Emigrant

Chiaviari nie było w naszym planie. Przewodniki niewiele piszą na temat tego miasteczka, internet także nie zachęcał zbytnio do rezygnacji z szeroko zachwalanych atrakcji Riwiery Liguryjskiej. Przekonał nas jednak Marek Zybura, wrocławski germanista, który przypomniał, że przez kilka lat w początkach swej emigracji mieszkał tu Sławomir Mrożek. Przyznaję, że przed wyjazdem wprawdzie przejrzałem trochę literatury, jednak pobyt autora „Tanga“ jakoś mi umknął. Z samego rana wsiedliśmy więc do pociągu. Hasłem dnia okazała się (e-)migracja.

Podczas wyjazdów z dużą uwagą czytam wpisy do Wikipedii, korzystając z różnych wersji językowych. Hasła różnią się między sobą, oddając zapewne poziom zainteresowania daną tematyką w odmiennych krajach. Szukam też stron tematycznych i blogów podróżniczych, wyławiając ciekawostki i nieoczywiste szlaki. Tradycyjne przewodniki turystyczne są różnej jakości, czasem mają ambicje prezentacji bogactwa historyczno-kulturalnego danego regionu, czasem ograniczają się do shopping&cooking i wykazu punktów widokowych. Co bardziej znane miasta, w przypadku Włoch przede wszystkim Rzym, doczekały się polskich oryginalnych opracowań, nieraz całkiem ciekawych. Zwykle dokładnie prezentują one polskie ślady i ścieżki. Do tego dochodzi jeszcze literatura o podróżach z tak wybitnymi dziełami, jak opisy wojaży po Italii Iwaszkiewicza czy Herberta.

Inaczej jest w przypadku mniej znanych regionów czy miejscowości. Tu podstawą są obcojęzyczne opracowania. Informacji o naszych sprawach na ogół próżno tam szukać. Z pomocą przychodzą blogi dostępne w internecie. Jest ich coraz więcej. Można tam znaleźć wiele ciekawych informacji z zakresu organizacji wyjazdu, pobytu, wiele kolorowych zdjęć krajobrazów i… zawartości talerzy.

Po przejrzeniu kilku blogów (pominę ich adresy) na temat Riwiery Liguryjskiej, odniosłem wrażenie, że są one kierowane przede wszystkim do wczasowiczów spragnionego lazuru morza i doznań kulinarnych. Dominują informacje praktyczne i trochę zachwytów w dość standardowej formie. Kultura, historia, styl życia słabo są w nich obecne, podobnie jak wspomniane wyżej polskie akcenty.

To one, czyli chiavarskie lata Sławomira Mrożka, stanowiły główny powód wypadu do tej miejscowości. Zwiedzanie Chiavari warto rozpocząć jendak nie od poszukiwań adresu dramaturga, a od Santurario Nostra Signora delle Grazie. Ten położony nieco nad Chiavari niewielki kościół dzieli od centrum miasta półgodzinny marsz. We wnętrzu budowli, bardziej przypominającej niezgrabny dom niż świątynię, kryją się stosunkowo dobrze – zważywszy na morskie powietrze – zachowane freski z XVI wieku (w większości wykonane przez Teramo Piaggio z Zoagli, przedstawiciela szkoły genueńskiej). Pokrywają one wszystkie ściany. Niektóre z nich nie oparły się działaniu nasyconej solą wilgoci, ale te, które przetrwały, są urzekające.

Narodzenie i zmartwychwstanie zamieniły się w słabo czytelne, wypłowiałe plamy, ale podziwiać możemy kilka innych, pokłon trzech króli, ukrzyżowanie, opłakiwanie Jezusa, wreszcie sąd ostateczny z postaciami potwornych diabłów i przerażonych grzeszników. Najbardziej jednak zapadła mi w pamięć ucieczka do Egiptu. Matka z Dzieciątkiem, zawinięci w białą tkaninę chroniącą przed kurzem drogi, siedzą zmęczeni na osiołku, prowadzi go w niepewną przyszłość siwobrody Jozef. Dom mają już daleko za sobą. Co przed nimi? Wędrówka jest długa, można bez końca myśleć, co czeka na jej końcu.

Co zatem kryje się za horyzontem znanego życia, gdy opuszcza kraj, a raczej gdy musi się go opuścić? To pytanie powtarza się w milionach biografii emigrantów i uchodźców od tysiącleci. Doskonale jest znane i nam. W Chiavari szukaliśmy także punktu zaczepienia w nowej egzystencji dla Sławomira Mrożka, w jego trudnych początkach emigracyjnego życia. Otoczenie wydawałoby się idylliczne, dalekie od pustynnego skwaru Egiptu. Znalezienie adresu, pod którym niegdyś mieszkał dramatopisarz nie sprawiło trudności. Czy to jednak ten sam dom? Oto stoimy przed standardowym blokiem. Nic specjalnego, oszklona brama do klatki schodowej, pozbawione zieleni balkony, z których nie widać morza; prawdziwe brzydactwo w pobliżu nadmorskich willi z czasów secesji.

W dziennikach Mrożka opisu domu nie ma, a spędził on tu prawie 5 lat. Na którymś z tych pięter powstało wiele ważnych tekstów, z tym najbardziej znanym dramatem „Tango“. O tym włoskim okresie, raczej źle wspominanym, artysta pisze w pierwszym tomie dzienników, warto sięgnąć też po biografię Małgorzaty I. Niemczyńskiej. Jakoś nam ten budynek nie dopasował się do postaci pisarza, taki anonimowy, bez wyrazu, doskonały dom przejściowy, poczekalnia przed kolejnym etapem życia.

O Mrożkowym tu zamieszkiwaniu nic dziś nie przypomina. Sam pisarz też z rzadka o tutejszych krajobrazach i klimatach wspominał w swych zapiskach. Świeży emigrant ciągle jeszcze bardziej będący tam niż tu? A może przede wszystkim artysta skupiony na świecie swych przeżyć i twórczości, dla których zewnętrzne tło było obojętne?

Poszliśmy więc dalej, zanurzając się po chwili w gąszcz uliczek z obszernymi podcieniami. To serce średniowiecznego Chiavari. W sobotę, gdy wypełnia je masa straganów i tłum kupujących, i oglądających widać, że serce to nadal bije, że toczy się tu prawdziwe życia, a nie tylko turystyczny spektakl.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj