Pocztówka z Berlina

Z pewnością ostatnie posiedzenie Grupy Kopernika zapamiętam na długo. I nie stanie się tak tylko z powodu naszych dyskusji o relacjach polsko-niemieckich, jak zwykle ożywionych i wnikliwych. Wczorajsze rozmowy i ich kontynuacjach, która zaraz nastąpi, miały takie a nie inny przebieg oczywiście z powodu bieżącej polityki. Czy szykuje się stan zapalny? Wydarzeniem, które stało się nieoczekiwanym, a groźnym elementem naszego spotkania, był nocny pożar hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Takie przeżycia przydarzyły mi się po raz pierwszy. Postawiony nagle na nogi w środku nocy obserwowałem z innymi ewakuowanymi gośćmi hotelu sprawną i krótką na szczęście akcję straży pożarnej.

Arrow
Arrow
Slider

Posiedzenia Grupy Kopernika, grona ekspertów z różnych dziedzin w sprawach relacji polsko-niemieckich odbywają się dwa razy w roku w różnych miejscach, na zmianę w Polsce i Niemczech. Jest to okazja, by zajmując się różnymi tematami relacji polsko-niemieckich, zastanowić się nad ich ogólną kondycją, wskazać możliwe problemy i szukać konkretnych rozwiązań. Intensywność naszych wieloletnich już spotkań zależy w pewnej części od tego, co się aktualnie dzieje w dwustronnych relacjach czy w polityce europejskiej. Mamy więc okresy spokoju, jak i burzy i naporu… Nie każde posiedzenie Grupy kończy się raportem, jednak wiele z tych, które redagowaliśmy, spotkało się z dużym zainteresowaniem, tak polityków, jak mediów, czy osób zajmujących się relacjami polsko-niemieckimi.

Tym razem posiedzenie odbyło się w Berlinie, czyli prawie na przedmieściu Wrocławia. Zapamiętam je dobrze nie tylko z powodu spotkania z przyjaciółmi z Grupy. Po raz pierwszy byłem świadkiem, a poniekąd i uczestnikiem pożaru hotelu. Miła kolacja się przedłużyła, wreszcie jednak zmęczony zapadłem w sen w hotelowym łóżku. Na nogi zerwało mnie przeraźliwe wycie syreny. Zaspany początkowo myślałem, że to któraś z wersji mojego budzika, nieopatrznie przeze mnie włączona. Sprawdziłem szybko moje urządzenia mobilne. Wycie nie ustawało. Wyjrzałem na korytarz, a po chwili wraz z innymi ściskając najpotrzebniejsze rzeczy pod pachą schodziłem już schodami ewakuacyjnymi. Na pierwszym piętrze wybuchł pożar, przed hotelem stały już jednostki straży pożarnej, nieco dalej zdenerwowani goście hotelowi. Zaskoczył mnie brak informacji i zainteresowania ze strony obsługi hotelu. Może była również zszokowana? Na szczęście najważniejsze rzeczy miałem przy sobie, nastawiłem się na długie oczekiwanie.

Po godzinie było jednak już po wszystkim, strażacy wycofali się, a większość gości mogła uda się do swoich pokoi. „Bezdomni“ zostali tylko ci z pierwszego piętra. Przydzielono im inne pokoje. Ognisko pożaru szybko stłumiono i zabezpieczono budynek. Wielki dym nie musi więc zwiastować poważnej katastrofy. Przede wszystkim zwiastuje kłopoty i ostrzega przed nimi, Daje nam czas na reakcję i zmianę. Postarajmy się więc w wielu sprawach spojrzeć poza ów dym. Zanim nas całkiem spowije.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj