Pan Dyrektor

Już jakiś czas temu zainteresowali mnie niemieccy nauczyciele gimnazjów. Często byli to belfrzy nie tylko dobrze wykształceni, ale i bardzo aktywni. Obok rozlicznych spraw szkolnych znajdowali czas na pracę naukową. Wygłaszali odczyty, zbierali dokumenty i nierzadko wiele publikowali, tworząc fundament wiedzy o lokalnej historii. Jeden z takich nauczycieli, dr Franz Volkmer (1846-1930) posiadał wielkie zasługi dla regionu kłodzkiego. Przed kilku laty w bystrzyckim Liceum im. Powstańców Śląskich odsłonięto poświęconą mu tablicę pamiątkową. Na miejscowym cmentarzu odtworzono nagrobek Volkmera na miejscu zniszczonego po 1945 r. Warto przypomnieć tą ciekawą, ciągle mało znaną postać.

2016-01-02_bystrzyca_klodzka_liceum_volkmer (1 von 1)

Budynek liceum w Bystrzycy Kłodzkiej robi duże wrażenie. Solidne mury, przestronne pomieszczenia. Wzniesiony na początku lat 80. XIX w. przez wiele lat był najbardziej okazałym gmachem publicznym w mieście. Początkowo mieściło się tu seminarium nauczycielskie, ważny ośrodek oświatowy, ale też kulturalny, którego początki sięgały XVIII w. Pierwszym dyrektorem seminarium w nowej siedzibie został dr Franz Volkmer, filozof i matematyk z wykształcenia, badacz Ziemi Kłodzkiej z wyboru. Był autorem podręczników z zakresu pedagogiki, programów nauczania, ale przede wszystkim licznych opracowań poświęconych dziejom Ziemi Kłodzkiej i Bystrzycy Kłodzkiej. Są to obecnie rarytasy na rynku antykwarycznym. Był również edytorem źródeł, któremu zawdzięczamy przetrwanie w odpisach wielu cennych materiałów, później zaginionych.

Volkmer pochodził z Ziemi Kłodzkiej. Urodził się w Schönau w 1846 r. (obecnie Orłowiec k. Lądka Zdroju). Ojciec był nauczycielem i kilkoro jego dzieci wybrało ten sam zawód, w tym i Franz. Po ukończeniu gimnazjum kłodzkiego studiował na wrocławskim uniwersytecie filozofię i matematykę. W 1869 roku obronił rozprawę doktorską z zakresu filozofii. Tematem było postrzeganie ducha i ciała przez Kartezjusza.

2016-01-02_bystrzyca_klodzka_liceum_volkmer_2 (1 von 1)

Po skończonych studiach trafił do armii. Uczestniczył w kampaniach wojsk pruskich od Sedanu do Paryża, jednak nie w bezpośrednich walkach, a pracując w szpitalu polowym. Był to okres zjednoczenia Niemiec, umocnienia państwa i wzrostu znaczenia idei narodowej. Ważną rolę miała w tym odgrywać szkoła. Po wojnie Volkmer pojął pracę w znanym wrocławskim gimnazjum im. Św. Macieja. Już w 1874 r. Volkmer został dyrektorem seminarium nauczycielskiego w Zülz (obecnie Biała Prudnicka). Po trzech latach wysłano go do Bystrzycy Kłodzkiej, powierzając kierowanie seminarium nauczycielskiego.

2016-01-02_cmentarz_volkmer_1 (1 von 1)

W początkowy okresie jego głównym zadaniem było czuwanie nad budową gmachu szkolnego. W 1880 roku uroczyście go otwarto. Obiekt był imponujący. Oprócz dwupiętrowego centralnego budynku posiadał dwa skrzydła. W sąsiedztwie wybudowano salę gimnastyczną. Założono ogród. Te rozwiązania świetnie się wpisywały w nowoczesne trendy w dydaktyce, gdzie łączono rozwój umysłowy z tężyzną fizyczną i pracami praktycznymi. Budynek seminarium posiadał przestronne, nowocześnie wyposażone sale, aulę oraz bibliotekę. W czasie uroczystości otwarcia Volkmer zadebiutował jako badacz historii regionalnej, publikując pracę o dziejach seminariów nauczycielskim.

W następnych dziesięcioleciach stał się bardzo aktywnym badaczem i uczestnikiem wielu inicjatyw poświęconych zgłębianiu historii i kultury regionu. Publikował monografie historyczne, wybory źródeł, artykuły, przyczynki. Był redaktorem znaczącego czasopisma poświęconego tej tematyce. Na początku XX wieku jego działalność zaczęła słabnąć. Powodem były coraz większe kłopoty ze zdrowiem. W 1908 r. przeszedł na wcześniejszą emeryturę. Ostatnie lata życia spędził w domu córki w Długopolu Zdroju. Cieniem na nich położyła się tragedia osobista. W czasie pierwszej wojny światowej poległo bowiem trzech jego synów. Pogrzeb dawnego dyrektora seminarium, postaci znanej i szanowanej, był wielkim wydarzeniem. Wzięli w nim licznie jego wychowankowie i uczniowie, współpracownicy z czasów pracy zawodowej, badawczej, wydawniczej. Także przedstawiciele różnych towarzystw regionalnych oddali cześć swemu zasłużonemu członkowi. Władze miasta pożegnały swego honorowego obywatela.

2016-01-02_cmentarz_volkmer_2 (1 von 1)

Przez wiele lat Volkmer pozostawał postacią niemal nieznaną. Tylko nieliczni sięgali do jego prac opublikowanych na przełomie XIX i XX w. Dopiero zmiana stosunku do historycznego dziedzictwa Ziemi Kłodzkiej, jaka nastąpiła po 1989 roku, otwarła drogę do ponownego odkrycia życia i zasług Volkmera i wielu niegdyś ważnych dla tego regionu osób.

2016-01-02_aleje (1 von 1)

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Hanna Majewska

    To nie tylko interesujące, niezmiernie rozszerzające naszą wiedzę o tej ziemi, budzące wiarę w istnienie ludzi dobrej woli i widoczne efekty ich działania, ale i wzruszające. A prywatnie miałam także podobną przeprawę z kamieniarzem.

  2. Janusz Kobryń

    Mając pewien udział w renowacji nagrobka Franza Volkmera pozwolę sobie na krótkie wyjaśnienie.

    W roku 2008 z inicjatywą uczczenia jego postaci wystąpiła Małgorzata Ruchniewicz, jesienią tegoż roku otrzymałem od niej karty pocztowe prezentujące dwie ważne dla naszego miasta postaci: Hugo Geislera (burmistrza Habelschwerdt w l. 1896-1932) i Franza Volkmera. Były one wydane na koszt inicjatorki. Kartom towarzyszyła prośba o próbę ustalenia miejsca pochówku. To zapoczątkowało ciąg zdarzeń, który można uznać za mistyczny: pytanie o lokalizację grobu skierowałem do kolejnej ważnej dla naszego miasta osoby – Karla Heinza Ludwiga, człowieka o niespożytej energii i chęci pracy, tak na rzecz ratowania bystrzyckich zabytków, jak i polsko-niemieckiego dialogu. Pamiętał on, że wnuczka Volkmera mieszkała na północy Niemiec. Pojechał tam osobiście, odwiedził ponad 90-letnią panią w domu spokojnej starości. Na pytanie: – Czy pamięta Pani, gdzie pochowano pani dziadka, Franza Volkmera? padła szybka odpowiedź: – Tak. Gdy staniemy w alei, tyłem do cmentarnej kaplicy, będzie to trzeci grób z prawej strony.

    Rozmówczyni była ogromnie zaskoczona i szczęśliwa zarazem, niezwykłe było dla niej to, że po tylu latach (i do tego z Polski!) ktoś pyta o jej dziadka. Dodała, że gdy już spotka się ze swoim dziadkiem, to mu o tym opowie… I rzeczywiście – zmarła po upływie bodaj dwóch miesięcy.

    To wszystko oznaczało, że mamy z p. Ludwigiem kolejną rzecz do zrobienia. Nie mając praktycznie żadnych funduszy zdecydowaliśmy, że na nagrobek wykorzystamy jeden z uszkodzonych i porzuconych nagrobków na starym cmentarzu (swego czasu były masowo kradzione jako źródło materiału dla kamieniarzy). Należało odszukać odpowiedni kamień, formą odpowiadający stylistyce lat 30. XX wieku, dobrać odpowiedni krój pisma i sporządzić gotowe projekty tablic (nagrobkowej i pamiątkowej wiszącej holu w ZSO) dla firmy wykonawczej. Koszty wykonania tablic pokryły osoby prywatne z Polski i Niemiec, a także ZSO w Bystrzycy Kł.

    W tym miejscu wypada podkreślić, że dla pamięci o przeszłości ważniejsze jest sumienie, niż „magiczny” i przeceniany dziś rok 1989. Otóż wcześniej (przed r. 1989) na starym cmentarzu planowano budowę dworca autobusowego. Temu projektowi sprzeciwił się stanowczo ówczesny naczelnik miasta i gminy Zbigniew Korfanty, cmentarz ocalał.

    Historię zakończę krótką anegdotą – otóż kamieniarz wykonujący tablice odmówił ich wykonania, powołując się na swoistą klauzulę sumienia. Nie podobało mu się wszystko – pomysł wykonania napisów jako negatywu, krój pisma, rozmieszczenie tekstu… nie wspominając o urnie z ciemnego kamienia wieńczącej nagrobek. Przyszło nam wieść z nim zażarty spór…

  3. Zdjęcie, które zamyka ten tekst przedstawia dwie drogi, które idą obok siebie równolegle. Jedna, ta starsza, jest prawie niewidoczna. Jest to stara aleja od lat nie używana, bo tuż obok prowadzi nowa, szeroka droga, która pewnie lepiej pełni swe funkcje. Można nią szybciej dojechać. Kiedy czytam tekst o Volkmerze, to chciałbym przede wszystkim poznać tych ludzi z Bystrzycy którzy go znaleźli. Jak to się stało, że nagle odkryli ślad tego człowieka, a przy okazji inną cywilizację i kulturę. Ślady, które jedni zniszczyli, oni zrekonstruowali. Znaleźli czas i poszli tą mało widoczną drogą obok tej, którą wszyscy widzą. Kotlina Kłodzka ukrywa wiele takich śladów innej cywilizacji. Kluczem może być fotografia i widzenie. Realna ojczyzna i jej odbicie. No i format ich refleksji. W tym, pomiędzy mi nieznanymi odkrywcami i samym Volkmerem nie widzę żadnej różnicy. Oboje są dla mnie tak samo wielcy.

  4. Magierowska-Kasza Krystyna

    Dziękuję za interesujący tekst o ciekawej postaci związanej z historią Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Bystrzycy Kłodzkiej.

Skomentuj