Cena sprzeciwu

© Nordwest-Zeitung

Biografia Franza Fritscha (1910-1973), niemieckiego przedsiębiorcy, to dobry materiał, by na konkretnym przykładzie pokazać los przedstawiciela „innych Niemiec“, motywacje sprzeciwu wobec nazizmu, pomoc dla prześladowanych Żydów w okupowanej Polsce, doświadczenie represji w III Rzeszy, powojenną egzystencję „sprawiedliwego wśród narodów“ we własnej wspólnocie narodowej i lokalnej. Koleje losu Fritscha pokazują także dzisiejszy stosunek niektórych społeczności do schedy po narodowym socjalizmie, w którym gotowość do krytycznego spojrzenia na okres po 1933 r. nie jest oczywistością. Zabiegi o upamiętnienie w przestrzeni publicznej miasta, z którym Fritsch był związany pokazują, że proces uporania się z brunatną przeszłością jeszcze się nie zakończył, a kto wie, czy w niektórych przypadkach w ogóle się rozpoczął.

Osąd i rozliczenie dyktatur XX wieku to długi, skomplikowany i bolesny proces. Nie wystarczy obalenie takich rządów, publiczne ich potępienie, postawienie (jeśli to możliwe) przed sądem sprawców i rozpoczęcie budowy struktur demokratycznych. Niektóre dyktatury XX wieku trwały długo i odbiły znaczące piętno na poddanych im społeczeństwach. Bez wątpienia dotknęły wszystkie dziedziny życia, bo tak czy inaczej angażowały w swe funkcjonowanie rzesze ludzi. Stawali się oni ważnymi trybami lub tylko trybikami machiny władzy, czując się z nią związanymi, mniej lub bardziej aprobując jej cele polityczne. Pomimo odsunięcia od władzy grupy przywódców, sporo zwolenników starego reżymu pozostało na swych stanowiskach. Uznano ich za mniej „obciążonych“, dano drugą szansę. Pełne „oczyszczenie“ byłoby utopijnym, ale i niebezpiecznym zamiarem, w którym granice winy i odpowiedzialności łatwo mogły być dowolnie rozciągane. Często też tych ludzi, ich kompetencji, pracy po prostu nadal potrzebowano.

Niemcy po II wojnie światowej znalazły się w szczególnej sytuacji. Podzielone na dwie części w różny sposób podeszły do ciężaru brunatnej przeszłości. Początkowo zreszta zajęli się tym przede wszystkim przedstawiciele władz okupacyjnych. Wprawdzie w RFN proces rozliczeń rozpoczął się już pod koniec lat 50. XX wieku, jednak można powiedzieć, że nadal w pełni się nie zakończył. Wiele zrobiono, zwłaszcza na polu badań nad zbrodniami nazizmu i informowaniu o nich, podjęto wysiłek prowadzenia odpowiedniej edukacji szkolnej i obywatelskiej. Jednak nie będzie przesadą stwierdzenie, że w pierwszych powojennych dziesięcioleciach istniała zmowa milczenia, tematów niewygodnych związanych z osobistym lub środowiskowym zaangażowaniem nie podejmowano, wręcz fałszowano i wypierano z pamięci.

Polityka amnezji i wyparcia szczególnie dotknęła osoby, które jako nieliczne stawiły opór dyktaturze, sprzeciwiły się jej, skazując się również izolację społeczną. Nie tylko przez władze, ale i przez część współobywateli były traktowane jako zdrajcy ojczyzny (Vaterlandsverräter). Koniec wojny i zmiana systemu politycznego często znacząco nie poprawiały ich położenia. Część z nich postanowiła wyemigrować, nie widząc szansy i możliwości prowadzenia życia w takich warunkach (skala tego zjawiska do dzisiaj nie jest znana). Pozostali woleli nie dzielić się swymi doświadczeniami, ukrywać je, płacąc za to poczuciem frustracji i krzywdy. Problem ten zaczął się zmieniać dopiero po zjednoczeniu Niemiec. Coraz częściej zaczęto zwracać uwagę na losy tych nielicznych zdolnych do oporu i przywracać ich pamięci społecznej.

Znakomicie sposób podejścia społeczności lokalnych do problemu uporania się z brunatną przeszłością pokazuje nieznany w Polsce film w reżyserii Michaela Verhoevena pt. „Straszna dziewczyna“ (Das schreckliche Mädchen) z 1990 r. Opowiada historię uczennicy bawarskiej szkoły katolickiej o imieniu Sonja. Zdobyła ona nagrodę w konkursie dla młodzieży na najlepszy artykuł, co zachęciło ją do pisania. Postanowiła zająć się w następnym tekście losami rodzinnej miejscowości w okresie nazizmu, przede wszystkim przejawom opozycji antyhitlerowskiej. Zaczęła szukać materiałów. Praca okazała się bardzo trudna i dla młodej autorki po prostu nieprzyjemna. Świadkowie wydarzeń odmawiali kontaktów z nią, pojawiły się negatywne komentarze. Przeciwne pracy uczennicy były też władze miasta. Doprowadziło to do porzucenia przez nią tematu. W mieście nikt nie chciał jej pomóc i wrócić do tamtego okresu. Dla sąsiadów Sonji była to sprawa zamknięta i niewygodna. Po latach Sonja opublikowała książkę, w której wróciła do tamtych doświadczeń. W mieście doszło do trzęsienia ziemi. Sonję uznano za persona non grata. Zaczęły się pogróżki pod jej adresem, młoda kobieta zaczęła nawet obawiać się o swoje życie. Pierwowzorem bohaterki filmu była pochodząca z Passawy Anna Elisabeth Rosmus.

Niektórzy „cisi bohaterowie“ do dzisiaj nie mogą doczekać się należytego uhonorowania, a na przeszkodzie stoją właśnie lokalne społeczności. Jedną z takich osób jest właśnie Franz Fritsch (1910-1973). Kim był ten człowiek? Na czym polegają jego zasługi? Jaki był stosunek władz RFN wobec jego próśb o odszkodowanie? Jak potraktowała go lokalna społeczność, sąsiedzi? Jego biografia zawiera wiele znaków zapytania. Nie wszystkie aspekty udało się wyjaśnić.

Franz Fritsch urodził się w Berlinie 15 czerwca 1910 roku w rodzinie urzędniczej. W młodości sympatyzował z socjaldemokracją. Pracował w przemyśle tekstylnym. Z powodu kontaktów handlowych firmy dużo podróżował, m. in. do Austrii, Szwajcarii, Holandii, Polski i Słowacji. Jego losy po 1933 r. są znane dość pobieżnie. Nic nie wiadomo o jego stosunku do nowego systemu. Kurt Großmann, autor jednej z publikacji o ratowaniu Żydów, twierdzi, że być może Fritsch chciał skorzystać z nowych możliwości rozwoju swej firmy, które dawał system. Sam Fritsch nie wypowiadał się na ten temat. Jest bardzo prawdopodobne, że żył i pracował jak miliony zwykłych ludzi, odpuszczając sobie refleksje na temat prawdziwej natury nazizmu lub zadowalając się hasłami o odrodzeniu Niemiec. W 1941 r. Fritsch pojawił się w okupowanym Krakowie jako specjalista od zaopatrzenia w ubrania i podjął pracę w tamtejszej izbie gospodarczej (Wirtschaftskammer). Teraz mógł zobaczyć, czym jest niemiecka obecność na Wschodzie. Z racji obowiązków służbowych nawiązał kontakt z działającą w Krakowie i sąsiednim Tarnowie Grupą Roboczą Żydowskich Rzemieśników (Arbeitsgemeinschaft jüdischer Handwerker). Była to jedna z organizacji, dających szansę na ratowanie przed eksterminacją przynajmniej tzw. produktywnych Żydów, zdolnych do pracy na potrzeby niemieckiej gospodarki. Nie trwało to jednak długo. Po konferencji w Wannsee w styczniu 1942 r., gdzie przesądzono o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej“, zaczęto rozwiązywać Grupy Robocze. David Gutter, przewodniczący judenratu w Krakowie, znajomy Fritscha, zaproponował mu objęcie kierownictwa w byłym żydowskim zakładzie tekstylnym. Zatrudnieni byli w nim Żydzi z rozwiązanych Grup Roboczych. Fritsch tak wspominał ten okres:

W wyniku negocjacji ze starostą miejskim Krakowa, (Rudolfem) Pavlu otrzymałem celem stworzenia warsztatów do produkcji mundurów i konfekcji cywilnej pod nazwą Madrisch-Hogo-Strassberg pod koniec kwietnia 1942 r. kompleks budynków Kraków-Rynek, Podgórce 3. Żydowscy architekci i robotnicy budowlani przebudowali na zlecenie krakowskiego judenratu te budynki na fabrykę konfekcji, i zgodnie z tym planem pod koniec maja 1942 r. rozpoczęła ona pracę, zatrudniając 1500 żydowskich i kilkudziesięciu polskich pracowników (…).

Wkrótce otwarto także filię fabryki w Tarnowie. Wykonywano zamówienia napływające od władz okupacyjnych i z innych części Rzeszy. Produkowano mundury i bieliznę. Zakład znajdował się pod kuratelą inspekcji zbrojeniowej (Rüstungsinspektion), co chroniło pracowników i i ich rodziny przed SS. Po likwidacji krakowskiego getta w lipcu 1943 r. przeniesiono zakład do obozu koncentracyjnego Kraków-Płaszów. Odtąd kontrolę sprawowało SS. Fritsch interweniował wielokrotnie u władz w sprawie żydowskich robotników, których przewidziano do wysiedlenia do obozów śmierci. Po latach wspominał o tym:

Gdy we wrześniu 1942 r. załadowano i wywieziono Żydów z Krakowa w kierunku Tarnowa do obozu zagłady w Bełżcu, interweniowałem (…) u SS-Obergruppenfuehrera Schernera w Krakowie uzasadniając (oczywiście nie odpowiadało to prawdzie), że w tym transporcie znaleźli się omyłkowo wykwalifikowani robotnicy z naszych zakładów, bez których kontynuacja pracy w naszych ważnych dla sprawy wojny warsztatach nie jest możliwa. Z pisemnym zezwoleniem na wyłączenie moich robotników pojechałem za transportem i zabrałem na dworcu towarowym w Tarnowie ok. 400 osób z transportu śmierci.

Na początku 1943 r. nasiliły się prześladowania resztek Żydów. Fritsch w porozumieniu z żydowskim ruchem oporu udał się na Słowację i rozmawiał tam z żydowsko-słowackim Komitetem Pomocy. Postanowiono pomóc w ucieczce przez zieloną granicę możliwie dużej grupie. Z pomocą przyszli zaufani szmuglerzy po obu stronach granicy (ta droga przemytu zakończyła się dopiero po zajęciu przez wojska niemieckie Słowacji w 1944 r.). W następnych miesiącach Fritschowi udało się pomóc w ucieczce kilkuset osobom, w większości Żydom, ale także Polakom.

Jeden z uciekinierów zdradził jednak nazwisko Fritscha strażnikom granicznym i opowiedział o jego roli w organizowaniu nielegalnych transportów z uciekinierami. W październiku 1943 r. w Warszawie Fritscha aresztowało gestapo. Następnie przewieziono go do więzienia „Montelupich“ w Krakowie i poddano wielotygodniowym ciężkim przesłuchaniom. Zarzucono mu działalność na korzyść Żydów, szpiegostwo oraz uchylanie się od służbą w wojsku. Jego majątek zarekwirowano. Fritschowi udało się zbiec z więzienia, okoliczności ucieczki i osób, które mu pomogły nigdy nie zdradził. Przedostał się do Słowacji i zacząć żyć pod zmienionym nazwiskiem, Hans von Peylen. We wrześniu 1944 r. został internowany przez słowacką policję (Hlinkova Gwardia), ale po miesiącu wypuszczono go dzięki pomocy przyjaciół. Do końca wojny ukrywał się w różnych miastach Słowacji.

Po II wojnie światowej Fritsch podjął pracę dla „Amercican Joint Distribution Commitee“ jako organizator warsztatów dla żydowskich dipisów w amerykańskiej strefie okupacyjnej w Austrii. Po rozwiązaniu obozów dla dipisów w 1950 r. powrócił do Berlina. Wtedy też postanowił zabiegać o odszkodowanie za skonfiskowany majątek. Złożył wniosek w urzędzie ds. odszkodowań, który jednak został odrzucony. Fritsch odwołał się od tej decyzji do sądu i uzyskał jego zmianę. To skłoniło tym razem urząd do złożenia apelacji. Wyższy sąd krajowy (Kammergericht) odrzucił korzystne dla Fritscha orzeczenie sądu niższej instancji. W uzasadnieniu wyroku można było przeczytać:

Jego (Fritscha – Krzysztof Ruchniewicz) działalność według ustaleń sądu krajowego była jedynie skierowana na pomoc prześladowanym Żydom i uratowanie ich przed zagładą. To jest sprawa godna uznania, jednak nie oznacza aktywnego zwalczania narodowego socjalizmu.

Z taką decyzją sądu Fritsch nie pogodził się do końca życia. W 1956 r. przeprowadził się do fryzyjskiego Bockhorn, gdzie rok później założył rodzinę. Z żoną prowadził gospodę „Zum grünen Wald“. Miejscowa ludność jednak nie zaakceptowała przybysza. Być może w jakimś sensie przyczynił do tego sam Fritsch. W mieście żyło sporo osób, które po 1933 r. aktywnie wspierały Hitlera i działały w NSDAP. Pojawienie się obcego i do tego – z ich punktu widzenia – przeciwnika nazizm, „narodowego zdrajcy” było nie do zaakceptowania. W nowych warunkach politycznych okres III Rzeszy chciano tu przemilczeć. Fritsch milczeć nie chciał. Objął go sąsiedzki ostracyzm a interesy szły coraz gorzej. Do tego doszły kłopoty zdrowotne.

O zasługach Fritscha pamiętano natomiast w Izraelu. W 1968 r. odwiedził ten kraj na zaproszenie Centrum Dokumentacji Yad Vaschem. Otrzymał również wsparcie finansowe, bardzo dla niego ważne w tym okresie. Zmarł 1 października 1973 r. Pomimo zabiegów osób prywatnych i organizacji społecznych, nie udało się w Bockhorn ufundować tablicy mu poświęconej. W lokalnej prasie ukazało się wprawdzie kilka artykułów na ten temat, jednak niechętne Fritschowi nastawienie, choć mijały kolejne lata, nadal utrzymuje się.

Informacje o biografii Franza Fritscha zaczerpnąłem z:

Kurt R. Großmann, Der Mann, der „lediglich” verfolgte Juden rettete, w: tenże, Die unbesungenen Helden, Berlin 1957, s. 46-55.

Werner Vahlenkamp, Franz Fritsch. Ein „unbesungener Held“ aus Bockhorn, Oldenburg 1991.

Hans Bergeros, Vor Ort kein Platz für stillen Helden, „Nordwest-Zeitung“, 1.10.2013.

Tagesordnungspunkt. Sitzung (13.03.2014)

 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Milena Migut

    To, niestety, dość typowa historia Ratownika. Podobne powojenne losy stały się udziałem wielu z nich, również w Polsce. Analizując powojenne zachowania osób ratujących Żydów w Polsce i Niemczech, można dostrzec pewne podobieństwa – przede wszystkim to dotyczące ich powojennego milczenia, które miało jednak inne przyczyny, a przejawiało się w obu krajach m.in. ilością i rodzajem publikacji na temat ratowania Żydów. Dennis Riffel, pisząc o przyczynach milczenia (w latach 50-tych) Niemców zaangażowanych w pomoc Żydom, wymienia przyczyny ekonomiczne, które wpłynęły na to, że Ratujący, będąc nierzadko w złej sytuacji finansowej, skupili się na podnoszeniu swojego statusu materialnego, a zauważywszy, że otoczenie nie przykładało wagi do faktu ratowania (zakończone procesy denazyfikacji), sami również go nie nagłaśniali.

    Mnie w historii Franza Fritscha zastanawia jednak coś innego – to, że sąd krajowy nie uznał ratowania Żydów za działanie zwalczające narodowy socjalizm. Taka narracja jest podtrzymywana w licznych publikacjach naukowych i, co za tym idzie, podręcznikach. Oczywiście, chęć obalenia systemu nazistowskiego nie była głównym motorem działań osób ratujących, jednak z perspektywy czasu wydaje mi się nie mniej ważnym działaniem „Widerstand” niż np. kolportacja antyfaszystowskich ulotek. Dziwi mnie to szczególnie, mając na uwadze sposób narracji o ratowaniu w Polsce, gdzie pomoc Żydom bywa przedstawiana jako działanie przeciw nazistom…

Skomentuj