Historia na święta

Przed kilkoma dniami jeden z niemieckich przyjaciół zachęcił mnie do obejrzenia  filmu „Polnische Ostern” (Polska Wielkanoc). Nie znałem go, choć powstał już 2011 r. Jest dostępny na portalu stacji ZDF, ale tylko dla internautów w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Trochę mnie to zaskoczyło,  może ktoś z czytelników potrafi wytłumaczyć to ograniczenie. Okazało się jednak, że na Jakoba Ziemnickiego tych ograniczeń na szczęście już nie ma. Film wart jest obejrzenia. Powinien go znać każdy, kto interesuje się narodowymi uprzedzeniami, stereotypami i ich funkcjonowaniem we współczesnych relacjach polsko-niemieckich. „Polska Wielkanoc” dowodzi również, że o tematach takich można opowiadać ze spokojem, nawet jeśli niektóre sceny nas dziwią, a inne budzą wręcz zdecydowany sprzeciw. Duża w tym zasługa reżysera, polsko-niemieckiego zespołu aktorów i Foto: „Polnische Ostern“. Film. Źródło: internet..

Foto: „Polnische Ostern“. Film. Źródło: internet.

Fabuła filmu nie jest zbyt skomplikowana. Niemiecki piekarz z Rendsburga, Werner Grabosch (czy nazwisko o słowiańskim brzmieniu jest przypadkiem?) wychowuje samotnie wnuczkę, Matyldę (Graboscha zagrał znany aktor filmowy i teatralny, Henry Hübchen, a Matyldę, Parashiva Dragus). Zmarła mu żona, córka zginęła w wypadku, a dziecko jest sensem życia. Jego ojciec, mąż zmarłej córki, Polak o imieniu Tadeusz (Adrian Topol) ożenił się ponownie i mieszka w z nową rodziną w Częstochowie. 

Grabosch nie ma zbyt dobrego zdania o polskim zięciu, ale musi mu oddać dziecko. Rozpoczyna jednak od razu walkę o dziewczynkę.  Włącza niemiecki Jugendamt, odpowiednik polskiej opieki społecznej. Chce wykazać, że polska rodzina nie ma warunków na wychowanie wnuczki. W Polsce Grabosch jeszcze nie był, jego wyobrażenia są jednoznacznie negatywne. W podróż mercedesem (sic!) na  wschód zabrał najpotrzebniejsze rzeczy, w tym blokadę do kół i dużo gotówki. By zebrać potrzebne dowody, wszystko filmuje. Początkowo jego przypuszczenia potwierdzają się: Tadeusz z rodziną mieszka kątem u matki żony w bloku. Dom nie jest skończony, brakuje pieniędzy. Tadeusz nie ma stałej pracy, ima się różnych zajęć. Popada w tarapaty z polską mafią, nie ma z czego zwrócić pożyczonych pieniędzy. Żona, Agnieszka (Barbara Wysocka) bierze leki antydepresyjne.  

Foto: oficjalny plakat. Źródło: internet.

Po przyjeździe do Czestochowy ateista Grabosch zostaje w dodatku skonfrontowany z polską religijnością. Uczestniczy we wszystkich nabożeństwach Wielkiego Tygodnia. Zaprzyjaźnia się z Ireną, matką córki męża. Jest lekarką, studiowała medycynę w Berlinie Wschodnim, stąd świetnie mówi po niemiecku (bardzo dobra rola Grażyny Szapołowskiej). Z biegiem czasu Grabosch poznaje coraz lepiej polską rodziną, jej zwyczaje, mentalność. Zaczyna ją rozumieć. Zgadza się nawet przyjąć chrzest. Zakochuje się też w Irenie (mit pięknej Polski?). Przełomem jest śniadanie wielkanocne, kiedy przy stole wyznaje prawdziwy cel swego przyjazdu. Rozmowę przerywa wtargnięcie opieki społecznej. Widok katastrofalnych warunków mieszkaniowych rodziny Tadeusza powoduje, że dziecko zostaje zabrane  do domu dziecka.

Dziadek przekonuje się, że z jego intrygi niewiele zostało, niemiecki i polski urząd zadziałały zgodnie z przepisami, biurokratyczne procedury uruchomione przez Graboscha okazały się szkodliwe dla wszystkich, a najbardziej dla dziecka. Postanawia działać. Spłaca długi Tadeusza, pomaga w zakończeniu budowy domu. W zamian chce „kupić” od zięcia wnuczkę. Każda z tych scen przewrotnie przypomina o różnych polsko-niemieckich uprzedzeniach, czy stereotypach. Jest polska mafia, brak potwierdzeń za przekazane pieniądze. Za niemieckie euro można wybudować błyskawicznie dom. Tadeusz jest też polskim oszustem, zrywa umowę z Graboschem. Nie informuje nawet Matyldy o niej. Matylda opuszcza dom dziecka i zamieszkuje w pięknym pokoju w nowym domu. Zżywa się z polskimi rodzicami, co dziadek mimo początkowego rozgoryczenia musi zaakceptować. Przed nim jednak jeszcze długa droga do pełnego pogodzenia się, a doświadczenia, które na niego jeszcze czekają wystawiają chęć porzucenia antypolskich fobii na ciężką próbę…

Film kończy się happy endem. Inaczej przecież nie mogło być, prawda? Nie jest to jednak tylko miłe kino familijne. Wymaga nieco głębszej refleksji. Film jest świetnie zrobiony, aktorzy mogą wykazać się w pełni swym kunsztem. Nie ma tu szybkich zwrotów akcji, reżyser powoli prowadzi nas od sceny do sceny. Grając umiejętnie stereotypami i uprzedzeniami, reżyser pokazuje, jak trwale zadomowiły się w naszych głowach i jak trudno z nimi walczyć – i Niemcom, i Polakom (przykładem scena z ciastem domowym i polskim urzędnikiem). Być może spojrzenie z dystansu na własne wady, użycie (auto-)ironii i humoru są pewnym rozwiązaniem? Trochę żałuję, że film ten nie jest znany bliżej w Polsce (w necie nie znalazłem żadnej recenzji). Takich filmów, jak ten, potrzeba więcej. „Polska Wielkanoc” stanowi niezły przykład innego spojrzenia na współczesną Polskę i Niemcy, bez obrażania się, szukania drugiego dna i złych intencji. 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj