1945 – „gorzkie zwycięstwo“. Polska i wyzwolenie

Rok 1945 może być traktowany z polskiego punktu widzenia jako „gorzkie zwycięstwo“. Jednak nie należy zapominać o uwarunkowaniach, w jakich Polska się wtedy znalazła. Nie należy też zapominać, że okupacja niemiecka oznaczała konsekwentne parcie do biologicznej i kulturowej zagłady narodu. Nie jest więc rzeczą łatwą odpowiedzieć na pytanie, czy Polska wyszła z tego konfliktu wygrana czy przegrana. Historycy nie udzielają jednoznacznej, prostej odpowiedzi, lecz zestawiają bilans strat i dwuznacznych najczęściej zysków. Jakby go jednak nie oceniać, to właśnie 1945 r. ukształtował dzisiejszą Polskę: jej terytorium, ludności, ale i polityczne programy i idee. Poniżej zamieszczam polską wersję mojego lipskiego wystąpienia.

Pod datą 8 maja 1945 r. polski lekarz, członek ruchu oporu w czasie wojny, historyk Zygmunt Klukowski zanotował:

„Niemcy skapitulowały! Tak już w ostatnich czasach zżyliśmy się z myślą, że są to ich końcowe dni, iż wiadomość o ostatecznym zgnębieniu śmiertelnego wroga nie sprawiła na nas takiego wrażenia, jakiego należało się spodziewać. Zresztą umysły wszystkich zajmuje inne zagadnienie: czy dojdzie do konfliktu pomiędzy Rosją a Anglią i Ameryką. Wszystko zdaje się przemawiać za tym, że konflikt jest nieunikniony. W jakże ciężkiej znaleźliśmy się sytuacji!. Chociaż w rezultacie przyniosłoby to Polsce wielką korzyść“ (Klukowski, Zamojszczyna…, t. 2, s. 183).

Podobnych wypowiedzi odnotowanych w tych dniach można znaleźć więcej. Ci, którzy bieżące wydarzenia widzieli w szerszej perspektywie, nie byli zdolni do euforii z powodu zakończenia wojny, choć często odczuwali ulgę z zakończenia niemieckiej okupacji. W tych nastrojach bardzo daleko było do radości z odzyskanej wolności. Dla Klukowskiego i wielu Polaków było jasne, że wprawdzie wojna z Niemcami skończyła się, jednak sytuacja nadal w tej części Europy była nabrzmiała konfliktem i przemocą.

Jutro było niepewne, nieprzewidywalne. Tym dylematom zamojski diarysta dał wyraz dzień później. Pod datą 9 maja można znaleźć w jego dzienniku następujący wpis:

„O drugiej obudziła nas szalona strzelanina – karabiny maszynowe waliły seriami z różnych stron, potem pojedyncze strzały, granaty, serie z działek. (…) Nie wiedzieliśmy, co to znaczy. Sądziliśmy, że może to jakiś większy napad na obiekty wojskowe i lotnisko. Dopiero telefon z poczty wyjaśnił nam rzecz całą: to były salwy na wiwat zwycięskiego zakończenia wojny z Niemcami. (…) Tak więc odwróciła się ogromna karta historii. Trudno jest uświadomić sobie w pełni fakt, że takie potężne, dumne, zdawałoby się – niezwyciężone Niemcy leżą u stóp zwycięzców i żebrzą o litość. Wstępujemy w nowy okres. Dla nas jest to wielka niewiadoma. A może będzie to okres jeszcze cięższy niż poprzedni?!“ (Klukowski, Zamojszczyna…, t. 2, s. 183).

Jak bardzo różni się wymowa tego zapisu od bezwarunkowej, spontanicznej radości mieszkańców Europy Zachodniej, którzy tłumnie wylegli na ulice i świętowali zwycięstwo śpiewem i zabawą. Czym tłumaczyć ten zdystansowany stosunek? Skąd wzięły się te nowe obawy?

Polska wychodziła z wojny i okupacji z ogromnymi stratami i co najmniej niejasnymi perspektywami na przyszłość. Życie straciło prawie 6 mln obywateli, niezliczona ilość pozostała kalekami do końca życia. Domy sierot pękały w szwach. Ponad 90% ludności żydowskiej straciło życie i przestała istnieć wielowiekowa wspólnota polskich Żydów. Prawie 1/3 polskiej inteligencji uległa eksterminacji.

Polska przez kilka wojennych lat była okupowana przez dwa państwa, Niemcy i ZSRR (w latach 1939-1941). Każde z tych państw prowadziło na zajętych terenach odmienną politykę społeczną, gospodarczą, warunkowaną totalitarną ideologią. Wspólnym elementem był terror i wykorzystanie przymusowej siły roboczej. Większość dużych miast uległa zniszczeniu. Stolica Polski, Warszawa, leżała w gruzach, a jej ludność została zabita lub wygnana. Kiedy w styczniu 1945 r. jednostki radzieckie i polskie wkroczyły do lewobrzeżnej Warszawy powitała je cisza i pustka ruin. Stopniowo jednak powracali mieszkańcy.

„Dziwną, daleką wieść o zwycięstwie przeżyłam pośród tych ruin – zapisała w swym dzienniku pisarka pod datą 9 maja 1945 r., Zofia Nałkowska – które jednak są miastem i są Warszawą – tylko jakby najdelikatniej wymalowaną przez Utrilla, ujętą w lekki, kredkowy, biało-czarny szkic pośmiertny. Można rozeznać ulice. Wystarcza wobec jakiejś perspektywy trochę oddalenia, by móc pomyśleć, że nic się nie stało, że te sylwetki są jeszcze napełnione życiem“ (Nałkowska, Dzienniki 1945-1954…, s. 1, s. 53).

Zrujnowanie Warszawy nie było jedyną stratą w polskiej tkance wielkomiejskiej i kulturowej. Bezpowrotnie Polska straciła dwie ważne metropolie na wschodzie, Wilno i Lwów, które w dziejach polskich odgrywały wielką rolę. Utrata tych centr była potwierdzeniem zmian, jakie dokonał ZSRR po agresji na Polskę we wrześniu 1939 r. Terytorium Polski wynosiło wtedy 388 tys. km2. ZSRR zajął ok. 180 tys. km2. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby Polska nie otrzymała „zadośćuczynienia“ na Zachodzie. Kosztem Niemiec do Polski włączono ok. 108 tys. km2. Polskę przesunięto więc ze wschodu na zachód o ok. 200-300 km. By przybliżyć rozmiar zmian w tym zakresie, Włodzimierz Borodziej zaproponował takie porównanie:

„Nie będącą abstrakcją w 1945 r. zabawa myślowa może pomóc dalej: Wystarczy wyobrazić sobie, że Stalin postanowił uczynić ze Słowacji 17 republikę radziecką. Czechosłowacja musiałaby uzyskać jakieś odszkodowanie, logicznie rzecz biorąc z pomocą frankońskich lub bawarskich terenów. Bamberg, Norymberga albo Ratyzbona byłyby dzisiaj czeskie – z podobną oczywistością, jak Szczecin i Wrocław są polskie“ (Borodziej, Die enthauptete Nation…, s. 37).

Utrata ziem na wschodzie i przesunięcie Polski na Zachód wpłynęło w sposób zasadniczy na stosunki narodowościowe. Żydów w znacznej części wymordowano. Litwini, Białorusini i Ukraińcy znaleźli się w większości poza nowymi granicami Polski, w nominalnie narodowych republikach radzieckich. Pozostała tam również z rozmaitych przyczyn część Polaków. Inni wyjechali na zachód, stając się przedmiotem wymiany ludności. Pozostałych w nowej wschodniej Polsce przedstawicieli mniejszości, w tym ponad 500 tys. Ukraińców, w następnych miesiącach przewieziono za Bug i San. Podobny los spotkał Niemców, których wysiedlono z terenów Polski i tzw. „ziem odzyskanych“. Polskę musiało wtedy opuścić ok. 3,5 mln Niemców.

Po raz pierwszy w historii Polska stała się państwem homogenicznym narodowo. Przymusowe wysiedlenia jako instrument homogenizacji nie były niczym nowym. Wzorem stały się nazistowskie Niemcy i ZSRR oraz ich polityka „czystek etnicznych“. Po drugiej wojnie światowej karta się odwróciła. Pod wpływem doświadczeń wojennych uważano przymusowe usunięcie niewygodnych mniejszości za konieczne. Nie są znane żadne głosy protestu w Polsce przeciwko takiej polityce, podobnie brak było krytyki sposobu jej realizacji. Niechęć, nienawiść narodowa święciła tryumfy także po wojnie. Nie tylko ludność niemiecka zachowała złe wspomnienia z tego okresu, dotyczyło to także innych mniejszości, jak ukraińskiej. Polacy wyjeżdżający na Zachód z Kresów także doświadczali przemocy i strachu i przed władzą radziecką, i przed sąsiadami.

W wyniku II wojny światowej zmieniła się pozycja Polski na arenie międzynarodowej w sposób, którego nikt z polskich elit nie przewidywał. Od początku wojny Polska należała do koalicji antyhitlerowskiej i mimo okupacji całego terytorium stworzyła liczące się siły zbrojne, walczące na różnych frontach. Z biegiem wojny jej znaczenie jako sojusznika zaczęło jednak maleć. Wraz z przystąpieniem ZSRR do wojny i koalicji antyhitlerowskiej Polska stała się zakładnikiem celów wielkich aliantów. Po 1943 r. politycznie przestała odgrywać samodzielną rolę. Dla mocarstw zachodnich przekształciła się wręcz w niewygodny ciężar.

Widoczne to jest bardzo jaskrawo w 1945 r., kiedy ważyły się ostatecznie jej powojenne losy. Polska nie była uczestnikiem wielkich konferencji, z podmiotu stała się już w Teheranie przedmiotem decyzji. Spadek znaczenia Polski dla mocarstw zachodnich był wynikiem skutecznej i bezwzględnej polityki Stalina. Od 1943 r. zaczął tworzyć alternatywne ośrodki polityczne do istniejących, legalnych, struktur władzy rządu polskiego na emigracji. Realizację ekspansywnych planów Stalina ułatwiała przedłużająca się II wojna światowa. Zachód był gotów zapłacić wysoka cenę, by oszczędzić krwi swych armii. Coraz większe straty, jakie ponosiła Polska z rąk niemieckiego okupanta, osłabiało ją wobec zbliżającego się nowego hegemona tej części Europy.

Już w lipcu 1944 r. udało się Stalinowi ulokować w Chełmie zarodek władz komunistycznych przyszłej Polski. Uznaniem międzynarodowym się nie martwił, stawiając na politykę faktów dokonanych. Ogromnym ciosem dla sprawy polskiej na arenie międzynarodowej była klęska Powstania Warszawskiego i śmierć prawie 200 tysięcy żołnierzy i ludności cywilnej Warszawy. Opór zbrojny przed wkraczającą Armią Czerwoną stawał się bezsensowny, był skazany na niepowodzenie. Zresztą współpraca w akcjach militarnych również, o czym szybko przekonały się dywizje Armii Krajowej na Kresach.

Za Armią Czerwoną kroczyły wojska polskie, które uformowano w ZSRR. Miały być one dowodem na istnienie polskich środowisk stawiających na bliską współpracę z ZSRR. Wzięły one udział w walkach o Kołobrzeg, czy Budziszyn, aż w końcu o Berlin. Z militarnego punktu widzenia nie odgrywały większej roli. Trzeba jednak zaznaczyć, że prości żołnierze walczyli odważnie i z poświęceniem, nie mając pojęcia, do jakiego projektu politycznego ma być wykorzystany ich wysiłek i ofiary.

“Sowieci robili wszystko – stwierdzał Jan Szkudliński, historyk i pracownik naukowy Muzeum II wojny światowej w Gdańsku –, by pokazać Polakom i światu, że teraz to oni rządzą Polską, że prawdziwy rząd polski działa na terenach zajętych przez Armię Czerwoną, a nie w Londynie. Udział polskich wojsk w zdobywaniu Berlina był elementem tej kampanii. Należy jednak odróżniać kwestie polityczne od udziału zwykłych żołnierzy, którzy uczestniczyli w walce z Niemcami toczonej od września 1939 r. Dla nich to było wielkie zwycięstwo” (W rogatywkach…).

Z miesiąca na miesiąc grupa polskich komunistów pod osłoną bagnetów Armii czerwonej i NKWD zaczęła w Polsce umacniać swoją władzę. Bardzo szybko zbudowano aparat terroru, przystąpiono do pierwszych głębokich zmian ustrojowych, nazywanych reformami społecznymi. Eliminowano przeciwników politycznych i dawne elity. Konferencje Wielkiej Trójki w Jałcie, potem w Poczdamie były potwierdzeniem polityki Stalina w Europie Środkowo-Wschodniej. Mimo iż Polska należała do państw zwycięskich, nie uczestniczyła w konferencji krajów założycielskich ONZ w San Francisko 27 czerwca 1945 r. (dopiero kilka miesięcy później przedstawiciele Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej podpisali Kartę). Brak polskiej obecności na tej ważnej konferencji był kolejnym potwierdzeniem niejasnej sytuacji Polski. Rząd emigracyjny stracił uznanie mocarstw. Nowy, koalicyjny rząd, w którym zgodnie z ustaleniami w Jałcie mniejszościowy udział mieli wybrani przedstawiciele środowisk emigracyjnych, powstał dopiero dzień po podpisaniu Karty ONZ. W jego skład weszło – poza komunistami i ich satelitami – kilku ważnych polityków emigracji, na czele z byłym premierem, Stanisławem Mikołajczykiem. Pomimo tych pozorów szerokiej reprezentacji, praktyka pokazała, że władze w Polsce mieli sprawować niepodzielnie komuniści wspierani przez Moskwę.

Symbolicznym przejawem utraty przez Polskę pozycji była nieobecność reprezentacji polskiej armii na Zachodzie na paradzie zwycięstwa w Londynie w 1946 r. Choć Zachód coraz bardziej różnił się w powojennych celach od Kremla, ciągle uznawał iż jakiekolwiek podnoszenie wkładu Polski w zwycięstwo na III Rzeszą jest niepotrzebnym drażnieniem Stalina.

Polskie społeczeństwo było wiosną 1945 r. śmiertelnie zmęczone wojną. Powrót do normalności był niewątpliwie marzeniem. Wielokrotnie jednak nie było do czego wracać. Miliony straciły swoich bliskich, strony rodzinne, domy, mieszkania, źródła utrzymania. Konieczne było szukanie nowych możliwości. Na drogach można było wtedy spotkać wysiedleńców, maruderów, szabrowników obok zwykłych ludzi szukających w miarę spokojnego miejsca do życia. Panował chaos, w którym z wolna kształtował się nowy porządek. Organa władzy były słabe lub skorumpowane. Złożoność sytuacji, w jakiej znaleźli się Polacy w 1945 r., trafnie oddaje wiersz poety, więźnia Auschwitz, Tadeusza Borowskiego, którego wymowa daleka jest od euforii zwycięstwa:

A my – pojedynczo, po kryjomu

Przez zieloną granicę zakazaną drogą

Do ojczyzny we snach

Do domu do mogił

Poszukamy nie znajdziemy nikogo

Popatrzmy popatrzmy w obce twarze

Pomilczymy no cóż każdy wie…

Tak…

Cicho szepcze ktoś: NKWD

Strach… (cyt. za Holzer, Polska 1945…, s. 164)

Marcin Zaremba, historyk średniego pokolenia, uczynił z tego poczucia głębokiego strachu, wręcz trwogi, leit motiv swojej książki. W sposób przekonujący i wstrząsający pokazał uczucia Polaków w tym okresie przełomu i kiełkowania nowego świata. Dopiero po wielu latach wojenno-powojenna trwoga osłabła. Pojawiły się jednak inne obawy i lęki związane z życiem w tzw. realnym socjalizmie.

Przejmując i utrwalając władzę nie udało się polskim komunistom stworzyć w miarę sprawnie funkcjonującego systemu i spełnić obietnic mówiących o równości i sprawiedliwości. Model radzieckiego komunizmu okazał się połączeniem opresji politycznej z żenującą niewydolnością gospodarczą. Mimo utraty na dziesięciolecia przez Polskę suwerenności, społeczeństwo kilkakrotnie sprzeciwiało się polityce władz, unikając jednak otwartej zbrojnej walki. Osłabione gospodarczymi niepowodzeniami władze musiały stopniowo liberalizować politykę. Zawsze zdolne były jednak do użycia instrumentów przemocy, a w propagandzie jeszcze w latach 80. używały haseł antyniemieckich i antyfaszystowskich. Rok 1945 r. trwał na pewnych płaszczyznach przez całe dekady powojnia. W tym kontekście rok 1989 należy rozpatrywać jako ogromny sukces polskiego społeczeństwa i osiągnięcie wreszcie tych celów, o które walczono od 1939 r., czyli wolną Polskę, zdolną do samodzielnego wyboru drogi rozwoju. W sposób pokojowy udało się zmienić rząd, polski komunizm odszedł do lamusa historii wraz z całym systemem. Polska odzyskując niepodległość, z biegiem czasu uzyskała też ważną pozycję w Europie. Dzięki początkowo nielicznym osobom, takim jak nieodżałowanej pamięci Władysław Bartoszewski i instytucjom, w tym Kościołowi Katolickiemu udało się wznowić jeszcze w PRL dialog z niegdysiejszymi wrogami i szukać z nimi dróg do pojednania i porozumienia. Dzisiaj Polska otoczona jest w większości sąsiadami, z którymi pokojowo współpracuje, z większością z nich utrzymuje przyjacielskie relacje. Ostatnie ćwierćwiecze, nawet jeśli ma swe cienie, i tak było naszym najszczęśliwszym okresem w ostatnim dwustuleciu.

Rok 1945 może być traktowany z polskiego punktu widzenia jako „gorzkie zwycięstwo“. Jednak nie należy zapominać o uwarunkowaniach, w jakich Polska się wtedy znalazła. Nie należy też zapominać, że okupacja niemiecka oznaczała konsekwentne parcie do biologicznej i kulturowej zagłady narodu. W sposób wyważony pisał o tym Jerzy Holzer, niedawno zmarły wybitny historyk:

„Można nazwać polskie zwycięstwo optyką mniejszego zła, ale w określonych historycznych sytuacjach dojście do zła mniejszego staje się sukcesem. Pojawiają się często poglądy lekceważące tę wygraną, a przecież dla narodu polskiego nie było niczego ważniejszego od zachowania życia i uwolnienia się od fizycznego zniewolenia, częściowo już realizowanego przez okupanta, częściowo zaplanowanego na przyszłości“ (Holzer, Polska 1945…, s. 168).

Nie jest więc rzeczą łatwą odpowiedzieć na pytanie, czy Polska wyszła z tego konfliktu wygrana czy przegrana. Historycy nie udzielają jednoznacznej, prostej odpowiedzi, lecz zestawiają bilans strat i dwuznacznych najczęściej zysków. Jakby go jednak nie oceniać, to właśnie 1945 r. ukształtował dzisiejszą Polskę: jej terytorium, ludności, ale i polityczne programy i idee.

Cytowana literatura:

Borodziej Włodzimierz, Die enthauptete Nation, „Damals“, 2015, Nr. 4.

Holzer Jerzy, Polska 1945. Wojna wygrana czy przegrana? Od wojny do wolności. Wybuch i konsekwencje II wojny światowej 1939-1989, pod red. Marka Andrzejewskiego, Grzegorza Berendta, Tomasza Chicińkiego, Andrzeja Trzeciaka, Gdańsk-Warszawa 2010.

Klukowski Zygmunt, Zamojszczyzna 1944-1959, t. 2, Warszawa 2007.

Nałkowska Zofia, Dzienniki 1945-1954, cz. 1, opr., wstęp i komentarz Hanna Kirchner, Warszawa 2000.

W rogatywkach z orłem bez korony. Polacy w operacji berlińskiej. Adam Leszczyński rozmawia z dr. Janem Szkudlińskim, „Gazeta Wyborcza“, 1.05.2015.

 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj