Antyblogowy wpis

Z ciekawości wrzuciłem dzisiaj do przeglądarki frazę „pisanie bloga“. W oka mgnieniu wykazała ponad 1 milion wskazań. Ich autorzy przekonywali do zakładania bloga, wskazywali wiele powodów. Jedna rzecz rzuciła mi się w oczy po pobieżnym przejrzeniu kilkunastu stron. Nie trafiłem na tekst, który by zniechęcał do założenia bloga. Pomyślałem, że to dobra okazją, by przewrotnie napisać antyblogowy wpis. Czy faktycznie – jak twierdzi wielu – pisanie tekstów na blogu jest lekkie i przyjemne?

Zakładanie bloga stało się ostatnio modne. Do ich tworzenia zachęcają instytucje, wiele osób od lat korzysta z tego medium (nie jestem, oczywiście, wyjątkiem!). Zanim jednak założy się własny blog, należy się dobrze zastanowić. Regularne pisanie tekstów, a tylko takież ma sens, na blog nie jest wcale proste, często związane jest z różnymi problemami i negatywnymi emocjami.

Nawet by napisać krótki tekst, trzeba sporo czasu przeznaczyć na przygotowania. Nie każdy temat znam świetnie, muszę sprawdzić wiele rzeczy. Pisanie dwóch, trzech tekstów w tygodniu zabiera sporo czasu (staram się jednak nie myśleć, co innego w tym czasie powinienem był zrobić). Oczywiście, mamy na uwadze przeciętnego pismaka, jakim jestem. Pisanie bloga to jednak zajęcie w moim przypadku uboczne. Zatem pierwsza rzecz to dobre przygotowanie. Ale to nie wszystko.

Tekst trzeba zilustrować. Często wykorzystuję zdjęcia z własnych zbiorów. Stało się to możliwe dopiero po kilku latach fotografowania. W innym przypadku muszę korzystać z już istniejących zbiorów, czasem płatnych. Czy to już wszystkie problemy? A gdzież tam! Następnym jest umieszczenie naszych tekstów na jakimś serwerze, stworzenie projektu strony www. Od początku korzystam z wordpressa, bez problemu można na nim znaleźć gotowe już „skórki“. By jednak stworzyć własną stroną, tzn. dostosować ją do naszych wyobrażeń, musimy wysupłać trochę pieniędzy i kupić „skórkę“.

Na stronę graficzną potrzeba poświęcić sporo czasu. Większość ciekawych „skórek“ jest w językach obcych, nieraz trzeba „wejść“ do kodów instalacyjnych, by zmienić i spolszczyć komendy. Nie należę do wyjątków. Od dwóch dni pracowałem nad nową „skórką“, którą znalazłem na jednym z portali. Efekt można sprawdzić już w tym wpisie. Co przekonało mnie do zakupu akurat jej? Przede wszystkim możliwość zmiany kroju czcionki, jej kolorów itd.

Po wykonaniu tych kroków można w końcu przystąpić do pisania. Gdy tekst już jest gotów, trzeba go wrzucić na stronę i zadbać o spopularyzowanie (sprawdzają się tu przede wszystkim sieci społecznościowe). Ale to nie koniec jeszcze problemów. Radość z napisanego tekstu może czasami trwać bardzo krótko. Zaraz do głosu zgłaszają się różnej maści specjaliści, którzy w komentarzach przekonują, że autor nie miał racji. Jeśli potrafią sformułować jakieś sensowne argumenty, wskazać pomyłki, podrzucić tropy, to pozostaje tylko się cieszyć (nawet jeśli błędy uraziły nieco naszą ambicję). W większości jednak mamy do czynienia ze zwykłym chamstwem, hejtem naszym powszednim. Nie da się tego polubić, nie można się też przyzwyczaić do tego mimo upływu lat.

Blog to moje hobby, konik, pielęgnowany z pasją ogródeczek. Łatwiej znieść krytykę, gdy jej autor to docenia i rozumie. Ale gdy myśli jedynie o przysłowiowym „dokopaniu“ i mi się wreszcie nóż w kieszeni otwiera… Ale przede wszystkim robi się przykro i chce się wszystko rzucić w kąt. Po chwili jednak myślę, że ów krytyk był w stanie wyprowadzić tylko personalny atak. Nieraz zresztą tylko anonimowy. Zabrakło odwagi cywilnej, którą ja prezentuję w każdym wpisie – wszak to blog sygnowany imieniem i nazwiskiem. Jeśli jednak ktoś zbyt mocno przeżywa takie sytuacje, powinien dać sobie spokój (lub przynajmniej skasować możliwość komentowania). Ja piszę dalej, zbieram materiały, szukam kolejnych tematów. Lubię to i w nowym roku nie zamierzam bloga porzucać.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Ryszard Matura

    Czekam zawsze z niecierpliwością na Pana wpisy i z prawdziwą przyjemnością je czytam. Niektóre wpisy do Pana tekstów mają, takie mam wrażenie, małą kropelkę zawiści, za jasność poglądów, sens i styl. Proszę o wiecej.

  2. Monika Piotrowska-Marchewa

    Twórczość blogowa, Krzysztof, mimo tylu opisanych przez Ciebie przeciwności, ma głęboki sens. Dlatego nie dziwię się, że nie planujesz porzucić tego hobby. Mam za sobą takie, kilkuletnie doświadczenie i mogę tylko przyklasnąć. Dla mnie najcenniejsze okazały się pozawierane wówczas intelektualne przyjaźnie, przekraczające granice kraju i (wcale nie mniej ważna) możliwość rozpisania się w stylu, który trudno ćwiczyć w naukowym życiu. Trochę dziennikarskim (felieton), trochę eseistycznym i literackim. Odnoszę wrażenie, zwłaszcza po (późniejszym) kilkuletnim bytowaniu na FB, że w tamtych czasach w okolicach 2007 roku hejt jako zjawisko nie był jeszcze tak powszechny, z reguły przykrości bardzo rzadko mnie spotykały, a dobrodziejstwa konstruktywnej krytyki do nich nie zaliczam;-) Czego i Tobie życzę z całego serca.

Skomentuj