Mens sana in corpore sano

M

Pretekstem do napisania tego tekstu był jeden z wpisów na twitterze kolegi z Poznania. Pytał, czy biegam przed pisaniem tekstów, czy po. Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Z mojego punktu widzenia nie jest ważne, czy przed czymś, czy po czymś, a raczej kiedy i jaki dystans. Na ile to jest możliwe staram się co dwa dni „wykroić“ godzinę, by się trochę poruszać, fizycznie zmęczyć. Zauważyłem, że jest to konieczne. Trzeba robić przerwy w statycznej na ogół egzystencji, pędzonej w zamkniętych pomieszczeniach, wyjść na świeże powietrze, siłownię lub basen.

2015-10-24_corpore (3 von 6)

Od niedawna biegam wieczorem. Dzień jest już wyraźnie krótszy i szybko robi się ciemno. W ciągu dnia niewiele się ruszam. Większość czasu spędzam przy biurku i komputerze. Do tego dochodzą jakieś telefony, spotkania, konferencje, jazda samochodem. Typowy żywot człowieka siedzącego naszych czasów. Kilka lat temu przyzwyczaiłem się jednak do w miarę regularnej aktywności fizycznej i po prostu po dniu w fotelu tęsknię za ruchem.

Skompletowałem sobie ubranie dostosowane do pory roku i pory wyjścia w teren. Zakładam kamizelkę odblaskową oraz lampkę na czoło. Jest bardzo praktyczna, bateria starcza na długo, a kąt padania światła można regulować.

2015-10-24_corpore (5 von 6)

Mam już swoje przetarte szlaki. W pobliskim lesie wytyczono jakiś czas temu ścieżkę dla biegaczy. Postawiono tablice z odległościami. Niestety, w lesie budowane są teraz nowe drogi wewnętrzne i trasa dla biegaczy częściowo została zniszczona. Trzeba kluczyć i omijać wykroty i wykopy. Mimo tych utrudnień bieganie wśród drzew daje dużą satysfakcję. Oświetlone poruszającym się źródłem światła wyglądają niesamowicie. Od czasu do czasu w ciemności świecią się jakieś oczka. Zakładam, że lisa…

2015-10-24_corpore (1 von 6)

Trasę biegu zapisuję z pomocą gps. Potem mogę ją sobie odtworzyć w komputerze. Przetestowałem różne programy, zanim wybrałem dla mnie najlepszy. Po zalogowaniu się i transporcie moich danych na ekranie komputera wyświetlają się różne informacje. Ktoś może powiedzieć, że to zbędny gadżet, zabawki niepotrzebne prawdziwemu biegaczowi (tylko on, zdarte podeszwy i pokonane kilometry…). Jednak dane te nie tylko mówią o długości trasy, prędkości, ale też można je zestawić z innymi wynikami.

2015-10-24_corpore (2 von 6)

Może to nic, jednak poprawa „parametrów“ motywuje mnie do kolejnego wysiłku. Moimi wynikami mogę dzielić się także z innymi za pomocą portali społecznościowych. Jakiś czas temu przeczytałem jeden z podręczników na temat korzystania z Twittera. Jego autor, Eryk Mistewicz, podawanie wyników w bieganiu uznał za czynność bardzo stymulującą. Jak widać, na mnie to działa. Czyżby zamiłowanie do współzawodnictwa?

2015-10-24_corpore (6 von 6)

Po uzupełnieniu płynów (natury różnej…), znów można usiąść do komputera czy rozlokować się w fotelu z książką. Robię to z jakimś większym przekonaniem. Dotleniony mózg wydaje się sprawniej pracować. Znana łacińska sentencja, umieszczona w tytule tego wpisu znajduje swe pierwszorzędne potwierdzenie. Marzenie? Może w przyszłym roku odważę się pobiec w półmaratonie. Kto wie? Tak więc, historycy nie tylko do piór!

2015-10-24_corpore (4 von 6)

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotografik, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Wstaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotografik, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt