Porządkowanie archiwum

Któż z nas nie zna takiej sytuacji? Latami gromadzimy różne książki, kserokopie, notatki, plakaty i ulotki. W pewnym momencie – niezależnie od tego, czy zakładaliśmy to wcześniej czy nie – powstaje małe domowe archiwum. Idealnie byłoby, gdybyśmy naszemu zbieractwu od samego początku nadali jakąś strukturę (systematykę). To jest jednak bardzo rzadkie. A co zrobić w innym przypadku? Ilość nieuporządkowanych materiałów zaczyna nam powoli przeszkadzać. Niczego nie możemy znaleźć. Konieczny staje się przegląd, podzielenie na podzbiory, a także zastanowienie się nad zatrzymaniem lub oddaniem / wyrzuceniem niepotrzebnych rzeczy. Tego typu myśli naszły mnie podczas kartkowania albumu zdjęć znanego brytyjskiego fotoreportera polskiego pochodzenia, Chrisa Niedenthala. Spośród swych bogatych zasobów wybrał dziesiątki zdjęć z lat 1973-1989, które wykonał w Polsce i innych krajach „za żelazną kurtyną”. Czytelnik przeglądając kolejne strony, szybko gubi się w gąszczu tematów, scen, kolorów. Album nie ma żadnej struktury, a kolejność zdjęć sprawia wrażenie przypadkowej. Wydawca nie zamieścił krótkiego przewodnika po twórczości Niedenthala. Wstęp wybitnego pisarza, Jerzego Pilcha, jest impresją ciekawą dla czytelnika, ale nie mogącą zastąpić przedstawienia sylwetki fotografa. Czytelnik sam więc wysila się, by znaleźć klucz do serii zdjęć, by umieścić je w jakimś kontekście nie tylko historycznym, ale i odnoszącym się do dziejów fotografii, twórczości Niedenthala. Nie brak wśród nich znakomitych ujęć, ale czy przeciętny czytelnik jest przygotowany na obcowanie z nimi? Czy kobieta z naszyjnikiem z papieru toaletowego, jedna z ikon gospodarki niedoboru minionego okresu, jest zrozumiała dla młodszego pokolenia?

Trudno powiedzieć, czy taka konstrukcja albumu była zamierzonym celem autora i wydawcy. Książka nie należy do tanich, więc samo opublikowanie zdjęć trudno uznać za wystarczające. Zwłaszcza gdy porównamy ją z podobnymi publikacjami. Czytelnik sięgając po retrospektywne albumy autorskie z pracami wybitnych fotografów, otrzymuje zwykle także solidną porcję informacji o autorze, jego dziele, warsztacie, recepcji. Ważne są też informacje o pierwodruku. W ten sposób można dowiedzieć się więcej o polityce wydawniczej takich czy innych redakcji gazet / czasopism, z którymi współpracował autor. Ani słowem nie dowiadujemy się też o wystawach prac Niedenthala.

Na takie poważne potraktowanie znany fotoreporter, przez wiele lat współpracujący z poczytnymi dziennikami czy tygodnikami wydawanymi na Zachodzie (m.in. Newsweek, Times, Der Spiegel) w pełni przecież zasłużył. To poprzez obiektyw jego aparatu fotograficznego czytelnicy na Zachodzie mogli spojrzeć na wydarzenia w Polsce czy bloku wschodnim, przeniknąć „żelazną kurtynę“ (polityczną, ale i mentalną). Poznać głównych protagonistów z kręgów władzy i opozycji. Zajrzeć do domów przeciętnych Polaków, zobaczyć wnętrza sklepów świecących pustkami, udać się na targ itd. Dużo zdjęć Niedenthal poświęcił polskiej religijności, intrygującej dla zachodniego odbiorcy. Widzimy wnętrza kościołów, procesje z okazji różnych świąt, pątników zmierzających do różnych miejsc świętych. Wiele z jego zdjęć stało się ikonami fotografii.

Być może wydawca i autor z rozmysłem zrezygnowali z przygotowania krytycznego wydania prac fotograficznych. W jednym z wywiadów zapowiadających wydanie albumu, Chris Niedenthal przedstawił okoliczności jego powstania. Na publikację złożyły się zdjęcia, które otrzymał po latach w kartonach z redakcji Newsweek’a i Times’a. Postanowił je uporządkować.

(…) Książka (ta) jest w dużej mierze efektem tego dłubania. Ja nie znam swoich zdjęć. „Newsweekowi” i „Time’owi” wysyłaliśmy filmy niewywołane taka była zasada. Nie wiedziałem, jakie będą rezultaty. Z całego fotoreportażu publikowano tylko małą część zdjęć. I teraz siedzę nad tymi kartonami i dłubię.

W albumie z pracami opublikowano zdjęcia znane lub mniej znane, choć zawsze ciekawe, świetnie zrobione. Czytelnik szybko zaczyna jednak czuć się zmęczony chaosem ich prezentacji, co znacznie utrudnia recepcje prac. Trudno zgadnąć, dlaczego zrezygnowano z choćby najprostszego podziału materiału. Można było zaproponować różne sposoby podejścia, choćby: „władza – opozycja – dzień codzienny“, „my i oni“, „centrum – peryferie“. Każdy z tych podziałów może z pewnością ułatwić recepcje zamieszczonych w albumie zdjęć. Proponuję jeszcze innych podział, który moim zdaniem może ułatwić poruszanie się po albumie. To „człowiek i kolor“.

W centrum zainteresowania Ch. Niedenthala – niezależnie od tego czy bohaterami ujęć są ludzie władzy, przedstawiciele opozycji antykomunistycznej czy zwykły, przeciętny obywatel – stoi człowiek i jego historia. W tomie znajdziemy wiele przykładów takiego podejścia. Fotografa nie interesują krajobrazy, otoczenie, choć i one się pojawiają. Tworzą one jednak tło dla prezentowanych postaci. Fotograf koncentruje na nich naszą uwagę, proponując różne ujęcia: portretowane postacie widzimy z bliska, jego protagoniści pozwalają sobie robić zdjęcia z udziałem czy na tle postaci dla nich ważnych, inne uchwycił Niedenthal w ich naturalnym środowisku. Analizując bliżej te ujęcia, nie ma się wrażenia, że fotograf różnicuje je. Dla niego ważny jest tak samo przywódca partii czy polityk zachodnioeuropejski, jak robotnica z fabryki czy handlarz na targu konii. Polska religijność jest czymś naturalnym, wypływającym z wnętrza ludzi. Nie jawi się jako religijny kicz, który często pojawiał się w zachodnich mediach. Niedenthal z dużym wyczuciem potretuje swoje postacie, każda z nich wyraża jakieś uczucia. Nie są one dla nas obojętne. Musimy dłużej się zatrzymać nad nimi, zastanowić się. Stanowi to duży walor jego zdjęć.

Także drugi element, kolor, jest ważnym wyznacznikiem albumu Niedenthala. Utarło się przekonanie, że życie w socjalizmie było przede wszystkim szare, smutne, nieciekawe i monotonne. Czym można to tłumaczyć? Dostęp do kolorowych filmów był ograniczony nawet dla profesjonalistów. Dzisiaj nawet prace w kolorze wydają się blade, wyprane z barw. Wykonywano wiele fotografii czarno-białych. Robienie zdjęć w postaci kolorowych przeźroczy i o świetnej jakości, jak czynił do Ch. Niedenthal, było raczej wyjątkiem.

© Chris Niedenthal Zdjęcie: Warszawa, 1982

W pamięci każdy z nas ma np. czarno-białe zdjęcia choćby podziemnej agencji fotograficznej DEMENTI. Zdjęcia Niedenthala są inne. Zaskakuje feria żywych, wręcz krzykliwych i kłujących kolorów. Są one charakterystyczne nie tylko dla zdjęć z Polski, lecz także z pozostałych krajów bloku wschodniego.

Zdjęcia Niedenthala, choćby z tego powodu, warte są uwagi, bo zrywają z naszym utartym przeświadczeniem. Miniona epoka nie jawi się jako szara i przygnębiająca. Mieni się różnymi kolorami, zaskakuje przez kontrast (przykładowo sklep z pustymi półkami w kolorze nie jest już taki przeraźliwie beznadziejny, auto handlarza na targu z otwartym bagażnikiem i przewożonymi tam świniami staje się manifestacją życiowego sprytu i walki z systemem ekonomicznego absurdu).

© Chris Niedenthal Zdjęcie: Wadowice, 1981

W ujęciu Niedenthala to właśnie ludzie i kolory są tym – jak sądzę – kluczem do zrozumienia okresu schyłkowego socjalizmu, zmuszają nas do zróżnicowanego spojrzenia, a nie postrzegania go jedynie w barwach czarno-białych. Być może w tym kontekście łatwiej zrozumieć dylemat samego fotografa, który we wspomnianym wywiadzie, stwierdził, że Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej przestały być już interesujące dla mediów zachodnich. Być może coraz bardziej upodobniliśmy się do krajów zachodnich, zatracając swą specyfikę? Charakterystyczny kolor? Niczym szczególnym nie różnimy się od nich, poza tym że jesteśmy trochę biedniejsi, mniej uporządkowani… Może zbyt imitujemy, zatracając tamtą specyfikę i autentyczność?

Być może w przyszłości doczekamy się krytycznego wydania prac reportera-artysty. Opublikowany tom traktuję jak inwentarz archiwalny, który może być punktem wyjścia do dalszych prac. Można mieć nadzieję, że autorowi starczy sił i chęci na przygotowanie w pełni dopracowanego tomu. Jak mało który z zachodnich reporterów, był w końcu świadkiem najważniejszych wydarzeń w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, z upadkiem komunizmu włącznie. Przez dziesiątki lat kształtował wyobrażenia mieszkańców Zachodu o wydarzeniach za „żelazną kurtyną”. Powinien się doczekać poważnego potraktowania, przemyślanej prezentacji i analizy jego prac. Z pomocą mogą przyjść wspomnienia Niedenthala opublikowane kilka lat temu i ich zdjęciowa ilustracja, po którą możemy teraz sięgnąć. Wydany w zeszłym roku album traktujmy jako zapowiedź wielkiej fotograficznej podróży.

Chris Niedenthal, Wybrane fotografie 1973-1989, Olszanica: Bosz, 2014.

Dziękuję Wydawnictwu Bosz za nieodpłatne udostępnienie zdjęć.

Zob. także:

Chris Niedenthal: Po upadku komunizmu Polska przestała być ciekawa dla zagranicznych pism, „Gazeta Wyborcza“, 1.10.2014.

Tenże, Zawód fotograf, Warszawa 2011.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

  1. Dzień dobry, Panie Profesorze,

    rozumiem Pańskie rozczarowanie albumem Niedenthala, ponieważ ma on wyraźnie charakter remanentowy (takie fotograficzne miscelanea), na co zresztą zwrócił Pan uwagę. Jest trudny w odbiorze, gdy czytać go (oglądać) w oderwaniu od życiorysu i drogi zawodowej autora, która wpisana jest w kontekst historyczny. Nie pomaga także albumowi wstęp Jerzego Pilcha, który ja traktuję jako kolejny rozdział z jego dziennika.

    Natomiast, gdy weźmie się do ręki wcześniejszy album Niedenthala, Zawód: fotograf, (wyd. Marginesy 2011), to wszystko staje się i jaśniejsze, i uporządkowane, ponieważ ma swój kontekst i oprawę sytuacyjną. Tamże znajdziemy słowo o korzeniach Chrisa i ponad dziewięćdziesiąt podróży fotograficznych po krajach realnego socjalizmu i komunizmu europejskiego, w tym najważniejsze: podróże czasu przełomu, czyli odbyte w 1989 roku. Najwięcej jest Polski, ale są także Rumunia, Albania, Bułgaria, Czechosłowacja i inne. Znajdziemy tam najsłynniejsze, ociekające symboliką stanu wojennego, zdjęcie Chrisa : czołg z żołnierzami pod kinem „Moskwa”, w którym wyświetlany jest film „Czas apokalipsy” (wielki baner na frontonie kina).
    Zatem, dla pogłębienia recepcji, proponuję mieć pod ręką w pełni autorski album „Zawód: reporter”.

    Pozdrawiam

    Ryszard Bieniecki

Skomentuj