Pamiątkowa tablica dla Herberta Czai?

Z pewnym opóźnieniem dowiedziałem się o sporze, jaki pojawił się w związku z projektem odsłonięcia na budynku szkoły w Skoczowie tablicy upamiętniającej Herberta Czaję, wieloletniego posła do Bundestagu i przewodniczącego Związku Wypędzonych (1970-1994). W prasie zamieszczono artykuł pod znamiennym tytułem „Matthias Stickler, Die zwei Leben des Dr. Herbert Czaja (1914–1997) – Grundzüge eines Lebensbilds, w:  Jenseits von Aufrechnung und Verdrängung Neue Forschungen zu Flucht, Vertreibung und Vertriebenenintegration, hrsg. von Matthias Stickler, Stuttgart 2014, s. 45-64“ Dzisiaj rano trafiłem na odpowiedź Matthias Stickler, Die zwei Leben des Dr. Herbert Czaja (1914–1997) – Grundzüge eines Lebensbilds, w:  Jenseits von Aufrechnung und Verdrängung Neue Forschungen zu Flucht, Vertreibung und Vertriebenenintegration, hrsg. von Matthias Stickler, Stuttgart 2014, s. 45-64. Przypomniałem sobie Matthias Stickler, Die zwei Leben des Dr. Herbert Czaja (1914–1997) – Grundzüge eines Lebensbilds, w:  Jenseits von Aufrechnung und Verdrängung Neue Forschungen zu Flucht, Vertreibung und Vertriebenenintegration, hrsg. von Matthias Stickler, Stuttgart 2014, s. 45-64. Wydaje mi się, że nie stracił on na aktualności. Pozwalam sobie więc go zamieścić i wyrazić nadzieję, że dyskusja o zasługach Czai powinna być prowadzona z wyłączeniem emocji, uprzedzeń, a przede wszystkim rzeczowo.

W komunistycznej Polsce wokół dwóch polityków zachodnioniemieckich Herberta Czai i Herberta Hupki, reprezentujących Niemców wysiedlonych po 1945 r. z Polski, narosło wiele mitów, półprawd lub wręcz pomówień. Także i dzisiaj, już w zmienionej sytuacji politycznej w Polsce, RFN, całej Europie, traktowani są oni z dużą rezerwą co najmniej przez część społeczeństwa polskiego, zwłaszcza starszego pokolenia. Stanowisko komunistów wobec tych polityków oddają trafnie nagłówki prasy z ostatnich 40-50 lat: „Volksdeutsch z Krakowa ministrem do spraw przesiedleńców?” („Kurier Polski” z 11 II 1964), „Gdy 100 Hupków grozi” („Kurier Polski” z 6 X 1965 r.), „Odwetowy bełkot dr Czai” („Trybuna Ludu” z 1 IV 1969), „Zaciekły wróg Polski Herbert Czaja nowym szefem rewizjonistów” („Express Wieczorny” z 17 III 1970), „Sprawa odwetowca Hupki” („Trybuna Ludu” z 2 III 1972), „Prowokacyjne interpelacje odwetowców – Czai i Hupki” („Życie Warszawy” z 15 III 1977).

Polscy dziennikarze prześcigali się w wymyślaniu dosadnych określeń, które miały odpowiednio charakteryzować obie postacie i wywoływać niechętną wobec nich postawę. Niejednokrotnie wykorzystywali w swej pracy informacje zapożyczone z równie „obiektywnej” prasy enerdowskiej, zwłaszcza „Neues Deutschland”. Oprócz powojennej działalności wśród ziomków, drugim mocno podejrzanym okresem w biografiach obu polityków miały być lata wojny. Poniżej pozwolę sobie zacytować dwa obszerne fragmenty z prasy. W artykule „Kim jest – i kim był Herbert Czaja” dziennikarz „Trybuny Ludu” napisał:

Niedługo później [w 1939 r. – przyp. K. R.] Czaja w tajemniczych okolicznościach znika z Krakowa, aby ponownie zjawić się w tym mieście po agresji III Rzeszy na Polskę [to zdanie podkreślono wytłuszczoną czcionką – przyp. K. R.] Powrócił on z hitlerowską ‘Einsatzgruppe’, która dysponowała listami proskrypcyjnymi polskiej inteligencji skazanej przez okupanta na zagładę. Od chwili powrotu do okupowanego przez hitlerowców Krakowa rozpoczął się nowy etap działalności Czai. 26 października 1939 r. zostaje on powołany na starszego asystenta w katedrze filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nieco później podejmuje pracę w ‘urzędzie powiernika Uniwersytetu Krakowskiego’. Umożliwia mu to działanie na rzecz zlikwidowania tej uczelni. Dwa tygodnie po objęciu przez Czaję tej funkcji władze hitlerowskie dokonały zbrodniczego i bezprzykładnego w dziejach nauki światowej, podstępnego uwięzienia 183 naukowców wyższych uczelni Krakowa, a w szczególności profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, których Czaja doskonale znał i słuchał wykładów w Collegium Novum w latach 1933-1937. Aresztowanych deportowano do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Wielu z nich wskutek nieludzkich warunków zginęło [także i tu podkreślenie wytłuszczonym drukiem]. Następny okres działalności Herberta Czai – kontynuował dziennikarz – w okupowanym Krakowie ściśle wiąże się z niszczycielskimi poczynaniami hitlerowców wobec kultury polskiej. Czaja m.in. ‘zabezpieczał’ zbiory zakładów romanistyki i muzykologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. […] Na początku 1940 r. Czaja oddelegowany został do ‘wydziału nauki i oświaty’ Generalnej Guberni, któremu podporządkowany był ‘urząd powiernika d/s Uniwersytetu Krakowskiego’. Pod koniec marca 1942 r. Czaja został awansowany na wniosek szefa ‘dystryktu krakowskiego; w 1943 r. został zmobilizowany do Wehrmachtu (zob. „Trybuna Ludu” z 12 III 1975 r.).

Wojenną przeszłość Herberta Czai wykorzystano w karykaturze, którą opublikowano po jego wyborze w 1970 r. na przewodniczącego Związku Wypędzonych. Ukazuje ona maszerującego krokiem wojskowym Czaję z flagą nazistowską. Komentarz głosił: „Nowym szefem odwetowej organizacji tzw. ‘związku wypędzonych’ w NRF został Herbert Czaja, były agent hitlerowskiej V kolumny, a w czasie okupacji współpracownik generalnego gubernatora Franka” (zob. „Trybuna Ludu” z 6 IV 1970). Taki ton informacji prasowych nie mógł pozostać bez wpływu na stanowisko Polaków, wśród których antyniemieckość choćby z uwagi na przeżycia wojenne nie była wtedy rzadkością. Zarzut nigdy nie udowodnionego współudziału w aresztowaniu profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz wyolbrzymianie roli Czai w aparacie okupacyjnym musiały dyskredytować go w oczach Polaków i wywoływać negatywne uczucia. Temu celowi nie służył fakt odmowy Czai wstąpienia do NSDAP, odsunięcie od nauki i przeniesienie do pracy w szkole niemieckiej w Zakopanem (tym w istocie była praca w wydziale nauki i oświaty GG), więc tych faktów nie podawano. Podobnym oczerniającym zabiegom poddano wojenny życiorys Herberta Hupki, „bossa przesiedleńców ze Śląska” („Trybuna Ludu” z 2 III 1972). W artykule w „Życiu Warszawy” pt. Czego chce Herr Hupka? Adam W. Wysocki pisał:

Zadziwia, a może jednak nie zadziwia, dla przykładu, szalona dyskrecja na temat tego, co robił młody Herr Hupka, gdy mieszkał jeszcze i działał na Śląsku. Czy dzisiejszy przywódca tzw. wypędzonych […] naprawdę zapomniał już zupełnie o innym, nie tylko z nazwy podobnym skrócie, jak BDO? Przypomnijmy więc, że chodzi o osławiony Bund Deutscher Osten, sterowaną przez wywiad hitlerowski, nacjonalistyczną organizację, zmierzającą do przymusowej germanizacji całego – tak do dzisiaj przez Hupkę znienawidzonego, słowiańskiego Wschodu. Czyżby Hupka jednak wstydził się swego politycznego rodowodu i swych powiązań z Bund Deutscher Osten? Dlaczegóż to Herr Fritsche, pisząc o wojennych dziejach Hupki pomija całkowitym milczeniem lata 1939-44 i ogranicza jego ‘Kriegsdienstverpflichtungen’ do Cieszyna i Karwiny? Czyżby nieznana mu była nazwa firmy ‘Riesner und Soehne-tiefbau’, prowadząca – określmy do delikatnie – różne roboty w takich miejscowościach, jak Kędzierzyn, Blachownia, Tarnowskie Góry, czy Trzyniec? Może jednak Hupka nie był dyrektorem tej firmy [„Życie Warszawy”, 15 III 1977].

Polscy autorzy pomijali trudności Hupki wynikające z żydowskiego pochodzenia jego dziadków ze strony matki. Także aresztowanie i osadzenie w obozie w Teresinie jego matki nie spotkało się z zainteresowaniem dziennikarzy, gdyż nie pasowało do tworzonego obrazu aktywnego nazisty. Nie mówiąc już o fakcie przebywania samego Hupki w latach 1942-1944 w wojskowym areszcie a potem więzieniu w Torgau, dyscyplinarnym zwolnieniu z armii (wszystko z powodu bycia „mieszańcem żydowskim pierwszego stopnia”). Wspomniana w artykule praca w niemieckiej firmie była uzyskaną z trudem posadą zwykłego statystyka w biurze przedsiębiorstwa.

Niewątpliwie gdyby nie działalność w ruchu wypędzonych ani Czaja, ani Hupka nie spotkaliby się aż z takim zainteresowaniem w PRL. Przywoływanie prawdziwych i zmyślonych faktów z biografii wojennej było tylko pochodną reakcji polskich władz na aktywność środowiska wysiedlonych w RFN. Chciano pokazać, że nieprzychylne Polsce i powojennym zmianom granicznym wypowiedzi i działania obu polityków nie wynikały np. z poczucia krzywdy z powodu wysiedlenia, ale były kolejną odsłoną antypolskich działań. Podnoszone przez obu polityków prawo wysiedlonych do „małej ojczyzny” Polacy wiązali z rewizjonizmem, odwetem oraz „odwiecznym” imperializmem niemieckim. Zmiana barw partyjnych przez Hupkę w związku z odrzuceniem przez niego ratyfikacji układu o normalizacji między Polską a RFN z 1970 r. była okazją nie tylko do krytyki jego osoby, lecz także podkreślenia zagrożeń wewnątrz RFN dla nowej polityki wschodniej kanclerza Brandta.

Do dzieła tego włączono w Polsce nie tylko propagandę, ale i takie instytucje rządowe jak Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Wydała ona (tylko do użytku wewnętrznego) opracowanie, którego celem było pokazanie nazistowskiej przeszłości przywódców ziomkostw. Z osób nas tu interesujących przedstawiono tylko Czaję w sposób niemal identyczny jak w przytoczonym artykule prasowym. Nie podano dowodów na udział w akcji aresztowania profesorów Jagiellonki, z rzekomego awansu pozostała podwyżka uposażenia. Nie skomentowano w żaden sposób przeniesienia z uniwersytetu do zwykłej szkoły. Można mniemać, że nawet przy tak swobodnym interpretowaniu faktów, nie można było znaleźć nic obciążającego Hupkę, wprawdzie żołnierza Wehrmachtu, ale i więźnia skazanego za ukrywanie żydowskiego pochodzenia (zob. publikację R. Fuksa…).

Oczywiście, wszystkie uwagi o braku rzetelności w polskiej propagandzie nie mogą przesłonić faktu, że działalność i Czai i Hupki, nie tylko w latach 50. czy 60., ale i później trudno uznać za skierowaną ku przeszłości czy otwartą na porozumienie. Trzeba także przyznać, że milczenie obu polityków na temat tak ważny w zachodnich Niemczech jak wina za nazizm, pozwalało ich łatwo atakować.

W działalności publicznej prowadzonej przez Czaję i Hupkę po zakończeniu wojny można wyróżnić dwa etapy. Pierwszy z nich obejmował okres od połowy lat 40. do drugiej połowy lat 60. Hupka znalazł się w zachodnich Niemczech już w 1945 r. Czaja z obozu jenieckiego wrócił do Skoczowa. Na zachód wyjechał w 1946 r. z transportem wysiedlonych, pozostawiając w Skoczowie starych rodziców (matkę więziono z powodu przedwojennej działalności w organizacjach mniejszości niemieckiej). Szybko podjęli działalność w środowiskach wysiedlonych. Hupka jest członkiem-założycielem, jednego z najbardziej znaczących ziomkostw, śląskiego. Współtworzyli również Związek Wypędzonych, skupiający ziomkostwa regionalne. Czaja już w 1953 r. zdobywa mandat z ramienia CDU do Bundestagu. Hupka jako członek SPD trafia tam w 1969 r. Jest już wtedy przewodniczącym ziomkostwa śląskiego.

Z pewnością obaj mają niemałe zasługi w procesie integracji milionów wysiedleńców ze społeczeństwem zachodnioniemieckim, co było wielkim wyzwaniem w polityce wewnętrznej RFN tego okresu. Toteż niejednokrotnie działacze wpędzonych otrzymywali poparcie władz najwyższych RFN. Głoszone przez wysiedlonych hasła pokojowej rewizji granicy na Odrze i Nysie i prawie Niemców do stron ojczystych nie budziły większych kontrowersji i były – w ogólnej atmosferze zimnowojennej – niejednokrotnie milcząco aprobowane przez władze RFN. Ta sytuacja zmienia się w drugim okresie, począwszy od końca lat 60., kiedy krystalizuje się „nowa polityka wschodnia” Willy Brandta. Polityka zbliżenia ze Wschodem, nawet komunistycznym, nie spotyka się z poparciem Czai, wtedy już przewodniczącego Związku Wypędzonych (1970-1994) i Hupki. Obaj politycy nie szczędzą sił i okazji, by władzom RFN przypominać decyzje uchwał poczdamskich w interpretacji obowiązującej w RFN oraz niezmienność praw wysiedlonych Niemców do stron ojczystych.

Z biegiem czasu ich postawa staje się na scenie politycznej Niemiec anachronizmem. Widoczne to jest w przypadku krytyki prac Wspólnej Komisji Podręcznikowej stworzonej przez PRL i RFN, która zapoczątkowała rewizję podręczników obu krajów pod kątem ukazania spraw polskich i niemieckich. Uzyskany wówczas kompromis posłużył Hupce do przeprowadzenia frontalnego ataku nie tylko na instytut Badań Podręcznikowych w Brunszwiku, który koordynował pracami komisji ze strony niemieckiej, lecz także na uczestniczących w jej pracach historyków niemieckich. W latach 80. można było dostrzec wyraźne zmęczenie związkami wypędzonych w polityce niemieckiej, i ogólnie w społeczeństwie zachodnioniemieckim. Coraz częściej dało się usłyszeć głosy domagające się zmniejszenia dotacji na ich działalność. W tym okresie można było zauważyć pewną dysproporcję, która pojawia się w Polsce i współcześnie. Cytowanie i komentowanie takich wystąpień jest u nas bowiem odwrotnie proporcjonalne do wagi przywiązywanej do nich w samych Niemczech. Można nawet mówić o pewnych paradoksach. W Polsce lepiej znano Czaję czy Hupkę niż w samej RFN.

Przełom 1989 r. zmienił nieco nastawienie obu polityków wobec Polski. Rzeczą niebagatelną był zapewne fakt, że duży udział we wszelkich zmianach miała CDU i kanclerz Helmut Kohl. Podpisanie układu granicznego w 1990 r. ostatecznie zakończyło trwający wiele dziesiątków lat spór o ostateczny kształt granicy na Odrze i Nysie. Układ o dobrym sąsiedztwie stworzył ramy dla partnerskich stosunków z naszym sąsiadem na Zachodzie. Od tego czasu można było zauważyć wyraźny wzrost kontaktów między Polakami a wysiedlonymi, które zresztą istniały już od początku lat 70. (tzw. turystyka sentymentalna). I choć jeszcze w 1985 r. wysiedleni wiecować zamierzali pod hasłem „Śląsk pozostanie nasz”, w końcu jednak musieli złagodzić ton.

Część środowiska oprotestowała traktaty polsko-niemieckie z lat 1990/1991, ale większość rozumiała już wtedy, że zmiany granic nie będzie. Polska natomiast może przystąpić do Unii Europejskiej i z tej perspektywy poczęto wysnuwać pewne nadzieje, jeśli nie na narzucenie Polsce warunków członkostwa w interesie wypędzonych, to przynajmniej zyskania nowych możliwości obecności na dawnych terenach niemieckiego osadnictwa. Widomym znakiem zmian stał się także fakt, że Czaja, Hupka, czy inni wysiedleńcy nie tylko byli bohaterami artykułów w polskiej prasie, ale – i jak Hupka – sami zaczęli udzielać jej wywiadów. Zyskali więc możność samodzielnego przedstawienia swych biografii, poglądów i propozycji politycznych. Dość częstym gościem w Polsce stał się Herbert Hupka. Walnie przyczynił się do zbudowania w Raciborzu oczyszczalni ścieków. Pomimo licznych protestów w mieście, otrzymał on za to honorowe odznaczenie „Zasłużony dla Raciborza”. Do rodzinnego Skoczowa przyjechał także Herbert Czaja krótko przed śmiercią w 1997 r.

Obie postacie nie są już etatowymi czarnymi charakterami stosunków polsko-niemieckich po 1945 r., ale dalej budzić mogą zainteresowanie w Polsce. Jakie były ich koleje losu, jakie doświadczenia ukształtowały ich późniejszą postawę, jaką drogę przebyli od odrzucania do nawiązania kontaktów z Polakami? Odpowiedzi na te pytania to także element europejskich biografii trudnego i tragicznego XX stulecia.

Zob.

Matthias Stickler, Die zwei Leben des Dr. Herbert Czaja (1914–1997) – Grundzüge eines Lebensbilds, w:  Jenseits von Aufrechnung und Verdrängung Neue Forschungen zu Flucht, Vertreibung und Vertriebenenintegration, hrsg. von Matthias Stickler, Stuttgart 2014, s. 45-64.

Matthias Stickler, Die zwei Leben des Dr. Herbert Czaja (1914–1997) – Grundzüge eines Lebensbilds, w:  Jenseits von Aufrechnung und Verdrängung Neue Forschungen zu Flucht, Vertreibung und Vertriebenenintegration, hrsg. von Matthias Stickler, Stuttgart 2014, s. 45-64.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Czuję się wywołany do tablicy, dlatego pozwolę sobie na parę słów uzupełnienia.

    Ma Pan absolutną rację, że w okresie PRL obraz organizacji zrzeszających wypędzonych Niemców był konstruowany na potrzeby ówczesnej władzy komunistycznej, która ze wszystkich sił podkreślała ich rewizjonistyczną działalność, zagrażającą integralności terytorialnej PRL. Ma to swoje odbicie nie tylko w ówczesnej publicystyce, ale także historiografii, w której Jerzy Kołacki naliczył ok. 350 publikacji (monografii, artykułów, haseł słownikowych itp.), z których większość została napisana w pierwszych trzech dekadach po II wojnie światowej. Większość jest zlepkiem wybranych faktów dobranych pod konkretną tezę polityczną, którą można zamknąć w stwierdzeniu: „wypędzeni Niemcy są źli i należy się ich bać”.

    Napisał Pan, że niejednokrotnie działacze organizacji wypędzonych otrzymywali poparcie najwyższych władz RFN. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że to poparcie wzrastało zawsze przed wyborami do Landtagów i Bundestagu. Jeszcze w trakcie kampanii wyborczej do niemieckiego parlamentu w 1964 roku SPD używało plakatów wyborczych, przedstawiających kontury mapy Niemiec zjednoczonych w granicach z 1937 roku. Nie inaczej wyglądał również plakat wyborczy CDU. Praktycznie na każdym spotkaniu wypędzonych do 1968 roku, czołowi politycy z prawej i lewej strony sceny politycznej zapewniali o poparciu i walce ich partii (lub rządu) o osiągnięcie celu, jaki stawiały przed sobą organizacje wypędzonych: ponownego zjednoczenia Niemiec w granicach z 1937 roku. Nie należy się temu dziwić. Na szali leżało 2,3 miliona głosów wyborczych. Tyle bowiem osób było w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych zrzeszonych w Związku Wypędzonych. Nie do końca zgodziłbym się więc ze stwierdzeniem, że ich działalność natrafiała na milczącą aprobatę władz RFN. Chociażby dlatego, że to właśnie na początku lat sześćdziesiątych rząd federalny zaczął wypłacać dotacje na działalność organizacji wypędzonych, które pozwoliły im wyjść z długów i uzyskać płynność finansową.

    Wspomniał Pan o zjeździe Ślązaków w Hanowerze w 1985 roku. Ten zjazd jest na swój sposób wyjątkowy, gdyż został zorganizowany w 40 rocznicę przesiedleń i jego pełna nazwa miała brzmieć: „40 lat wypędzeń – Śląsk pozostanie nasz”. Jego wyjątkowość polega również na tym, że pierwszy raz w historii motto spotkania Ślązaków było tak szeroko dyskutowane w prasie niemieckiej. Pisały o nim między innymi „Die Zeit” i „Der Spiegel” oraz dolnosaksońska prasa. Wszystko za sprawą kancelarii kanclerza Kohla, która nie zgodziła się aby kanclerz zabierał głos na imprezie organizowanej pod takim hasłem. Herbert Hupka stawał wówczas na głowie, aby przekonać kancelarię kanclerza, że hasło jest zgodne z prawdą, gdyż z punktu widzenia prawa międzynarodowego Śląsk nadal jest tylko pod polską administracją. Ostatecznie organizatorzy zmienili hasło, co jednak nie podobało się Hupce i wielu Ślązakom…

    Hupka i Czaja byli również zaciekłymi przeciwnikami „Traktatu o dobrym sąsiedztwie”, ale mało kto pamięta, że to właśnie Herbert Hupka był pierwszą osobą z kręgu wypędzonych, która ów traktat zaakceptowała. Co więcej, po 1992 roku bardzo mocno zaangażował się on w działalność społeczno-kulturową w swoim rodzinnym Raciborzu. Jednakże to nie pomoc w zdobyciu środków na budowę oczyszczalni ścieków przesądziła o nadaniu mu odznaczenia „Zasłużonego dla Raciborza”, ale pomoc w organizacji środków na odbudowę miasta po powodzi z 1997 roku. To zaważyło na tym, że rada miasta przegłosowała decyzję o wyróżnieniu jego osoby w ten sposób. Ponoć do dziś ta decyzja dzieli mieszkańców Raciborza…

    Nie ulega wątpliwości, że mimo kontrowersji to właśnie wypędzeni byli najliczniejszą grupą w Niemczech, która była zainteresowana przyjazdem do Polski zarówno przed, jak i po 1989 roku. Często to właśnie wypędzeni byli pierwszymi Niemcami, z którymi Polacy z Dolnego Śląska, Pomorza i Mazur nawiązali znajomość. Moim zdaniem to właśnie wówczas, kiedy jedni i drudzy mogli się poznać i wymienić się własnymi doświadczeniami dochodziło do małych gestów pojednania między dwoma narodami.

Skomentuj