Polski widoczny znak w Berlinie

Nowy polski rząd nie bardzo potrafi lub nie chce znaleźć wspólnych tematów w rozmowach z niemieckim partnerem. Minęło kilka miesięcy od przejęcia władzy przez PiS i po ogólnych deklaracjach utrzymania dobrych stosunków, niczego konkretnego nie zaproponowano. Pogorszyła się za to atmosfera w relacjach, tu i tam odgrzebano antyniemieckie resentymenty, a za Odrą wezbrała fala krytycznych komentarzy o rządach PiS.

Wystąpienie ministra spraw zagranicznych RP na temat polityki zagranicznej dało materiał do komentarzy nie z racji tego, co w nim było, a raczej czego nie było. Niemcom i relacjom z nimi min. Waszczykowski poświęcił niewiele miejsca. Nie wiadomo, co się będzie działo nawet w kwestii nieco odległej od bieżącej polityki, jaką jest uczczenie jubileuszu 25 lecia Traktatu o dobrym sąsiedztwie i wzajemnej współpracy. A położył on przecież fundament pod nowy, oceniany powszechnie (albo niemal powszechnie…) jako bardzo dobry okres we wzajemnych relacjach. Czy przyszłotygodniowa wizyta premier Szydło w Berlinie przełamie narastające oddalanie się od siebie obu państw? Zależy to – jak się wydaje – jedynie od strony polskiej i jej ewentualnych inicjatyw. Warszawa wykazuje wielkie zainteresowanie działaniami określanymi jako polityka historyczna. Czy na tym polu można wysunąć inicjatywę, która będzie pozytywnie traktowana przez oba państwa. Może nadszedł czas na realizację w Berlinie polskiego „widocznego znaku“?

Pomysł ten wraca co jakiś czas. Jednak jak dotąd, zabrakło po obu stronach determinacji, by choćby dokładniej sformułować projekt. Można odnieść wrażenie, że przez ostatnich kilka lat nikt nie palił się do zaproponowania konkretów, choć Polacy wielokrotnie utyskiwali na nikłą wiedzę o ich historii w Niemczech. Można zadać sobie pytanie, czy jest to w ogóle potrzebne? Jaki cel miałby być w ten sposób osiągnięty? Berlin nasycony jest pomnikami przywołującymi brzemię straszliwej niemieckiej historii XX w. W ostatnich latach powstało tam wiele rozwiązań, które upamiętniają różne grupy ofiar III Rzeszy na czele z monumentalnym pomnikiem ofiar Holocaustu.

Upamiętnienie Polaków, nie tylko polskich ofiar niemieckiej okupacji, ale i polskiego wkładu w pokonanie nazizmu nie doczekało się jednak takiego miejsca pamięci. Wprawdzie od początku lat 70. XX wieku istnieje w Berlinie Friedrichhain tzw. Polendenkmal, jednak trudno traktować poddaną liftingowi pozostałość po komunizmie za dostateczne załatwienie problemu. W wielogłosie narracji o prześladowaniach i ofiarach, które snute są w stolicy zjednoczonych, demokratycznych Niemiec, położony na uboczu obiekt, pozbawiony potrzebnej obudowy nie odgrywa żadnej roli. O tym pomniku pisałem już wielokrotnie, toteż zainteresowanych odsyłam do tych tekstów. Dzisiaj sprzeciw wywołuje nie tylko widoczna mimo nowych tablic komunistyczna symbolika, lecz także statyczność, pasywność tego miejsca. Niezbyt udany pomnik, pod którym w dni rocznic składa się kwiaty. Gdyby w inne dni pojawił się tu – pomiędzy grupkami deskorolkarzy testujących wytrzymałość kamiennych schodów i murków – przechodzień zainteresowany pomnikiem i jego przesłaniem, i tak nie miałby okazji poszerzyć swej wiedzy.

Idea przebudowy tego miejsca i uruchomienia w nim centrum polsko-niemieckiego pojawiała się już wielokrotnie. Z najciekawszą inicjatywą wystąpił niegdysiejszy opozycjonista enerdowski, wieloletni poseł do Bundestagu i znany przyjaciel Polski, Markus Meckel. Punktem wyjścia jego propozycji był napis z pomnika, znane hasło-wezwanie: „Za naszą i waszą wolność”. Proponował przebudowę pomnika i stworzenie przy nim placówki, w której można byłoby ukazać polski wkład do odzyskania przez Niemcy wolności. Jego zdaniem wiedza na ten temat jest niewystarczająca, nawet w odniesieniu do „Solidarności”. Proponował także, by pokazać polski wkład w koncepcje jednoczenia Europy. „Sprawą ważną – pisał – jest to, by stworzyć wspólne miejsce kształcenia, wzajemnego zrozumienia i wymiany myśli”. Meckel był także realistą. Tak duży projekt mógł być jedynie zrealizowany przy wydatnym zaangażowaniu obu rządów. Miał więc być koncepcją polityczną, a nie tylko inicjatywą społeczną.

Za kilka dni premier B. Szydło uda się do Berlina z pierwszą wizytą. Byłoby wspaniale, gdyby w teczce z propozycjami do rozmów, znalazło się miejsca i na polski „widoczny znak“ w Berlinie. To dobry moment. W tym roku obchodzimy 25 rocznicę Traktatu o dobrym sąsiedztwie i wzajemnej współpracy. Czy nie mogłaby ona zaowocować i taką inicjatywą? Mielibyśmy nie tylko przesłanie historyczne, ale i projekt otwarty na przyszłość. Aktywna praca nawet niewielkiej placówki, ale za to usytuowanej w sercu Niemiec, mogłaby bardzo przyczynić się do obudzenia zainteresowania polskim doświadczeniem wojny, ale także długim procesem przezwyciężania jej skutków, walki o wolność narodu i prawa człowieka. Podpisanie listu intencyjnego w takiej sprawie byłoby oznaką kontynuowania dialogu, w którym osiągnięto już bardzo wiele, ale i ciągle wiele powinno się od niego oczekiwać.

Zob. także:

Rafał Żytyniec, „Symbol myśli i czynu najlepszych sił obu narodów” czy „historia polskiej walki z faszyzmem”? Pomnik Polskiego Żołnierza i Niemieckiego Antyfaszysty w Berlinie Friedrichshain (1965-1989), w: Historie wzajemnym oddziaływań, pod red. Roberta Traby, Berlin-Warszawa 2014, s. 194-225.

Krzysztof Ruchniewicz, Pomnik, który straszy, „blogihistoria”, 4.06.2013.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj