„Moje czasy“. Prof. Lech Trzeciakowski (1931-2017)

Kilka dni temu wydawca naszej kolejnej książki, Peter Fischer z Fibre Verlag poinformował, że wszystkie znaki zapytania w artykule Prof. Trzeciakowskiego zostały wyjaśnione. Pozostały już tylko ostatnie drobiazgi do uzupełnienia i tekst będzie gotów do druku. Niestety, nie będę mógł już z moim kolegą i współredaktorem, prof. Markiem Zyburą, wręczyć gotowego tomu Prof. Trzeciakowskiemu. Wczoraj odszedł od nas ten wybitny polski historyk, znawca dziejów Niemiec, Wielkopolski i stosunków polsko-niemieckich XIX i XIX wieku. Należał do pokolenia znakomitych historyków, którzy wywierali wpływ na naszą dyscyplinę przez kilka dekad. Miał gromną wiedzę, potrafił się nią z łatwością dzielić i inspirować. Był człowiekiem wymagającym wobec siebie, wręcz perfekcyjnym. Kierował się jasnymi zasadami. W czasach, gdy trzeba było „dać świadectwo“, nie bał się tego uczynić, potrafił być odważny.


Był recenzentem rozprawy doktorskiej Normana Daviesa o wojnie polsko-bolszewickiej oraz promotorem pracy magisterskiej Adama Michnika. W latach 60. i 70. XX w. podjęcie się tych zadań przez poznańskiego naukowca nie było zwykłą decyzją, traktowano ją jako akt polityczny. Norman Davies, brytyjski historyk, podjął się napisania rozprawy na temat, który był wtedy należał w Polsce do tabu. Po latach tak wspominał:

Mój odważny krakowski promotor prof. Henryk Batowski kazał mi jechać do Poznania, aby znaleźć odważnego recenzenta. I jestem do dziś wdzięczny, że młody wówczas docent, dr Lech Trzeciakowski, podjął to ryzykowne zadanie, mimo że (…) cud nad Wisłą jeszcze oficjalnie nie istniał.

Natomiast jednego z najbardziej znanych opozycjonistów w PRL, przyszłego redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej“ Profesor tak wspominał:

(…) w moim gabinecie pojawił się gentelman z prośbą o przeprowadzenie egzaminu z historii Polski XIX w. Nie zwróciłem uwagi na nazwisko, ale byłem nieco zdziwiony, dlaczego ten młody człowiek, mając indeks Uniwersytetu Warszawskiego, zdaje egzamin w Poznaniu. Na moje pytanie w tej kwestii usłyszałem odpowiedz: Bo ja jestem ten Michnik. Okazało się, że Adam Michnik po wyjściu z wiezienia, do którego został wtrącony za swą działalność opozycyjną, mógł kontynuować studia historyczne, ale poza Warszawą (…).

Recenzentem pracy został inny wybitny poznański historyk, prof. Jerzy Topolski, a po obronie z goździkiem i gratulacjami na świeżo upieczonego magistra czekał Stanisław Barańczak.

Te dwa przykłady pokazują charakter Profesora. W jego stosunku do innych istotne były praca, kompetencje oraz odwaga badacza.

Prof. Trzeciakowski urodził się w Poznaniu 24 grudnia 1931 roku w rodzinie kupieckiej o tradycjach patriotycznych (dziadek i ojciec walczyli w powstaniu wielkopolskim). Z domu wyniósł także wielkopolski kult pracy. II wojna światowa przyniosła rodzinie Trzeciakowskich dramatyczne zmiany. Pogorszyły się warunki życia, wielokrotnie ich przesiedlano. Młody Lech podjął naukę na tajnych kompletach. Już wtedy interesował się historią. Po II wojnie skończył znane Gimnazjum im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Po zdaniu matury w 1951 r. został studentem historii Uniwersytet Poznańskiego. Uczęszczał – co dzisiaj jest nie do pomyślenia – na trzy seminaria magisterskie, ze średniowiecza, prof. Gerarda Labudy, okresu nowożytnego prof. Stanisława Szczotki oraz wieku XIX prof. Witolda Jakóbczyka. To pod kierunkiem tego ostatniego napisał pracę magisterską na temat ruchu mieszczańskiego w Poznaniu pod zaborem pruskim.

W tym czasie zaczęły się precyzować Jego zainteresowania badawcze. Zajmował się dziejami Niemiec XIX wieku, dziejami Wielkopolski i Poznania. W późniejszych latach doszły jeszcze dzieje Polaków w Niemczech oraz problemy współżycia Polaków, Niemców i Żydów w zaborze pruskim. Po zdaniu egzaminu magisterskiego rozpoczął pracę w Instytucie Historii macierzystej uczelni. W 1959 roku obronił rozprawę doktorską napisaną pod kierunkiem prof. Jakóbczyka pt. „Polityka polskich klas posiadających w Wielkopolsce w erze Capriviego (1890-1894)“. Pięć lat później, przedłożył rozprawę habilitacyjną na temat walki o polskość miast prowicji poznańskiej na przełomie XIX i XX wieku.

W następnych latach uzyskiwał kolejne awanse, w 1971 został profesorem nadzwyczajnym, a 10 lat później zwyczajnym. Zaczęto powierzać mu różne funkcje. Na Uniwersytecie pełnił od lat 70. XX w. funkcję Kierownika Zakładu Historii Kultury, po 1978 r. kierownika Zakładu Historii Polski XIX-XX wieku. Pełnił też funkcję dyrektora Instytutu Zachodniego oraz kierownika Zakładu Badań nad Polonią Zagraniczną PAN. W 2001 roku przeszedł na emeryturę, był jednak nadal związany z Instytutem Historii, potem Wyższą Szkołą Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu.

Prof. Trzeciakowski utrzymywał liczne kontakty w kraju i zagranicą. Był profesorem wizytującym w USA, Kanadzie, Japonii, Niemczech. Zasiadał w wielu gremiach naukowych. Warto w tym miejscu wspomnieć Jego pracę we Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej. Jest promotorem licznej rzeszy magistrów i ponad 20 doktorów. Jego uczniowie – w większości profesorowie – kontynuują Jego prace.

Lista prac naukowych Porf. Trzeciakowskiego jest bardzo długa. Publikował w karaju i zagranicą. Na mojej półce stoją trzy pozycje Jego autorstwa, które uważam za ważne i niezbędne w pracy każdego niemcoznawcy. Pierwsza z nich to Polacy w historii i kulturze krajów Europy Zachodniej (był jej współpredaktorem). W tym słowniku biograficznym można znaleźć obszerne biogramy znanych Polaków działających w różnych okresach historycznych m.in. w Niemczech (113). Dalej jest publikacja o polskich posłach w Berlinie od połowy XIX wieku do 1928 roku. Zwieńczeniem studiów oraz artykułów jest imponująca biografia Ottona von Bismarcka, która ukazała się w wydawnictwie Ossolineum w 2009 roku. Każda z tych publikacji została napisana z wielką erudycją i pięknym językiem. Biografia Bismarcka może stanowić inspirujący wzór do podejmowania studiów biograficznych, które – w przypadku wielkich polityków niemieckich – nie są tak chętnie w Polsce inicjowane.

Jego wykłady cieszyły się wielkim powodzeniem. Potrafił o trudnych problemach mówić prosto i przekonująco. Chętnie podróżował. Kochał muzykę i malarstwo. Z jego domową biblioteką były związane pyszne opowieści (księgozbiór zaczął gromadzić od zakończenia II wojny światowej). Powstało o nim wiele anegdot. Miał wielkie poczucie humoru. Czasach tzw. niedoboru tak wspominał:

W pejzażu miasta znów pojawiły się kolejki. Wychodziłem z domu uzbrojony w anużkę, tak określano siatkę na zakupy od zwrotu a nuż coś rzucą, i jak myśliwy krążyłem po mieście, by stanąć w odpowiedniej kolejce i upolować pożądane dobra. Marzeniem było mieć dojście do kierowniczki sklepu mięsnego – udzielnej księżniczki. Niestety takowego nie miałem.

Brak żarówek w sklepie elektrycznym stał się okazją do takich rozważań:

Wtedy to pan kierownik spojrzał na mnie z wyższością i (…) oświadczył: To wprowadzono pana w mylny błąd. Na to dictum załamałem się. Gdybym był w zwykłym błędzie, to jakoś bym przeżył, ale być w mylnym błędzie, to było już ponad moje siły (…).

Prof. Lech Trzeciakowski zmarł wczoraj w Poznaniu w wieku 86 lat.

Cytaty pochodzą z

Paweł Cieliczko, Lech Trzeciakowski – Teatr Wielki, w: „Internetowy Poznański Przewodniki Literacki“, 31.07.2014.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj