszeń oraz z zasadą równości.

Warto przypomnieć, że status Polaków w Niemczech w okresie międzywojennym nie był sprawą oczywistą. Wprawdzie Traktat Wersalski zobowiązywał Niemcy do ochrony mniejszości narodowych, Republika Weimarska nie opracowała żadnych ustaw regulujących ten problem. Narodowości zamieszkałe w Niemczech nie były więc określane pojęciem mniejszości, lecz „obcojęzycznych części narodu“ (fremdsprachige Volksteile). Takiego określenia użyto w konstytucji Republiki Weimarskiej w artykule 113 (cytuję za oryginałem):

Die fremdsprachigen Volksteile des Reiches dürfen durch die Gesetzgebung und Verwaltung nicht in ihrer freien, volkstümlichen Entwicklung, besonders im Gebrauch der Muttersprache beim Unterricht, sowie bei der inneren Verwaltung und der Rechtspflege beeinträchtigt werden.

Temu artykułowi nie towarzyszyły żadne przepisy wykonawcze. W tym przypadku mamy więc do czynienia z formą deklaracji charakterystycznej dla tego typu dokumentów, trudno jednak mówić o związku z prawami mniejszości. Państwo gwarantowało ogólne prawa grupowe, wykluczało się jednak z aktywnego udziału. Grupy narodowe mogły zatem rozwijać się na podstawie ogólnego prawa do stowarzyszeń (Vereinsrecht). Nie wynikało z tego jednak zobowiązanie państwa do aktywnego wspierania ich działalności kulturalnej. O tej złożonej sytuacji Polaków i innych narodowości w Niemczech pisał w 1929 roku sekretarz generalny i kierownik naczelny Centrali ZPwN, Jan Kaczmarek w czasopiśmie dla mniejszości „Kulturwehr“:

Brak przepisów wykonawczych czynił Artykuł 113 martwym, był skrawkiem papieru. Jeszcze bardziej bez znaczenia stawał się ten artykuł poprzez swoje negatywne stwierdzenie „nie można ograniczać“ zamiast koniecznie potrzebnego, „należy wspierać“.

Należy podkreślić, że to na tej ogólnikowej podstawie prawnej powstał ZPwN, jedna z najbardziej zasłużonych organizacji polskich działających w Niemczech okresu międzywojennego.

Zatem poza artykułem konstytucji nie ma innego dokumentu, który by gwarantował ówczesny status mniejszości. Istnienie organizacji nie może być wszakże mylone z narodowym statusem grupy. Ponadto należy przypomnieć,
że myśl o aktywnym wspieraniu mniejszości narodowych w zachowaniu ich tożsamości upowszechniła się w prawie międzynarodowym dopiero po 1945 roku.

Kolportowanie informacji o utrzymywaniu w mocy hitlerowskiego dekretu w dzisiejszych Niemczech jest co najmniej nieświadomym wprowadzaniem opinii publicznej w Polsce w błąd. Jeśli więc coś tu faktycznie szokuje i uchodzić może za kuriozalne, to poziom niewiedzy ze strony osoby kierującej pracami ważnego ciała parlamentarnego. Wypada przy tym mieć nadzieję, że rzeczywiście chodzi tu jedynie o niewiedzę.

Zob.

Stanisław Żerko, Polacy w Niemczech – wątpliwa mniejszość, „Rzeczpospolita“, 25.03.2010.
Andrzej Kaluza, Analyse: Zum Minderheitenstatus der polnischsprachigen Migranten in Deutschland, „www.bpb.de“, 2.11.2011.

Rechte der polnischen Minderheit im Deutschen Reich, „www.bundestag.de“, 2016.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj