Pamięć w przestrzeni miejskiej. Przypadek Wrocławia i Drezna

Wrocław i Drezno, miasta partnerskie, boleśnie odczuły meandry i zwroty XX w. Pod koniec tego tragicznego stulecia otrzymały jednak wielką szansę pokojowego i wieloaspektowego rozwoju. Wraz z odzyskaniem niezależności jako ważne metropolie odzyskują też lub na nowo tworzą swoją pamięć. Żywo w tym uczestniczą władze miasta, ale także różne organizacje pozarządowe, jak i sami obywatele. W przyszłości można byłoby sobie życzyć, by na tym polu zaistniała większa wymiana doświadczeń między obu miastami. „Wanderungen bei Freuden” nie są obecnie tylko tytułem propagandowym, jak było to w 1974 r. Jest to wielkie osiągnięcie ćwierćwiecza odzyskanej przez nas wolności i dekady obecności Polski w UE, o czym warto zawsze, niezależnie od trudności i problemów codzienności, pamiętać.

W 1974 r. w Polsce i NRD ukazała się ciekawa publikacja.  Był to przewodnik po obu krajach pt. „Wędrówki u przyjaciół / Wanderungen bei Freunden“, adresowany przede wszystkim do uczniów. Książka wyszła pod patronatem ministerstw oświaty obu krajów. Publikacja ukazała się po polsku i niemiecku, ale nie jest wydawnictwem dwujęzycznym. Część po polsku, napisana przez niemieckich autorów, przedstawia uroki NRD. Tekst po niemiecku, który wyszedł spod polskiego pióra, opowiada o Polsce. Nie chodzi przy tym o całe kraje, a o ich nadgraniczne obszary. Taki kształt przewodnika był skutkiem otwarcia granicy między Polską a NRD w 1972 r. Wymianie młodzieży przypisywano spore znaczenie. „Celem tego przewodnika – można było przeczytać we wstępie – jest zachęcenie Was do odwiedzenia kraju Waszego sąsiada oraz poznania jego geografii, historii, kultury, języka, jak również osiągnięć społeczno-gospodarczych“. W innym miejscu dodawano: „Jesteśmy przekonani, że Wasze wędrówki przyczynią się do nawiązania i pogłębienia serdecznych więzi przyjaźni i sympatii między młodzieżą PRL i NRD“.

Moją uwagę zwróciły opisy Wrocławia i Drezna (W przypadku Wrocławia i innych byłych niemieckich miejscowości konsekwentnie używano tylko nazw polskich). W przypadku Wrocławia niemiecki uczeń mógł się dowiedzieć, że jest stolicą województwa, półmilionowym miastem położonym  po obu stronach Odry, zniszczonym podczas II wojny światowej w 65%.W związku ze zbliżaniem się wojsk radzieckich faszyści ogłosili Wrocław twierdzą i tym samym zawinili bezsensowne zniszczenie i śmierć wielu mieszkańców“. Następnie zaznaczono, że obecnie miasto w dużej części było już odbudowane. W pierwszej kolejności odrestaurowano najważniejsze zabytki. Autorzy przewodnika zaproponowali trzy dni na zwiedzanie Wrocławia. Pierwszy dzień był poświęcony historii. Uczniowie mieli zwiedzić ratusz, z wieży kościoła garnizonowego podziwiać panoramę miasta, zobaczyć uniwersytet i Ostrów Tumski. Drugi dzień przeznaczono na poznawanie teraźniejszości. Uczniom zaproponowano zwiedzanie muzeów oraz dzielnicy „Krzyki“. Zwrócono uwagę na cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej, którzy stracili życie w czasie walk o Wrocław. Trzeciego dnia uczniowie mieli zwiedzić ZOO, „najstarszy ogród zoologiczny w Polsce“ (sic!) oraz Park Szczytnicki. 

Z kolei uczeń polski miał okazję zwiedzić m. in. część Saksonii. Z niewyjaśnionych przyczyn autorzy zrezygnowali jednak z przedstawienia jej stolicy, czyli samego Drezna. W przewodniku zamieszczono jedynie informacje o „okręgu drezdeńskim” i tam podano skromne dane o stolicy tego regionu.  „(Dnia) 13 lutego 1945 r. zniszczono centrum Drezna w wyniku bombardowania przez angielsko-amerykańskie lotnictwo. Obecnie widać nowoczesne, z dużym rozmachem odbudowane socjalistyczne wielkie miasto“. I dodawano: „Drezno powstało z osady rybackiej. Pierwsza historycznie udokumentowana wzmianka pochodzi z 1206 r. Obecnie miasto jest jednym z najważniejszych centrów kulturalnych NRD. Światową sławą cieszy się Galeria Obrazów, Gruenes Gewoelbe (skarbiec) i tzw. Zwinger“.

Pozwoliłem sobie przytoczyć szerzej informacje z przewodnika o Wrocławiu i Dreźnie nie bez powodu. W obu przypadkach mamy do czynienia z oficjalną wykładnią dziejów miasta i regionu, jaką można było spotkać do 1989 r. Władze komunistyczne w obu krajach kierowały się praktycznie tą samą polityką. Dla NRD ziemie na zachód od Odry i Nysy były bezpowrotnie stracone w wyniku II wojny światowej. Winnymi tego stanu rzeczy byli niemieccy kapitaliści oraz militaryści. To oni rozpętali dwie wojny światowej, odłączenie ziem niemieckich po 1945 r. było oficjalnie przedstawiane jako sprawiedliwość dziejowa. Co ciekawe, że to właśnie ta interpretacja dominowała w uzasadnieniu utraty ziem niemieckich, a nie stanowisko i argumenty wysuwane przez stronę Polską.

Polscy komuniści przez dziesiątki lat forsowali inny sposób interpretacji. Głosili, że w wyniku przesunięcia ze wschodu na zachód Polska przejmowała tereny, które w odległej przeszłości należały do niej. W propagandzie pierwszych lat często używano określeń: „powrót do Macierzy“ lub na „ziemie piastowskie“. Równoczesna utrata przez Polaków ziem wschodnich na rzecz ZSRR zepchnięta została w cień. W późniejszych dekadach ten sposób interpretacji oparty na swoiście pojmowanych argumentach historycznych, zszedł na dalszy plan, choć nie raz będzie się jeszcze pojawiać w wypowiedziach różnych polityków komunistycznych.

Przekaz o historii w przewodniku dla młodzieży należy więc traktować jako paradygmatyczną narrację. Uczeń niemiecki nic nie dowiadywał się o niemieckiej przeszłości Wrocławia, nie poznawał żadnej ważnej postaci sprzed 1945 r. Od samego początku miał być przyzwyczajany do polskiej nazwy miasta, docenić trud socjalistycznej odbudowy i rozbudowy miasta. Z niewyjaśnionych przyczyn uczeń polski nie mógł jednak poznać w podobnie szczegółowy sposób Drezna. Można snuć tutaj przypuszczenia, jednak zrezygnuję z tego. Warto tylko zwrócić uwagę, że autorzy uznali za potrzebne podkreślenie istotnej cezury w dziejach miasta, jaką było bombardowanie z 13 lutego. Dla autorów nie budziło też wątpliwości, kto jest sprawcą, choć powstrzymano się od wszelkich dalszych komentarzy. 

Dzieje Drezna i Wrocławia, mimo wielu różnic, można ze sobą porównać, zwłaszcza jeśli uwzględni się historię najnowszą tych metropolii.

Elementem wspólnym do 1989 r. będzie z pewnością specyficzna polityka władz komunistycznych, która narzucała tym miastom sposób prezentacji historii zgodny z polityką historyczną obowiązującą w obu państwach. Wspomniany przewodnik jest tego dobrym przykładem.

Dla obu miast ważną cezurą był rok 1945. I Drezno, i Wrocław zostały w wyniku działań wojennych tuż przed zakończeniem wojny znacznie zrujnowane. W przypadku Wrocławia zniszczenia w centrum wynosiły do 85 %. Wydawało się, że ogrom zniszczeń uniemożliwi wręcz odbudowę, że miasta te nie wrócą do swego dawnego kształtu. Pierwsze lata będą więc stały pod znakiem odbudowy. Przejmującym świadectwem czasu nawet po latach w przypadku Drezna jest album fotografa Richarda Petera pod wymownym tytułem „Dresden – aparat fotograficzny oskarża / Dresden – eine Kamera klagt an„. Przesłanie autora jest bardzo jasne. Drezno – kiedyś jedna z najładniejszych metropolii niemieckich, „Elbflorenz“, Florencja nad Łabą – w wyniku bombardowań alianckich zostało zniszczone, by ponownie podnieść się z ruin dzięki wysiłkowi jego mieszkańców. Tu jednak warto wskazać na pierwszą różnicę. Mieszkańcy Drezna odbudowywali swoje miasto. Znali je, jego historię, zabytki, mieli w nim swe własne miejsce nieraz od pokoleń. 

W wyniku II wojny światowej Wrocław stał się miastem polskim, a jego niemiecka ludność została w pierwszych latach powojennych wysiedlona. Wrocław dla wielu polskich mieszkańców był miastem obcym, nieprzyjaznym.  „Siedzę przy stole w cudzym domu w obcym mieście – zanotowała w swym dzienniki dwudziestoletnia studentka, Joanna Konopińska przybyła do miasta w czerwcu 1945 r. – (…) Wrocław zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. Aż strach pomyśleć, że mogłabym tam zamieszkać na stałe”. W tym samym czasie inny przybysz polski zanotował w swym dzienniku: „Niewiele jest miejsc w mieście, które pozostały nietknięte, a i wśród nich są ruiny. Najwięcej budynków ma jeszcze mury, ale wewnątrz, od piwnicy aż do samego nieba – nic, otchłań. Są też domy sproszkowane, są domy porozwalane bombami lotniczymi i pociskami artyleryjskimi. (…) Czy miasto było ładne? Raczej nie. Zabudowane w przeważającej części przez Prusaków, ma przykry, jednostajny, koszarowy, utylitarny, pruski charakter”. 

Odpowiedzią na ten „pruski charakter” miasta była wielka akcja odniemczania i spolszczania Wrocławia. Breslau miał nieodwołalnie odejść w przeszłość wraz ze swymi pomnikami, nazwami ulic, szyldami i innymi pozostałościami niemieckiej przeszłości. Z licznych rzeźb wolnostojących ocalał jedynie skrzydlaty koń na Podwalu i fontanna na dzisiejszym Pl. Jana Pawła II. Specjalnie powołana komisja miejska przystąpiła do nadawania nowych nazw ulicom i placom. Do końca lat 40. usunięto w mieście ok. 70 tys. wszelkiego rodzaju napisów niemieckich. Swoistym wyrazem totalnej niemal zagłady przeszłości miasta stało się zlikwidowanie w następnych dziesięcioleciach wszystkich cmentarzy wrocławskich. Zamieniono je na parki, bądź polskie miejsca pochówków. Ocalały jedynie dwa cmentarze żydowskie i jeden włoski. W maju 1948 r. władze miasta zadecydowały o zmianie herbu. Był to kolejny symbol zerwania z niemiecką przeszłością i bezpośrednie nawiązanie do czasów piastowskich. Odtąd miasto miało być znane w świecie pod swoją polską nazwą.

Od lutego 1946 r. przystąpiono do organizacji masowych wysiedleń ludności niemieckiej z Wrocławia. W ciągu 1946 r. Wrocław opuściło 140 tys. jego przedwojennych mieszkańców. W następnym roku dalsze 60 tys., a w kolejnych latach po kilka tysięcy. Ostatecznie we Wrocławiu pozostała niewielka liczba Niemców i ludności autochtonicznej polskiego pochodzenia, która w masie nowych mieszkańców miasta była niezauważalna. Nawet gdyby ktoś ich chciał słuchać, nie mogli wpłynąć na kształtowanie się nowej opowieści o mieście, nowej pamięci społecznej z nim związanej. Polacy po wysiedleniu ludności niemieckiej poczuli się w tym na poły zniszczonym i na razie dość obcym mieście znacznie bardziej u siebie. Opuszczenie miasta przez starą ludność był podstawowym warunkiem powstania nowej, homogenicznej narodowo społeczności, która poczęła adaptować materialną spuściznę miasta wedle swoich potrzeb i sposobu życia. Stare formy życia przestały istnieć, nowe dopiero się rodziły. Ponieważ w mieście osiedlili się ludzie z różnych stron Polski, wnosząc swe zwyczaje, styl życia, charakter, powstawało całkiem nowe społeczeństwo, odmienne nie tylko od mieszkańców Breslau, ale i różniące się od wszystkich innych „zasiedziałych” miast polskich. Jednym ze skutków tego tygla kulturowego, który powstał we Wrocławiu był jednak brak swoistego charakteru miasta i długi proces integracji. Nie było tu miejskiej gwary czy folkloru, obyczajów i wspólnych tradycji.

Proces oswajania i przetwarzania materialnej i nie tylko tkanki miasta był długotrwały. Sposoby i efekty tych działań zaliczymy do kolejnych zjawisk o znaczeniu zasadniczym dla tego, czym miasto jest dziś. Jednym z elementów tworzenia się nowej społeczności we Wrocławiu była odbudowa życia religijnego. Nowi jego mieszkańcy byli w przytłaczającej większości katolikami. Obejmowano stare parafie katolickie i tworzono nowe, zgodnie z potrzebami napływającej ludności, przejmując świątynie ewangelickie. W mieście pojawiły się nowe obrzędy religijne, charakterystyczne dla polskiego katolicyzmu. Wnętrza kościołów, często wcześniej obrabowane, spolszczano, usuwając niemieckie napisy, tablice epitafijne (z wyjątkiem cennych zabytków), umieszczając w nich wizerunki szczególnie czczonej w Polsce Matki Boskiej i polskich świętych (niektóre przywiezione ze wschodu). Z biegiem lat w kościołach zaczęły pojawiać się nowe tablice pamiątkowe, nawiązujące do wydarzeń i postaci z historii Polski, o których władze milczały lub kłamały. W ten sposób w kościołach wrocławskich, podobnie jak w innych świątyniach polskich powstawały miejsca pamięci narodowej.

Swoistym sposobem obejmowania w posiadanie materialnej postaci miasta był osiągający ogromne, wręcz przemysłowe, rozmiary szaber, czyli rabunek i wywózka mienia. W zniszczonej Polsce centralnej istniał ogromny popyt na niemal wszystko, co można było zdobyć i przywieźć z zachodu. Można nawet stworzyć małą klasyfikację szabru z podziałem na indywidualny i zbiorowy lub instytucjonalny, detaliczny i hurtowy, przeznaczony na własny użytek i zorientowany na pokaźny zysk, całkowicie nielegalny i pokrywany pozorami prawa. „Ruiny miasta, wypalone do cna i często ponownie padające ofiarą ognia, świecą wprawdzie pustką, ale ocalałe wśród nich domy – zanotował Andrzej Jochelson w czerwcu 1945 r. – pełne są, niczym mrowisko mrówek, szabrowników”. Szaber z Wrocławia trafiał na targowiska w całej Polsce. W ślad za nim miasto opuszczały, tym razem z rozkazu władz, ocalałe zabytki (np. poważna część kolekcji sztuki średniowiecznej w Muzeum Narodowym w Warszawie pochodzi ze Śląska, w tym i Wrocławia) a w końcu wrocławska cegła, wywożona w milionach sztuk, bez uwzględniania potrzeb odbudowy miasta.

Dla kształtu powojennego miasta wielkie znaczenie miała także jego odbudowa ze zniszczeń. Przeżywała ona bardzo dziwne koleje. W latach 1945–1948 była głównym hasłem władz. Jednak z uwagi na szczupłość środków finansowych, jak i krótki okres ograniczyła się do częściowej odbudowy Śródmieścia, zwłaszcza partii zabytkowych miasta, które mając rodowód średniowieczny uzasadniały tezę o „Piastowskim Wrocławiu”. Pozostałe części miasta jedynie względnie uporządkowano. Po 1948 r., kiedy to władze odgórnie uznały, że integracja tzw. Ziem Odzyskanych z Macierzą jest zakończona ograniczono wyraźnie napływ kapitałów a Wrocław, stolica Ziem Odzyskanych, przestał być przedmiotem zainteresowania władz. Nacisk na rozwój przemysłu ciężkiego dodatkowo ograniczył pulę środków na odbudowę zachodnich regionów państwa. Uważano zresztą, że jako obszary lepiej rozwinięte nie potrzebują takiej pomocy, jak inne tereny Polski. Wrocław miał sobie radzić sam. Ogromna ilość problemów, z którymi boryka się miasto ma źródło w wieloletnich zaniedbaniach, jakich dopuszczono się we Wrocławiu począwszy od lat 50. 

W okresie odwilży, w latach 1956–1957 ożywienie gospodarcze ziem zachodnich i północnych stało się znowu na jakiś czas elementem polityki władz. Chroniczny już kryzys polskiej gospodarki nie pozwalał jednak na wielki postęp. Poważny rozwój inwestycji we Wrocławiu, a zwłaszcza rozwinięcie na dużą skalę budownictwa mieszkaniowego pojawiło się w u schyłku lat 60., by swój rozkwit przeżyć w latach 70. Powstały wtedy wielkie osiedla z tzw. wielkiej płyty, skupione głównie we Wrocławiu południowym i zachodnim, czyli na terenach w czasie wojny niemal całkowicie zniszczonych. Wyrównanie liczby mieszkańców z poziomem przedwojennym nastąpiło dopiero w połowie lat 80.

Należy podkreślić, że rola polityczna Wrocławia począwszy od lat 50. nie była duża. Miasto miało znaczenie centrum jedynie regionalnego. Nie wywodziła się z niego żadna silna grupa działaczy komunistycznych, którzy obejmowaliby w państwie najważniejsze stanowiska. Swój czas w ogólnokrajowej polityce Wrocław ma dopiero obecnie poprzez udział wywodzących się stąd prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej, ale znaczenie ich w ostatnich latach spada. W okresie komunistycznym rósł natomiast udział Wrocławia w ruchach opozycyjnych, skierowanych przeciw systemowi. Był to żywy przejaw związków z resztą Polski, polskim społeczeństwem. Dowodził także, że we Wrocławiu narodziła się nowa społeczność, zdolna do wspólnych wystąpień. Wrocławianie aktywnie wzięli udział w wiecach i demonstracjach Polskiego Października 1956 r. Młodzież studencka Wrocławia i wielu naukowców uczestniczyło również w protestach przeciw cenzurze i polityce władz w Marcu 1968 r. Wiele wrocławskich przedsiębiorstw strajkowało w czerwcu 1976 r. przeciw podwyżkom cen i złym warunkom życia robotników. W mieście powstawały różne nielegalne ugrupowania opozycyjne, wydawano prasę i książki poza cenzurą. Wrocław był jednym z silniejszych ośrodków NSZZ „Solidarność”, 250 tys. wrocławian zapisało się w jego szeregi, czyli ponad 80% wszystkich zatrudnionych.Po ogłoszeniu stanu wojennego w grudniu 1981 r. W mieście, nazywanym Twierdza Solidarność,  rozwinęła się na dużą skalę działalność podziemna. W 1983 r. wizyta papieża Jana Pawła II zgromadziła we Wrocławiu 700 tys. Polaków. O takiej frekwencji, w dodatku dobrowolnej, władze nawet nie mogły marzyć. Były to dni wielkiego tryumfu Kościoła i „Solidarności”, której transparenty powiewały nad tłumem. W latach 80. władza okazała się bardzo słaba, na wielu polach – także symbolicznym – straciła pozycję dominującego kreatora. Niezależny obieg idei i publikacji rozbił monopol państwa także na wizje przeszłości. Dotyczyło to jednak głównie historii narodowej, choć widoczne stawały się już także pierwsze inicjatywy dotyczące dziejów regionu, stanu dziedzictwa kulturowego, stosunku do byłych mieszkańców. 

Po 1945 r. także w Dreźnie wykształciły się dwie formy pamięci, państwowa/oficjalna i niezależna od dyrektyw i manipulacji władz. Komuniści wschodnioniemieccy wykorzystywali zniszczenie Drezna do oskarżania Zachodu, zgodnie z obowiązującą wtedy zimnowojenną propagandą. Od początku lat 1950 organizowano wielkie manifestacje. Mówiono na nich „krajowi i zagraniczni demoralizatorzy Niemiec. Dobre, antyfaszystowskie Niemcy miały stać się ofiarą „wewnętrznych demoralizatorów, kliki złożonej z hitlerowców i kapitalistów, którzy ich wspierali. „Zagranicznymi demoralizatorami” byli angloamerykańscy „terrorystyczni bombardierzy” (Terrorbomber). Ten sposób przedstawiania Drezna w propagandzie antyzachodniej NRD był widoczny także w latach 1960, jednak pod koniec dekady, w okresie tzw. Ostpolitik retoryka zimnowojenna przestała być przekonująca. 

Pamięć niezależną od władz kultywowano oczywiście w rodzinach, tam siłą rzeczy skupiano się na jednostkowych przeżyciach i przekonanie o „niewinnym Dreźnie” stanowiło naturalne przedłużenie poczucia własnej niewinności. Podtrzymywanie pamięci o tamtych dniach za swe zadanie uznały jednak także Kościoły, jak i współpracujący z nimi artyści działający w przestrzeni niezależnej od władz. Ważnym wydarzeniem było stworzenie w 1976 r. w jednej z kaplic Kościoła Dworskiego w Dreźnie (Dresdner Hofkirche) miejsca pamięci poświęconego ofiarom 13 lutego i ofiarom wszelkiej przemocy. W centrum barokowego ołtarza postawiono pietę wykonaną przez rzeźbiarza i malarza, Friedricha Pressa (największa figura wykonana z miśnieńskiej porcelany!). Poniżej po lewej stronie umieszczono datę 30 stycznia 1933 r., a po prawej znalazła się data 13 lutego 1945 r. W ten sposób chciano pokazać wspomniany związek przyczynowo-skutkowy, prowadzący od oddania władzy Hitlerowi do zagłady miasta.

Wspólne dla obu form pamięci było wyparcie z niej okresu narodowosocjalistycznego. Władze NRD określały się jako państwo antyfaszystowskie i tym samym czuło się zwolnione z przejęcie współodpowiedzialności za okres 1933-1945. Było to oczywiście na rękę obywatelom NRD, także mieszkańcom Drezna. Do tego dochodziła jeszcze kwestia utraty bliskich i mienia, co mogło tworzyć mechanizmy wyparcia lub usprawiedliwienia (wystarczająco już wycierpieliśmy). Brak uporania się z „brunatną“ przeszłością będzie ciążyć na mieście po 1989 r., pewne odpryski są widoczne do dzisiaj.

 Przełomem w dziejach obu miast były wydarzenia 1989 r. Choć miały one różny przebieg, wpłynęły one znacznie na obecny sposób traktowania pamięci. Polska odzyskała niezależność, a Niemcy zjednoczyły się. Rozpoczęła się era samorządu i obywatelskich inicjatyw. To nie od państwa i jego polityki historycznej miała zależeć narracja o historii miast i jej interpretacje, lecz od samych komun miejskich i ich aktywnych mieszkańców. 

Wydaje się, że proces „odzyskiwania pamięci“ przebiegał w obu miastach w różny sposób, na co złożyły się i odmienności narodowe i inna droga transformacji ustrojowej. W stolicy Dolnego Śląska władzę przejęła opozycja antykomunistyczna, byli to ludzie dobrze wykształceni i stosunkowo młodzi, otwarci i nastawieni proeuropejsko. Od początku też zaczęto interesować się przeszłością miasta i w nim doszukiwać się ogromnej szansy na rozwój w przyszłości. Rozpoczęto prace nad remontem zaniedbanych części miasta lub obiektów dotąd uważanych za typowo „niemieckie“. Z biegiem czasu Wrocław nie stał się oczywiście drugim Breslau, jednak sporo rzeczy ten dawny Breslau przypomina. W przestrzeni miejskiej pojawiło się wiele elementów nawiązujących do tysiącletnich dziejów miasta we wszystkich jego odsłonach i etapach. Popularyzuje się dorobek minionych pokoleń, podkreślając, że dla miasta żyli i pracowali ludzie różnych wyznań i tożsamości. Przywrócono stary herb miasta, zmieniono nazwy ulic, zaczęto odsłaniać pomniki czy tablice pamiątkowe. Nie zapomniano też o tradycji lwowskiej, której nośnikiem była po wojnie część ludności Wrocławia. Zaczęto organizować różne festiwale i wystawy, ukazywały się publikacje naukowe, popularne, albumowe, pokazujące bogate dziedzictwo miasta. Władze miasta zaczęły forsować hasło: „Wrocław miastem spotkań“ i podkreślać jego wielokulturowy w przeszłości charakter. Jednym z ważniejszych etapów w dziejach metropolii nad Odrą była powódź z 1997 r. Po raz pierwszy w powojennej historii miasta jego ludność stawiła się ochotniczo do obrony przed żywiołem, dzięki swej ofiarności uratowała przez zniszczeniem czy zalaniem główne zabytki, niedawno odnowione wysokim kosztem. Socjologowie są dzisiaj zgodni. Wydarzenie to w sposób znaczący przyczyniło się do wzrostu poczucia bycia mieszkańcem Wrocławia. Już nie tylko samorząd miejski jest kreatorem różnych działań. Od lat to sami obywatele zgłaszają różne inicjatywy i realizują projekty, których efekty istnieją do dzisiaj. Bardzo intensywnie i na wielu polach rozwija się współpraca z partnerami niemieckimi. Wymienienie tylko najważniejszych pomysłów i inicjatyw przekroczyłoby ramy tego tekstu. Wymienię przykładowo jeden z ostatnich, który realizowany jest właśnie na obszarze pamięci zbiorowej. Przed kilkoma tygodniami wystartował projekt opracowania multimedialnej mapy Wrocławia w 1989 r. Do jego realizacji zgłosiło się wiele instytucji. Także mieszkańcy mogą nanosić na mapę swoje wspomnienia związane z konkretnym miejscem, dodawać zdjęcia i inne materiały. Wkrótce ma się ukazać też wykaz miejsc pamięci związanych z tą datą w tradycyjnej, papierowej wersji.

Te wszystkie działania zapoczątkowane przez nowe władzy dzięki sprzyjającym warunkom politycznym i gospodarczym po 1989 r. przy wielkim wsparciu mieszkańców Wrocławia w szybkim tempie pozwoliły na przywróceniu do pamięci różnych okresów w dziejach miasta. Wręcz modne stało się odkrywanie kolejnych jego tajemnic, wydobywanie na światło zapomnianych faktów, osiągnięć i ludzi. Breslau stał się nawet elementem kultury masowej dzisiejszego Wrocławia, czego przykładem jest stworzona przez Marka Krajewskiego  postać przedwojennego policjanta, bohatera popularnej serii kryminałów, nazwiskiem Mock. Należy się zgodzić ze znawczynią dziejów miasta, prof. Teresą Kulak, która napisała: „W polskiej nauce historycznej nie uznaje się ciągłości Breslau i Wrocławia, natomiast w pamięci kulturowej dzisiejszych wrocławian ważna jest świadomość ich wspólnego dziedzictwa, wobec którego odnoszą się ze szczególnym pietyzmem“. Są z niego dumni i w pewien sposób uznają je za własne. Tzw. niemiecka przeszłość nie jest już problemem, nie wywołuje obaw i nie grozi podsycaniem poczucia tymczasowości. Współczesnych wrocławian stać już na dystans i trzeźwe spojrzenie na wydarzenia czasu przejmowania miasta po wojnie.  

W nieco innej sytuacji znalazły się władze i mieszkańcy Drezna. Nie stali oni przed tymi dylematami, co ich polscy sąsiedzi, nie musieli rozstrzygać, jaki kształt ma przyjąć teraz narracja o historii miasta i na ile ma uwzględniać rozdziały o „obcych” czy „byłych” mieszkańcach i ich dorobku. Jednak część pamięci, dotąd otwarcie wypieranej czy manipulowanej, zaczęła coraz bardziej ciążyć nad współczesnością. Do tego dochodziły jeszcze problemy z transformacją ustrojową i wzrost tendencji nacjonalistycznych w niektórych grupach.  Nie chcę wchodzić szczegółowo w te sprawy, są one stosunkowo dobrze znane. Warto jednak podkreślić, że od kilku lat trwają intensywne prace nad przygotowaniem strategii miasta w zakresie polityki historycznej. Drezno nie chce, przynajmniej takie mam wrażenie, być jedynie postrzegane przez pryzmat bombardowań 1945 r., choć wydarzenie to poprzez swój rozmiar i skutki pozostanie nadal ważnym punktem w kalendarzu. Pamięć miasta zaczęto jednak rozszerzać o nowe elementy. W ubiegłym roku po raz pierwszy zorganizowano marsz śladami powstańców 17 czerwca 1953 r., w tym roku będą obchodzone uroczyście wydarzenia 1989 r. Wydaje się, że poszerzenie zakresu tematycznego obchodów może nadać im charakter bardziej uniwersalny, a tym samym przyczynić się do większego uwrażliwienia obywateli miasta na jego przeszłość, zarówno tą odległą, nieraz trudną i bolesną, ale też i najnowszą.

Wrocław i Drezno, miasta partnerskie, boleśnie odczuły meandry i zwroty XX w. Pod koniec tego tragicznego stulecia otrzymały jednak wielką szansę pokojowego i wieloaspektowego rozwoju. Wraz z odzyskaniem niezależności jako ważne metropolie odzyskują też lub na nowo tworzą swoją pamięć. Żywo w tym uczestniczą władze miasta, ale także różne organizacje pozarządowe, jak i sami obywatele. W przyszłości można byłoby sobie życzyć, by na tym polu zaistniała większa wymiana doświadczeń między obu miastami. „Wanderungen bei Freuden” nie są obecnie tylko tytułem propagandowym, jak było to w 1974 r. Jest to wielkie osiągnięcie ćwierćwiecza odzyskanej przez nas wolności i dekady obecności Polski w UE, o czym warto zawsze, niezależnie od trudności i problemów codzienności, pamiętać.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj