Kaplica z noclegiem

Widok z naszego tarasu na jezioro i góry jest bajkowy. Miejscowi od widoczności gór określają, jak będzie pogoda. Gór po przeciwnej stronie jeziora nie mieliśmy okazji dotąd poznać i zatknąć na którejś z nich przysłowiowej flagi. Dzisiaj pogoda miała być dobra, odpowiednia na wędrówkę po górach. Andrea, nasz gospodarz i przewodnik po okolicy, zaproponował, by udać się na Monte Grigna Settentrionale (2410 m.n.p.m). Niestety, pogoda nie dopisała, spotkał nas w górach ulewny deszcz. Po stromej i wyczerpującej wspinaczce musieliśmy w ostatnim momencie niedaleko szczytu zawrócić. W drodze powrotnej, przemoczeni i zziębnięci, znaleźliśmy gościnę w kaplicy. Na jej tyłach jest małe pomieszczenie z kominkiem i suchym drewnem, dwiema ławkami. Przystań dla wyczerpanych turystów.

2015-08-14_szczyt (1 von 1)

W czasie wczorajszej kolacji ustaliliśmy program na następny dzień. Do tej wyprawy przygotowywaliśmy się już od dłuższego czasu. Po zdobyciu kilku szczytów po „naszej“ stronie jeziora, przymierzaliśmy się do tych na drugim brzegu. Szczyty te, skaliste i zdawałoby się niedostępne, robią ogromne wrażenie. Codziennie podziwiamy je z naszego tarasu. Nadszedł czas na zawarcie bliższej znajomości.

2015-08-14_krzyz (1 von 1)

Wyruszyliśmy o 8.00. Podróż autem wzdłuż jeziora z Menaggio do Cainallo zabrała nam ok. 1,5 godziny. Jak zawsze z podziwem obserwowałem umiejętności Andrei, dla którego te kręte, wspinające się ostro ku górze drogi nie były żadnym wyzwaniem. A nierzadko przejazd nimi zapiera wprost dech w piersiach, zwłaszcza kierowców nizinnych. Naszym celem była Grigna Settentrionale (2410 m.n.p.m). Ponieważ znajduje się w parku krajobrazowym, wcześniej trzeba uiścić opłatę pobytową. Nie zawsze się o tym pamięta, a po powrócie z wędrówki można być niemile zaskoczonym mandatem. Z biletem w ręku zaczęliśmy naszą wspinaczkę. Krajobraz różnił się od tego, który dotąd znaliśmy. Dominowały skały wapienne, tym też można tłumaczyć dużą ilość jaskiń w tych okolicach. Są one ulubionym miejscem eksploracji kolejnych ekip speleologów.

2015-08-14_kaplica (1 von 1)-2

Po drodze przechodziliśmy koło kaplicy. Pomieszczenie na jej tyłach przeznaczono dla turystów, których zaskoczyła pogoda lub inne przeszkody zatrzymały ich w górach, z dala od schroniska. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że za kilka godzin sami będziemy musieli skorzystać z chwili odpoczynku w tym wnętrzu. Droga do schroniska Bietti-Buzzi nie była zbyt trudna.

2015-08-14_wspinaczka (1 von 1)

Dopiero potem zaczęły się prawdziwe schody. Szlak na szczyt o wdźwięcznym mianie Via Gyzzi okazał się przysłowiową drogą przez mękę. W dodatku pogoda tym razem nam nie dopisała. Już wcześniej słyszeliśmy pomruki burzy, teraz zaczęło już grzmieć nad naszymi głowami na dobre. Rozpadało się. Zrezygnowaliśmy z przejścia ostatniego krótkiego odcinka. Dalsza wspinaczka nie miała sensu. Zrobiło się niebezpiecznie, a w końcu raczej z nas niedzielni alpiniści. Postanowiliśmy wrócić szlakiem wiodącym grzbietem pasma górskiego.

2015-08-14_powrót (1 von 1)

Po stosunkowo męczącym marszu, w strugach deszczu dotarliśmy do kaplicy. Szybko rozpaliliśmy ogień w kominku, wreszcie mogliśmy przebrać się i coś zjeść. Podobno takich miejsc jest w okolicy więcej. Andrea opowiedział nam historię sprzed wielu lat, kiedy to wraz z przyjaciółmi musiał nocować w tym miejscu. Był mroźny grudzień. Okazało się, że ławki przy kominku już zajęto. Młodym ludziom pozostało nieogrzewane pomieszczenie na strychu. Zawsze jednak to lepsze niż zagrzebanie sie w zaspie.

2015-08-14_kaplica (1 von 1)

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj