Apel europejski

W głównym przejściu Gallerie Della’Accademia w Wenecji wisi nie rzucający się w oczy obraz toskańskiego XVII-wiecznego malarza Francesco Zuccarelliego pt. Porwanie Europy (Ratto di Europa). Temat często podejmowany przez artystów. Wersja włoskiego mistrza pędzla wydaje się nie pokazywać zamachu na czyjąś wolność. Europę otaczają uśmiechnięte cherubinki, a jej twarz nie zdradza zaniepokojenia czy strachu. Piękność na rosłym byku nie wie, dokąd ją ta przejażdżka zaprowadzi. Malowniczy krajobraz, w którym rozgrywa się ta scena, również nie przywodzi na myśl scenerii dramatu. A przecież on się zbliża… Czy stan dzisiejszy Europy można oddać w ten sposób? W połowie września niemiecki minister spraw zagranicznych, Frank-Walter Steinmeier wystąpił z programowym tekstem o Europie. Nie był to przypadek. W tym roku obchodziliśmy 70 rocznicę wystąpienia Winstona Churchilla w Zurychu, w którym brytyjski polityk wezwał kraje europejskie do budowy „Państw Zjednoczonej Europy“. Ani ta rocznica, ani wystąpienie niemieckiego ministra nie spotkały się z żadnym zainteresowaniem w naszym kraju. Czy jesteśmy trochę, jak ci obserwatorzy z obrazu Zuccarielliego? Widzimy, że coś się dzieje, ale nie skłania nas to do reakcji. Propozycje Steinmeiera, jeśli będą poważnie potraktowane w Europie, a tego się można spodziewać, mogą mieć znaczące konsekwencje w przyszłości także dla polskiej obecności w Unii Europejskiej.

2016-10-07_steinmeier_okladka

Przed kilkoma dniami opinia publiczna mogła zapoznać się z esejem niemieckiego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera na temat przyszłości Europy (skróconą wersję opublikowano w FAZ). Tekst ma charakter programowy. Steinmeier wpisuje się w ciąg podobnej rangi wystąpień swych poprzedników w fotelu szefa niemieckiej dyplomacji. Warto wspomnieć choćby o europejskiej mowie Joschki Fischera, wygłoszonej na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie 12 maja 2000 roku. Dla Steinmaiera okazją do zabrania głosu w sprawach europejskich stała się 70. rocznica wystąpienia Winstona Churchilla w Zurychu 19 września 1946 r. Były premier Wielkiej Brytanii, wielka postać światowej polityki, mówił w nim o konieczności zjednoczenia kontynentu europejskiego i budowie „Państw Zjednoczonej Europy”. W tym widział lek dla wykrwawionego, do cna wyczerpanego wojną kontynentu.

Cóż to za niezawodny środek? – pytał Churchill. Jest to odrodzenie europejskiej wspólnoty narodów w takim przynajmniej stopniu, w jakim zdołamy to osiągnąć, i nadanie im ustroju, w którym mogłaby istnieć w pokoju, bezpieczeństwie i wolności. Musimy zbudować coś w rodzaju Państw Zjednoczonych Europy. Tylko w ten sposób setki milionów ludzi, którzy się mozolą, będzie mogło odzyskać prostą radość i nadzieję, że czynią życie wartym życia (…).

Niemiecki minister spraw zagranicznych zaproponował ponowne odczytanie przemówienia Churchilla i zwrócenie uwagi na podobieństwa i różnice sytuacji z przeszłości i dzisiaj. Jego zdaniem i w 1946 roku, jak i w 2016 roku Europa znalazła na rozdrożu. Wielu Europejczyków wtedy i dzisiaj patrzyło z niepokojem w przyszłość Starego Kontynentu. Była wszak znacząca różnica. Churchill tworzył wizję zjednoczenia na gruzach zniszczonej Europy, po wojnie, która rozpaliła się właśnie tu, zanim ogarnęła całe połacie globu. Dzisiaj Europa jest zjednoczona, pokojowa, a mimo to coraz widoczniejsze są rysy, które grożą podziałem i rozpadem wspólnoty.

Zmieniło się położenie geopolityczne Europy. Świat dekadę po mowie Churchilla składał się z czterech potężnych, choć nie równoważnych, elementów: USA, brytyjskiej wspólnoty państw, zjednoczonej Europy (będącej częściowym urzeczywistnieniem wizji brytyjskiego polityka) oraz ZSRR i jego satelitów. Był przedzielony „żelazną kurtyną“, która miała się okazać stałym składnikiem europejskiego pejzażu na 40 lat. Dniem codziennym dzisiejszej Europy – zdaniem Steinmeiera – jest globalizacja, usieciowienie oraz brak granic. Kryzysy na świecie, zwłaszcza w bliskim sąsiedztwie Europy, na Bliskim Wschodzie wpływają na jej sprawy bezpośrednio, ich skutki odczuwamy praktycznie każdego dnia. Mamy do czynienia z falami uchodźców, którzy w Europie szukają schronienia przed wojną, przemocą, nędzą.

Przemówienie Churchilla w Zurychu jest w pewnym sensie dokumentem ponadczasowym. Czytając go dziś, przypominamy sobie, jaki był punkt startu projektu europejskiego. Widzimy, od czego rozpoczęto i jak ogromna drogę pokonano, by uzyskać dzisiejszy stan. Tak łatwo przez niektórych lekceważony, nawet wyśmiewany. Zdaniem niemieckiego ministra te wszystkie pozytywne zmiany to europejski cud. Mało kto widział na nie szanse w czasie, gdy Churchill zabierał głos.

Europa dzisiaj targana jest różnymi kryzysami, coraz więcej Europejczyków powątpiewa w aktualność idei zjednoczenia, nawet w jego potrzebę. Odpowiedzią zwolenników Europy nie może być jednak ignorowanie problemów, odwracanie od nich wzroku, w nadziei, że same miną. Politycy muszą się przyzwyczaić, że zjednoczona Europa nie jest już czymś oczywistym, a debata na jej temat jest prawem obywateli.

Wielu nie przekonuje już duet słów, który w czasach Churchilla był oczywisty: wojna i pokój. Warunkiem urzeczywistnienia pokoju na Starym Kontynencie było szukanie porozumienia między państwami, także niegdysiejszymi wrogami. Podwalinami nowego porządku prawa obywatelskie i człowieka, których przestrzeganie, obrona miały zabezpieczyć Europę przed złowrogim szaleństwami przeszłości.

Istotnym problemem jest niewątpliwie brak jasno określonego celu finalnego integracji. Nie ma pewności i zgody, czym zjednoczona Europa ma być, czy państwem związkowym, czy też związkiem państw. Ten dylemat dostrzegał już Churchill. Przez następne dziesięciolecia odsuwano jednak bardzo chętnie rozmowę na ten temat, skupiając się na kolejnych etapach procesu integracji.

Europa dzisiaj jest – zdaniem niemieckiego polityka – zakładnikiem swego ogromnego sukcesu. W okresie zimnej wojny, ale także po jej zakończeniu była silnym magnesem przyciągającym różne państwa. Wypracowała normy, które stały się atrakcyjne i z których chciano korzystać: dobrze funkcjonująca gospodarka, swobodny przepływ towarów, ludzi i usług, demokracje parlamentarne, poszanowanie praw człowieka. Sytuacja zaczęła się komplikować po 1989 r. i przyjęciu państw Europy Środkowo-Wschodniej do Wspólnot Europejskich / UE. Odbyło się to bez przeprowadzenia wcześniejszych reform instytucji wspólnotowych / unijnych. Brak tych reform okazał się po latach brzemienny w skutki, a pogłębienie jednoczenia kontynentu napotkało różnorakie przeszkody. Część z nich wynikała z odmienności grupy państw przyjętych już w XXI w.

Wstąpiły społeczeństwa, które wnosiły do wspólnoty inne doświadczenia, odczekiwania i nadzieje związane z Europą. Oczywiście czyni to dyskusję o dalszej drodze, którą chcemy razem pokonać, jeszcze trudniejszą – mogliśmy się o tym przekonać po pierwszych reakcjach na Brexit. Różnice, zobacz aktualne kontrowersje między Komisją Europejską a Polską i Węgrami, w podstawowym rozumieniu tego, co tworzy liberalną, respektującą rządy prawa demokrację, są czymś więcej niż tylko rysą. Także w postępowaniu z Rosją pojawiają się dysonanse, które nie można usunąć przez jedną noc, tkwią w różnych, głęboko zakorzenionych w pamięciach narodowych historycznych doświadczeniach. Zasadniczą zgodą państw założycielskich UE było to, by usuwać przyczyny wcześniejszych katastrof, kierując wzrok w przyszłość. Dla grupy państw z Europy Wschodniej rzecz się ma inaczej, gdyż ich doświadczenie jest określone przez dopiero co odrzucone drugie totalitarne doświadczenie z ZSRR i jego brutalnymi metodami sprawowania władzy i hegemonii. Nie powinno więc nas dziwić, że nowe państwa członkowskie z Europy Środkowo-Wschodniej posiadają inny ogląd Rosji niż zachodnie demokracje, które nauczyły się w czasie zimnej wojny znajdować znośny i w końcu skuteczny modus operandi w wyniku polityki odprężenia.

Chyba po raz pierwszy padają z ust tak prominentnego niemieckiego polityka tak zdecydowane słowa pod adresem państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski. Dotąd niemieccy politycy tego unikali. Wydaje się, że Steinmeier przerwał to milczenie. Należy wyrazić jedynie żal, że Polska w Europie jest stawiana na równi z Węgrami, traktowana jest jak hamulcowy, nadal postrzegana jest jako część państw, które muszą się jeszcze nauczyć, jak funkcjonuje Europa, by móc stać się pełnoprawnym członkiem. Z drugiej jednak strony polityk też zauważył wagę odmiennego doświadczenia historycznego tej części Europy, które z kolei powinni sobie przyswoić zachodni Europejczycy.

Szczególną rolę – zdaniem Steinmeiera – odgrywają Niemcy. W związku z doświadczeniami z przeszłości (II wojna i powojenny podział), Niemcy mają szczególną odpowiedzialność pośredniczenia wewnątrz UE w procesie wypracowywania wspólnego stanowisko z Rosją. Ich zadaniem są zabiegi o porozumienie między Wschodem i Zachodem.

Niemcy znajdują się – jego zdaniem – w trudnym położeniu. Jedni zarzucają im postawę hegemona, inni – jak były minister spraw zagranicznych Polski, Radosław Sikorski – domagają się przejęcia kierowniczej roli. Żadne z tych rozwiązań – także z powodów historycznych – nie jest dzisiaj do zaakceptowania.

Jeśli jesteśmy przekonani o jakiejś sprawie, powinniśmy dla naszego stanowiska, dla naszego politycznego kursu zabiegać ze wszystkich sił, a nie podawać się za besserwissera – nie odgrywać roli „praeceptor germaniae“ – albo naszych partnerów i przyjaciół stawiać narzuconymi solowymi akcjami przed faktami dokonanymi.

Przed Niemcami są więc ogromne wyzwania. Ich pasywność, nawet podyktowana chęcią unikania oskarżeń o dominację, nie jest pożądana. Zabraknie wtedy najsilniejszego motoru dalszej jedności i postępu. Dzisiaj Niemcy i Europa nie mogą sobie pozwolić na bycie na marginesie wydarzeń. Należy znaleźć – zdaniem ministra – odpowiedź, czy uda się Niemcom i ich bliskim partnerom stworzyć polityczny środek, z którego może działać wspólna, silna Europa. Steinmeier zdefiniował miejsce Niemiec w dzisiejszej Europie jako „Reflective Power“, a przymiotnik „reflective“ tłumaczył jako „świadomość istniejących osobliwości wynikających z roli Niemiec“. Niemcy są gotowe – zdaniem ministra – przejąc większą odpowiedzialność poza swymi granicami w Europie, także w polityce globalnej. Niemcy muszą reagować na wydarzenia w Europie i świecie. Sposób podejścia do tych wyzwań jest jednak warunkowany przez doświadczenia historyczne.

Nauki, jakie wyciągnęliśmy z historii, tworzą fundament naszych wartości, ale także zastosowania naszych instrumentów polityki zagranicznej.

Niemiecki minister zaproponował trzy konkretne rozwiązania dla Europy w przyszłości, które dotyczą polityki zagranicznej, bezpieczeństwa oraz spraw gospodarczych. Raz jeszcze nawiązał do sytuacji działania w kryzysie. Churchill przed 70. laty przedstawił – jego zdaniem – ciekawą wizję, dla której nie było alternatyw. Steinmeier jest sceptycznie nastawiony do konieczności stworzenia nowej wizji dla Europy. Powinno się raczej przejść do konkretnych działań i w ten sposób odzyskać poparcie Europejczyków dla idei zjednoczenia.

Ludzie nie chcą słuchać, lecz chcą widzieć w rzeczywistości, że Europa służy do rozwiązania ich problemów. (…) Także dzisiaj rozwiązanie konkretnych problemów powinno być na pierwszym miejscu: świat stał się niepewny, tęsknoty za ochroną i bezpieczeństwiem są jeszcze silniejsze. Europa musi pokazać, że będąc zjednoczona jest pewniejsza. Jest to zresztą obszar polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, w którym obywatele od lat domagają się więcej europejskich działań. Ludzie czują, że pojedyncze państwa Europy nie mają szans w rywalizacji z globalnymi graczami. Że tylko w pojedynkę są opiłkami żelaza, a tylko wspólnie stają się magnesem.

Steinmaier podkreślił, że konieczne jest stworzenie sprawnych instrumentów do realizacji wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Jeszcze w tym roku ma powstać na granicach Europy międzynarodowa straż graniczna. Układ z Schengen zrealizowano – zdaniem Steinmeiera – jedynie połowicznie. Zniesiono granice wewnętrzne Unii, natomiast zaniedbano zewnętrzne. Kryzys migracyjny wymusił nowe działania. Powstały nowe obowiązki dla państw członkowskich, m.in. opracowanie wspólnego prawa azylowego.

To (prawo azylowe – Krzysztof Ruchniewicz) musi gwarantować, że ludzie, którzy dostaną się do Europy z powodu ucieczki przed wojną i przemocą, będą traktowani z poszanowaniem godności człowieka, niezależnie od tego, do jakiego państwa członkowskiego przybędą. By móc to zagwarantować w Europie, musimy się nawzajem wspierać w budowie odpowiednich systemów azylowych, a także w sprawiedliwym podziale ciężarów.

Warunkiem odzyskania zaufania do Europy jest poprawa sytuacji gospodarczej państw członkowskich. Konieczne jest wsparcie państw, które borykają się z różnymi tymi problemami. Europa tworzy od lat gospodarczy system naczyń połączonych, jedynie wspólnie można rozwiązać te problemy, zapewnić dynamikę wzrostu. Ważne jest również włączenie młodych ludzi do wspólnych działań.

Od Europy różnych prędkości – zdaniem Steinmeiera – nie ma już odwrotu. Europa powinna być bardziej elastyczna. Należy pozwolić na powstanie grupy państw, które będą chciały eksperymentować na niektórych polach. Nie należy się nawzajem oskarżać, że są państwa posiadające inne wyobrażenia co do kierunku, dalszych kroków czy prędkości w budowie wspólnego domu. Należy też troskliwie dbać o to, co dotąd udało się osiągnąć. Każdy kraj powinien mieć możliwość dołączenia w odpowiednim dla siebie momencie do tych, którzy na europejskim szlaku są kilka kroków dalej.

Jeśli uda się Europie pokonać aktualne wyzwania, także w ten sposób, że jedni pójdą do przodu, będzie to prowadzić do pogłębionej formy kooperacji, oczywiście do (powstania) nowych instytucji, których teraz nie musimy tworzyć. Być może pytanie o finał będzie na nowo postawione, ale nie dlatego, że rozkoszujemy się jego teoretyczną pięknością, lecz że jest porozumieniem, które funkcjonuje najlepiej.

Rozważania o Europie Steinmeier zakończył wierszem Ericha Kästnera pt. Die Gustavs. Warto w tym miejscu przypomnieć ten wiersz w całości. W ślad za autorem wiersza, polityk zaleca porzucenie himerycznych wizji, a baczniejsze zwrócenie uwagi w Europie na przeciętnych “Gustawów“, ich sposób myślenia, działania i politykę małych kroków, które jednak poprowadzą co celu:

Die Gustavs

Im wunderschönen Monat Mai

Befuhr ein Mann mit seinem Pferde

Ein großes Stück der kleinen Erde.

Ein Redakteur war auch dabei.

Selbstverständlich.

 

Man fuhr von Wannsee nach Paris.

Zwei Völker winkten mit den Mützen.

Auch schien es der Idee zu nützen,

Dass unser Kutscher Gustav hieß.

Selbstverständlich.

 

Obwohl er nicht Französisch kann,

Hat er sich mit Paris verständigt.

Denn dort, wo das Verstehen endigt,

Fängt die Verständigung erst an:

Selbstverständlich.

 

Wer nach Paris will, braucht Geduld,

Raketenflug hat keinen Zweck.

Wer langsam fährt, kommt schnell vom Fleck.

Daran sind nicht die Kutscher schuld,

Selbstverständlich.

 

Was sollen Völker mit Genies?

Wir Völker wollen Gustavs haben,

Die langsam, aber sicher traben!

Und das gilt nicht nur für Paris,

Selbstverständlich.

 

  1. Juni 1928

 

Zob.

Frank-Walter Steinmeier, Europa ist die Lösung. Churchills Vermächtnis, Salzburg: Ecowin-Verlag, 2016, ss. 64 (e-book)

Wulf Schmiede, Wie Churchills Vision zu retten ist, „Cicero“, 14.09.2016.

Mit den Waffen von Winston Churchill. Wolfgang Schneider im Gespräch mit Korbinian Frenzel „Deutschlandradio Kultur“, 14.09.2016.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Ireneusz Paweł Karolewski

    Ciekawy esej ministra spraw zagranicznych F. W. Steinmeiera pokazuje głębię kryzysu Unii Europejskiej i wielość wyzwań, przed którymi unia obecnie stoi. Z drugiej strony jest on jednak dosyć „self-serving”, jakby powiedzieli Amerykanie. Nie ma w nim ani słowa o Nordstream 2, o interesach gospodarczych Niemiec w Rosji, lobbyingu na rzecz Rosji przez instytucje takie, jak Ost-Ausschuss der Deutschen Wirtschaft czy Deutsch-Russisches Forum. Może „reflective power” nie jest jednak aż tak bardzo reflective?

  2. …to wszystko bardzo ważne, dobrze byłoby, aby koło historii nieco zwolniło, a może nawet odwróciło kierunek:-) i nastąpiłby powrót do czasów, gdy idee współpracy narodów przeważały nad ideą konfrontacji …

Skomentuj