Na cztery spusty

W drodze do Książa chcieliśmy wczoraj zrobić krótki postój w Kraskowie. Przed laty byłem tam na konferencji i przy tej okazji skosztowałem tamtejszej świetnej kuchni. Niestety, brama wjazdowa była zamknięta na cztery spusty. Chwasty zarastały podjazd. Od dwóch lat – według informacji zamieszczonych w sieci – pałac jest nieczynny, a jego wyposażenie ostatnio sprzedawano na aukcji. Jakie będą dalsze losy tego barokowego pałacu?


Śląsk obfitował niegdyś w zamki, pałace i dwory. Wiele z nich uległo zniszczeniu podczas wojny. Niemało zdewastowano lub kompletnie zrujnowano w okresie PRL. O ich losie można było przeczytać w ciekawej publikacji Romualda M. Łuczyńskiego, znawcy śląskiej szlachty i jej siedzib. Po 1989 roku – w zmienionych warunkach – podjęto starania, by odbudować część z nich, dać im „drugie życie“. W wielu przypadkach się to udało i obiekty te stanowią teraz wielka atrakcję nie tylko dla turystów.

Jednym z pierwszych projektów tego typu była odbudowa pałacu w Kraskowie. Pamiętam zdjęcia wykonane przed rozpoczęciem prac. Pośrodku budynku rosło wielkie drzewo, którego konary wydostały się przez dziurawy dach. Po 1992 roku nastały lepsze czasy. Znalazł się nowy właściciel z odpowiednim pomysłem i możliwościami, wkrótce oddano do użytku hotel. W drugiej połowie lat 90. zaczęła działać Fundacja.

Z Kraskowem wiążą mnie miłe wspomnienia. Podawano tu świetnie przyrządzone potrawy, obsługa działała bez zarzutu, a zadbany ogród stanowił piękne otoczenie i zachęcał do przeniesienia do niego dyskusji. Dobre wino i kawa godne były najlepszych restauracji. Wtedy kuchnia ta i cały przybytek przy powszechnej jeszcze szarzyźnie i zaniedbaniu były czymś wyjątkowym, nie ustępowały znanym mi obiektom tego typu w Niemczech.

Kilka lat później odwiedziłem Krasków ponownie. Miałem okazję poznać początki winnicy (na Śląsku można spotkać coraz więcej takich miejsc). Zastanawiałem się, kiedy będę mógł skosztować tutejszego wina. Gdy więc z przyjaciółmi zastanawialiśmy się, gdzie zaplanować przystanki w naszej niedzielnej przejażdżce po Dolnym Śląsku, zaproponowałem Krasków. Zachwalałem go tak przekonująco, że wszyscy uczestnicy wyjazdu wiele sobie obiecywali po tej wizycie. Tym większe było nasze rozczarowanie, gdy pocałowaliśmy wczoraj przysłowiową klamkę. Małym pocieszeniem był fakt, że nie tylko my przyjechaliśmy tu nadaremno.

Tym razem informacja w internecie zawiodła. Strona pałacu sprawiała wrażenie czynnej, a liczne szyldy przy autostradzie i drodze lokalnej sugerowały, że pałac nadal chętnie wita gości. Barokową rezydencję i ogród zaprojektowany niegdyś przez słynnego Linneusza można podziwiać jedynie z dala przez bramę lub niewysoki mur. Widać już pierwsze oznaki opuszczenia. Gdzieniegdzie na pałacowych oficynach odpada tynk, aleję porastają chwasty, nikt nie dba o róże, a ozdobne ogrodzenie zaczyna rdzewieć. Oby wkrótce znalazł się nowy właściciel, bo widok ponownie niszczejącego pałacu, tak pieczołowicie przed laty odnowionego, jest po prostu przygnębiający.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...